Bundeswehra uchodzi za zdyscyplinowaną armię, przynajmniej na licznych misjach zagranicznych. W kraju jest zdecydowanie inaczej, o czym świadczą liczne przykłady zaangażowania żołnierzy Bundeswehry po stronie prawicowej ekstremy z motywów czysto ideologicznych.

W przypadku aresztowania obecnie dwóch byłych spadochroniarzy niemieckiej armii chodzi jednak o pieniądze. Zamierzali utworzyć liczącą 150 najemników grupę bojową. Nawiązywali w tym celu kontakty z byłymi żołnierzami sił specjalnych, obiecując podobno 40 tys. euro miesięcznie.

Miejscem akcji miał być Jemen, gdzie najemnicy zamierzali walczyć przeciwko rebeliantom Huti za pieniądze Arabii Saudyjskiej. Taki był plan. Dwójka spadochroniarzy usiłowała skontaktować się z saudyjskimi dyplomatami.

To się nie udało. Podobnie jak werbunek przyszłych najemników, co nie przeszło niezauważenie dla kontrwywiadu wojskowego. Na dwu organizatorach ciążą obecnie poważne zarzuty planowania zabójstwa, zamiaru wzięcia zakładników, przygotowania do zbrodni przeciwko ludzkości oraz tworzenia organizacji terrorystycznej, a także werbowania najemników. Już sam ostatni zarzut grozi karą do pięciu lat więzienia.

Czytaj więcej

Wymiana więźniów między rządem jemeńskim i rebeliantami Huti, do której doszło 29 września w prowinc
Wszystkie nieszczęścia Jemenu

Zgodnie z niemieckim prawem służba w obcej armii nie jest karalna. Oficjalnie nie działa w Niemczech żadna organizacja werbująca najemników w rodzaju byłej amerykańskiej Blackwater przemianowanej na Xe Services lub rosyjskiej grupy Wagnera. Rząd twierdzi, że nie dysponuje żadnymi dowodami na to, aby niemieccy obywatele brali udział w operacjach najemników na świecie. Od czasu do czasu pojawiają się jednak w mediach zgoła inne informacje. W 2008 r. mowa była o tzw. aferze libijskiej. W szkoleniu tajnych służb Kaddafiego mieli brać udział żołnierze Bundeswehry i niemieccy policjanci. Mieli to czynić w czasie swoich urlopów.

Dziesięć lat temu głośna była sprawa Asgaard German Security Group, firmy ochroniarskiej świadczącej także usługi za granicą. Tak było w Somalii, gdzie przed dekadą firma zawarła wielomilionową umowę z jednym z lokalnych watażków, któremu miała pomóc w zdobyciu fotela prezydenckiego. Do realizacji umowy jednak nie doszło. Dwa lata temu zakończył się proces w tej sprawie skazaniem dwóch założycieli firmy na kilkutysięczne grzywny za próbę naruszenia embarga ONZ wobec Somalii.

Firma Asgaard starała się też bezskutecznie o kontrakt z Bundeswehrą na ochronę niemieckiego kontyngentu w irackim Kurdystanie. Firma okazała się niezwykle atrakcyjna dla zwolenników prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD).

To w niej pracowali po zakończeniu służby dwaj aresztowani byli spadochroniarze, pragnący stworzyć własną organizację. Asgaarg nie jest w branży jedyna. AGEMA-Services GmbH z Kilonii werbowała do pracy za granicą byłych żołnierzy z co najmniej czteroletnim stażem w Bundeswehrze. Nie wiadomo, ilu Niemców służyło w roli najemników w ostatnich latach w zagranicznych firmach.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Jak twierdzi „Spiegel", było ich jednak niemało, zwłaszcza w Iraku. Pośredniczący w takich kontraktach agent otrzymywał 2 tys. euro dziennej prowizji za jednego najemnika, który z kolei mógł liczyć na 800–1200 euro dziennie. To atrakcyjne pieniądze nawet dla żołnierzy elitarnej jednostki Bundeswehry KSK, zarabiających miesięcznie w granicach 3 tys. euro.