Gdyby Donald Trump tylko zasygnalizował, że chciałby uzyskać pomoc od swoich aliantów z NATO – nie byłoby problemu. Gdyby o nią poprosił – również nie byłoby problemu. Ale Trump tej pomocy żąda, stawiając na dodatek znak równości między wsparciem, jakiego USA udzieliły Europie ws. Ukrainy (choć akurat administracja Trumpa kurek z pomocą zakręciła i kazała za nią płacić europejskim sojusznikom Kijowa) i przedstawiając oczekiwanie, że teraz Francja czy Wielka Brytania pójdą wraz z Trumpem wojować z Teheranem. Bo jeśli nie, to udowodnią – kontynuuje Trump – że NATO jest sojuszem wiarygodnym tylko po amerykańskiej stronie. A stąd już tylko jeden krok do niewypowiedzianego (jeszcze?) przez prezydenta USA zdania: to po co nam taki sojusz?
Jak Donald Trump dokonuje manipulacji, oczekując pomocy NATO na Bliskim Wschodzie
Trump dokonuje tu rzecz jasna manipulacji – trudno zestawić pomoc udzielaną napadniętej przez imperialną Rosję Ukrainie z dołączeniem do bliskowschodniej kampanii USA i Izraela wymierzonej w Iran. NATO, co do zasady, jest sojuszem obronnym, a nie paktem drapieżników, którzy pomagają sobie w dopadaniu kolejnych ofiar. Dlatego, gdy Stany Zjednoczone zostały zaatakowane 11 września 2001 r., sojusznicy z NATO przyszli im z pomocą (wtedy to, jedyny raz w historii sojuszu, uruchomiono artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego). Obecnie jednak nie mamy do czynienia z taką sytuacją – 28 lutego to nie Iran zaczął bombardować Waszyngton i Tel Awiw, to Amerykanie i Izraelczycy zaczęli bombardować Teheran. Trump stara się nas wprawdzie przekonać, że był to jakiś rodzaj rozszerzonej obrony, ale Władimir Putin też przekonywał, że napadł Ukrainę, by bronić Rosji. Warto też zauważyć, że Iran i Bliski Wschód w ogóle znajdują się poza obszarem właściwości NATO – Traktat Północnoatlantycki nie przewiduje, że sojusz ma angażować się w konflikty w tej części świata.
Czytaj więcej
To Iran zdecyduje, kiedy zakończy się wojna, którą rozpoczęły USA i Izrael. Sekretarz ds. energii Chris Wright przyznał, że „nie ma gwarancji”, iż...
Dlaczego Polska powinna uważnie słuchać tego, co Donald Trump mówi o NATO
Wprawdzie Trump nie domaga się, by swoje okręty do Cieśniny Ormuz wysłała Polska, ale to nie znaczy, że cała sprawa nas nie dotyczy. Prezydent USA po raz kolejny podważa wiarygodność sojuszu północnoatlantyckiego, jednego z filarów bezpieczeństwa Polski. Przypomnijmy, że w przyszłości prezydent USA mówił już, że niekoniecznie będzie bronił tych państw NATO, które nie wydają odpowiednio wiele na obronność, a nawet „pozwoli Rosji robić z nimi co chce”. Na przełomie lat 2025 i 2026 Biały Dom znalazł się natomiast na kursie kolizyjnym z sojuszniczą Danią, domagając się części jej terytorium i – w pewnym momencie – nie wykluczając użycia siły przeciwko sojusznikowi. Powiedzieć, że USA stały się sojusznikiem nieco kłopotliwym to być bardzo łagodnym dla Donalda Trumpa i jego administracji. Zwłaszcza że przecież na Iranie awanturnicza polityka niedoszłego laureata Pokojowej Nagrody Nobla może się nie skończyć. Trump zapowiada już, że po Iranie zajmie się Kubą, z którą będzie chciał zawrzeć umowę, lub „zrobić to, co należy zrobić”. Jako że próba zawarcia umowy z Iranem skończyła się nalotami na Teheran, można mieć obawy, jak skończą się negocjacje z komunistycznymi władzami w Hawanie. Czy i wtedy wezwie na pomoc NATO?