Po pierwsze, forum uzgodnień koalicyjnych stać ma się teraz rząd. Konflikty koalicyjne między resortami nie będą odtąd rozstrzygane w rozmowach poza rządem, lecz wewnątrz niego. Może to usprawnić też rozwiązywanie kwestii spornych – takich jak polityka klimatyczna, energetyczna, europejska itp. Zbigniew Ziobro we wszystkich tych kwestiach miał diametralnie różne podejście niż Mateusz Morawiecki. Wejście do rządu Kaczyńskiego może tu Morawieckiego wzmocnić.
Może też uporządkować prace rządu – jest tajemnicą poliszynela, że Ziobro niechętnie uczestniczył w posiedzeniach gabinetu, jawnie ignorując premiera. Teraz to te posiedzenia – a nie narady w obskurnym biurowcu przy Nowogrodzkiej – mogą stać się miejscem podejmowania kluczowych dla państwa decyzji. W dodatku, Kaczyński zyskuje narzędzie wglądu w to, co się dzieje w resorcie sprawiedliwości, czego wcześniej nie mógł robić formalny zwierzchnik wszystkich ministrów, czyli premier. Kaczyński jako wicepremier nadzorujący służby, prokuraturę i sądy dostaje do ręki swoje ulubione zabawki. Dla niego to wymarzone instrumenty sprawowania władzy.