Z kolei prezes IPN Łukasz Kamiński napisał idealnie wyważony tekst o Havlu. Znalazło się w nim jednak zdanie zaskakujące. Że nie warto odnosić Havla do polskich sporów, bo "on je przerasta". Może przerastał wielu ludzi. Ale w stosunku do sporów zręczniej użyć zwrotu "nie pasuje". I też bez pewności, czy wszystko nie pasuje. Realia były różne. Dylematy moralne – czasem podobne.
TVP przypomniała dwie jednoaktówki Havla, poniekąd autobiograficzne. Jedna, ta w której pisarz i opozycjonista w komunistycznym państwie dialoguje z innym intelektualistą, zamkniętym w złotej klatce, mogłaby się rozgrywać z grubsza i w polskich warunkach. Druga (właściwie pierwsza w kolejności), gdy ten sam pisarz musi zabiegać o względy majstra w browarze, gdzie przyszło mu pracować, pasuje mniej. Polscy opozycjoniści rzadko byli skazani na pracę fizyczną (choć zdarzało się, na przykład po 1968 roku). Z reguły jednak znajdowali luki w systemie, publikowali, choćby nie pod nazwiskiem, otrzymywali opiekę od różnych osób i instytucji. W dawnej Czechosłowacji – nie.