Nie mamy
pewności czy Anatol Kotau, niegdyś związany z białoruskim reżimem, a po
ucieczce z Białorusi z organizacjami przeciwników Łukaszenki, został porwany,
czy powrócił na łono białoruskich służb? Zbyt dużo w sprawie jego zniknięcia,
co opisali Izabela Kacprzak i Rusłan Szoszyn jest znaków zapytania. Warto
jednak potraktować ten przypadek jako ilustrację pewnego stanu, który od kilku
lat obserwujemy w Polsce.
Fakty są
takie, że w Polsce przebywa teraz ok. 2 mln cudzoziemców, głównie rosyjskojęzycznych
- najwięcej ok. 1,5 mln Ukraińców, ale drugą grupę stanowią Białorusini – legalnie
przebywa ich ok. 140 tys. Urząd do Spraw Cudzoziemców najczęściej rozpatruje
pozytywnie wnioski o ochronę właśnie od uchodźców zza Bugu. Nie ma szans, aby
każda taka osoba została solidnie prześwietlona przez polskie służby. Polska
stała się azylem dla przeciwnikiem Łukaszenki, a jednocześnie teatrem działań
tamtejszych służb. Nie traćmy też z oczu faktu, że Mińsk jest politycznie podporządkowany
Moskwie.