Ciężko mi było oprzeć się wrażeniu, że polską opinią publiczną zaczęła rządzić absolutna przesada, gdy dowiedziałem się o decyzji Straży Granicznej o natychmiastowym wydaleniu z Polski mężczyzny, który odłowił słynnego suma z jeziorka Balaton na warszawskim Gocławiu. 57-latek, który w okresie objętym zakazem połowu ze szczególnym udręczeniem wyłowił rybę, został zatrzymany przez policję, przewieziony do przejścia granicznego i na pożegnanie dostał pięcioletni zakaz wjazdu do strefy Schengen.
Polak korzystałby z domniemania niewinności do momentu prawomocnego skazania, Ukrainiec nie mógł skorzystać z tych praw – został z Polski wydalony
Czy polskie państwo pokazało swoją siłę, czy może nadwrażliwość? Obywatel Polski w takiej sytuacji cieszyłby się domniemaniem niewinności. Sąd rozpatrzyłby wszystkie okoliczności obciążające, ale też i łagodzące. Być może okazałoby się, że w sprawie byłoby więcej wątków i nie wyglądała ona wcale tak prosto, jak to opisano na platformach społecznościowych. Może byłaby straszniejsza, a może mniej dramatyczna. Ale dopiero po prawomocnym wyroku Polak zostałby uznany winnym i musiałby pogodzić się z karą.
Czytaj więcej
Policjanci z Warszawy Pragi Południe krótko po pojawieniu się w mediach doniesienia o wyłowieniu ogromnego suma z jeziorka na Gocławiu, zatrzymal...
Ukrainiec nie. Wystarczy publiczne oskarżenie w serwisie X, oburzenie wywołane filmikiem na Instagramie, a już organy państwa dokonują natychmiastowego osądu. I 57-letni Ukrainiec ląduje w ojczyźnie z zakazem wjazdu do UE. Tak samo, jak nałożono zakaz wjazdu do Polski influencerowi, który popisał się głupotą i lekceważeniem przepisów jadąc sportowym samochodem nad Morskie Oko.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to wszystko ruchy o charakterze politycznym, które mają odpowiedzieć na polityczne zapotrzebowanie okazania „twardości” Ukraińcom. I żeby było jasne – za przestępstwa trzeba karać. Wszystkich. Bez względu na pochodzenie i obywatelstwo. Widać tu jednak ewidentną nadgorliwość w przypadku jednej nacji. A to wszystko w sytuacji, gdy relacje między Polską a Ukrainą stały się napięte z powodu decyzji Wołodymyra Zełenskiego o uhonorowaniu jednej z jednostek wojskowych imieniem „Bohaterów UPA”.
Antyukraińskie nastroje nakręca nie tylko prawicowa opozycja i prezydent, ale też liberalny obóz premiera Donalda Tuska
Klasa polityczna zaczęła prześcigać się w reakcji na ten zdecydowanie obraźliwy dla polskiej wrażliwości historycznej gest. Prezydent Karol Nawrocki odpowiedział na apel posła Konfederacji, który zażądał odebrania ukraińskiemu prezydentowi Orderu Orła Białego. Decyzję tę skrytykował premier Donald Tusk, choć sam decyzję ukraińskiego przywódcy potępił. Ale – jak zauważył w rozmowie z „Rzeczpospolitą” założyciel IBRiS Marcin Duma – premier ochoczo w działaniach wymierzonych w Ukraińców uczestniczył.
W efekcie miliony żyjących w Polsce Ukraińców staną się ofiarami politycznego wzburzenia decyzją Wołodymyra Zełenskiego. Nie wiem, czy 57-latek męczący suma z Gocławka miał cokolwiek wspólnego z UPA. Obawiam się jednak, że teraz za „bohaterów UPA” płacić będą zupełnie zwykli Ukraińcy, bo Straż Graniczna bezpośrednio podlega rządowi.
Czytaj więcej
Sprawa nadania jednej z jednostek wojskowych nazwy odwołującej się do „bohaterów UPA” i ukraińskie propozycje rozwiązania tej sytuacji były głównym...
W sytuacji, gdy nie możemy od trzech dekad wyegzekwować od państwa ukraińskiego właściwego upamiętnienia ofiar UPA, będziemy się mścić na obywatelach Ukrainy. Demonstrować całą siłę naszego państwa wobec osób podejrzanych o dokonanie wykroczeń czy pospolitych przestępstw. Oczywiście służby mają prawo do deportacji osób podejrzewanych o stanowienie zagrożenia dla porządku publicznego bez prawomocnego wyroku, lecz zawsze powinna obowiązywać zasada proporcjonalności.
Być może politykom, którzy w tym uczestniczą – a zdają się ścigać przedstawiciele prawicowej opozycji i liberalnej koalicji rządowej – uda się zdobyć kilka punktów na podkręcaniu nastrojów. Tyle że nasze relacje z Ukrainą popsują się na lata. Oczywiście praprzyczyną jest tu niechęć naszych sąsiadów do zmierzenia się z przeszłością i dzisiejszym kultem UPA. Jednak wina spadnie też na wszystkich, którzy dziś te nastroje podkręcają. Tak oto kończy się kolejny romantyczny sen o przyjaźni naszych narodów w obliczu zagrożenia rosyjską agresją.