Zabicie dowódcy irańskich sił specjalnych Ghods Kasima Sulejmaniego oznacza zwrot w amerykańskiej polityce zagranicznej. Od przejęcia władzy przez Baracka Obamę dziesięć lat temu Stany Zjednoczone stopniowo wycofywały się z Bliskiego Wschodu. Nie reagowały na atak chemiczny Baszszara al-Asada, pozwoliły Rosji przejąć inicjatywę w Syrii i opuściły kurdyjskich sojuszników, gdy tzw. Państwo Islamskie zostało właściwie pokonane.
Teraz jednak Donald Trump zdecydował się na niezwykle ryzykowny ruch. Może on zapobiec przejęciu przez Iran całkowitej dominacji nad Bliskim Wschodem, ale równie dobrze może doprowadzić do konfliktu w całym regionie o nieobliczalnych konsekwencjach.