[wyimek][b]Wojna futbolowa[/b][ul][li][link=http://www.rp.pl/artykul/12,201246_W_PZPN_wiele_halasu_o_nic_.html]W PZPN wiele hałasu o nic [/link][/li][/ul] [b]DWUGŁOS[/b][ul][li][link=http://www.rp.pl/artykul/201164.html]Bronisław Wildstein: Z aferzystami trzeba zrobić porządek [/link][/li][li][link=http://www.rp.pl/artykul/201162.html]Jacek Raciborski: Nieudany zamach stanu w PZPN[/link][/li][/ul][/wyimek]
Czteroosobowa komisja obserwatorów, która ma przejąć obowiązki kuratora, a potem nadzorować wybory, to tylko mydlenie oczu. Sam minister, jeśli pozostanie ministrem, pewnie wkrótce przestanie się komisją interesować. Jakby zmartwień rządu było w tej sprawie mało, kompromis wynegocjował przedstawiciel prezydenta Michał Kleiber.
Pierwsza wojna, za czasów ministra Jacka Dębskiego, doprowadziła do wyboru nowego prezesa PZPN. Podczas drugiej, półtora roku temu, kurator zdążył wymienić związkowy Wydział Dyscypliny, dzięki czemu posypały się wreszcie surowe kary za ustawianie meczów. Po trzeciej wojnie nie zostanie nic – poza niesmakiem, zawiedzionymi nadziejami i nową definicją kompromisu.
Jak się wczoraj okazało, kompromis polega na tym, że ryzykujesz wszystko i przegrywasz wszystko w starciu z ludźmi o nie najlepszej reputacji, a oni litościwie pozwalają ci nazwać wynik tego starcia tak, by było ci mniej przykro. Możesz nawet udawać, że nadal stawiasz jakieś warunki.
W świat poszły komunikaty o porozumieniu i obustronnej satysfakcji, a w kuluarach działacze FIFA i PZPN mogą szydzić z Mirosława Drzewieckiego do woli. Znów wygrali, tym razem nie tylko z ministrem, ale też z wicepremierem i premierem.
Mirosław Drzewiecki, Grzegorz Schetyna i Donald Tusk jeszcze w piątek zapowiadali, że nie wolno cofnąć się o krok, póki FIFA nie przestanie grozić, a w poniedziałek złożyli broń. Nie mieli wyjścia. Zły czas, złe miejsce, źli doradcy. Od kiedy FIFA uderzyła pięścią w stół, musieli wiedzieć, że to starcie jest nie do wygrania. Rząd krzyczał, że trzyma działaczy w szachu, a tak naprawdę już wówczas był ich zakładnikiem.
Jeśli chce się być bezkompromisowym szeryfem, trzeba najpierw sprawdzić, czy pistolety są nabite. Minister nie sprawdził nawet dokładnie, na czym polegał włoski wariant robienia porządków w związku piłkarskim, choć ciągle się na ten przykład powoływał. Bardziej od niego skompromitował się tylko Trybunał Arbitrażowy przy Polskim Komitecie Olimpijskim, który kuratora w pośpiechu wprowadzał.
W sobotę jest mecz z Czechami, za cztery lata Euro u nas i na Ukrainie. A 30 października wybory nowego prezesa związku. Wszystko wraca w utarte koleiny. Rząd chciał wiosny w PZPN, a będzie lato. Grzegorz Lato.
[link=http://blog.rp.pl/blog/2008/10/06/pawel-wilkowicz-zlapal-minister-tatarzyna/]Skomentuj na blogu[/link]