Reklama

Artur Bartkiewicz: Donald Trump właśnie udowodnił, że potrzebujemy SAFE

Donald Trump oczekuje, że NATO wesprze go w wojowaniu z Iranem, bo jeśli nie, to czarno widzi przyszłość paktu. Tym samym nasz wielki sojusznik po raz kolejny pokazuje nam, że jest partnerem coraz bardziej problematycznym.
Donald Trump podważa wiarygodność NATO. Dlatego Polska i Europa potrzebują SAFE

Donald Trump podważa wiarygodność NATO. Dlatego Polska i Europa potrzebują SAFE

Foto: REUTERS

Gdyby Donald Trump tylko zasygnalizował, że chciałby uzyskać pomoc od swoich aliantów z NATO – nie byłoby problemu. Gdyby o nią poprosił – również nie byłoby problemu. Ale Trump tej pomocy żąda, stawiając na dodatek znak równości między wsparciem, jakiego USA udzieliły Europie ws. Ukrainy (choć akurat administracja Trumpa kurek z pomocą zakręciła i kazała za nią płacić europejskim sojusznikom Kijowa) i przedstawiając oczekiwanie, że teraz Francja czy Wielka Brytania pójdą wraz z Trumpem wojować z Teheranem. Bo jeśli nie, to udowodnią – kontynuuje Trump – że NATO jest sojuszem wiarygodnym tylko po amerykańskiej stronie. A stąd już tylko jeden krok do niewypowiedzianego (jeszcze?) przez prezydenta USA zdania: to po co nam taki sojusz?

Jak Donald Trump dokonuje manipulacji, oczekując pomocy NATO na Bliskim Wschodzie

Trump dokonuje tu rzecz jasna manipulacji – trudno zestawić pomoc udzielaną napadniętej przez imperialną Rosję Ukrainie z dołączeniem do bliskowschodniej kampanii USA i Izraela wymierzonej w Iran. NATO, co do zasady, jest sojuszem obronnym, a nie paktem drapieżników, którzy pomagają sobie w dopadaniu kolejnych ofiar. Dlatego, gdy Stany Zjednoczone zostały zaatakowane 11 września 2001 r., sojusznicy z NATO przyszli im z pomocą (wtedy to, jedyny raz w historii sojuszu, uruchomiono artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego). Obecnie jednak nie mamy do czynienia z taką sytuacją – 28 lutego to nie Iran zaczął bombardować Waszyngton i Tel Awiw, to Amerykanie i Izraelczycy zaczęli bombardować Teheran. Trump stara się nas wprawdzie przekonać, że był to jakiś rodzaj rozszerzonej obrony, ale Władimir Putin też przekonywał, że napadł Ukrainę, by bronić Rosji. Warto też zauważyć, że Iran i Bliski Wschód w ogóle znajdują się poza obszarem właściwości NATO – Traktat Północnoatlantycki nie przewiduje, że sojusz ma angażować się w konflikty w tej części świata. 

Czytaj więcej

Jak Donald Trump traci kontrolę nad wojną z Iranem

Dlaczego Polska powinna uważnie słuchać tego, co Donald Trump mówi o NATO

Wprawdzie Trump nie domaga się, by swoje okręty do Cieśniny Ormuz wysłała Polska, ale to nie znaczy, że cała sprawa nas nie dotyczy. Prezydent USA po raz kolejny podważa wiarygodność sojuszu północnoatlantyckiego, jednego z filarów bezpieczeństwa Polski. Przypomnijmy, że w przyszłości prezydent USA mówił już, że niekoniecznie będzie bronił tych państw NATO, które nie wydają odpowiednio wiele na obronność, a nawet „pozwoli Rosji robić z nimi co chce”. Na przełomie lat 2025 i 2026 Biały Dom znalazł się natomiast na kursie kolizyjnym z sojuszniczą Danią, domagając się części jej terytorium i – w pewnym momencie – nie wykluczając użycia siły przeciwko sojusznikowi. Powiedzieć, że USA stały się sojusznikiem nieco kłopotliwym to być bardzo łagodnym dla Donalda Trumpa i jego administracji. Zwłaszcza że przecież na Iranie awanturnicza polityka niedoszłego laureata Pokojowej Nagrody Nobla może się nie skończyć. Trump zapowiada już, że po Iranie zajmie się Kubą, z którą będzie chciał zawrzeć umowę, lub „zrobić to, co należy zrobić”. Jako że próba zawarcia umowy z Iranem skończyła się nalotami na Teheran, można mieć obawy, jak skończą się negocjacje z komunistycznymi władzami w Hawanie. Czy i wtedy wezwie na pomoc NATO?

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Reklama
Reklama

Cała ta sytuacja powinna uzmysłowić największym entuzjastom Waszyngtonu i US Army, że o ile nadal jest to ważny filar naszego bezpieczeństwa, to jeśli będzie to filar jedyny, możemy się obudzić w sytuacji, w której okaże się, że albo wybieramy się na kolejną wojnę z USA, albo musimy sobie radzić sami. Ba, może być gorzej – my możemy na te wojny nawet jeździć, ale jeśli inni partnerzy z Europy podejmą inne decyzje, to i tak Stany Zjednoczone zrobią w tył zwrot, co Polska musi odczuć, bo – inaczej niż Wielka Brytania – nie jest wyspą. 

I tu dochodzimy do programu SAFE. W instrumencie tym należy postrzegać nie tylko źródło środków na wzmocnienie polskiej armii, ale również dowód na to, iż Europa rozumie wreszcie, że musi liczyć na siebie. Amerykanie dziś są z nami, ale czy będą z nami jutro? Oby. Mądra polityka polega jednak na tym, by liczyć na najlepsze, ale przygotowywać się na najgorsze. I z tej perspektywy SAFE to narzędzie uświadamiania tego wszystkim, którzy jak niektóre państwa położone w Europie chcieliby jeszcze trochę wozić się na gapę na wydatkach obronnych innych, że żarty się skończyły. Europa musi się zbroić i nie może cały czas oglądać się na USA. I tak spóźniliśmy się z tym o długie lata. Teraz nie stać nas nawet na miesiące zwłoki. 

Komentarze
Jacek Cieślak: Na gali Oscarów powrócił duch Ku Klux Klanu
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Komentarze
Tomasz Krzyżak: Czy Robin Hood z Łodzi da radę w Łodzi? Kardynał Krajewski wraca z Watykanu
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dlaczego weto do SAFE uderzyło w bezpieczeństwo i pozycję Polski. Trzy powody
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Rosja jest jedynym zwycięzcą wojny irańskiej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama