Polityczny spór, jaki wybuchł po ujawnieniu przez „Rzeczpospolitą” we wtorek, że prezydent Andrzej Duda zastosował prawo łaski wobec mężczyzny, który był skazany m.in. za czyny lubieżne wobec własnej córki, pokazuje, jak destrukcyjny wpływ dla naszej debaty może mieć kampania wyborcza. Zachowania obu stron sporu pokazały bowiem cały zimny cynizm i brutalność polityki.
Zacznijmy od przeciwników prezydenta, który podnieśli od razu krzyk, że Duda jest obrońcą pedofilów. Sprawa jest skomplikowana, wielowątkowa i budzi wiele kontrowersji. Ale stawianie tezy, że prezydent jest obrońcą czy sojusznikiem pedofilów jest nadużyciem choćby dlatego, że wiemy o jednym jak dotąd przypadku takiej sprawy. Stawianie generalnego wniosku na podstawie jednostkowej sprawy jest nadużyciem. Gdy czytamy o „aferze pedofilskiej” Dudy, o „największym skandalu tej prezydentury”, możemy być pewni, że chodzi już wyłącznie o politykę, a nie o prawdę o tej skomplikowanej sytuacji.