Dawno już nie słyszeliśmy tylu wezwań do jedności i konsensusu co w ostatni poniedziałek. Akurat w trzecią rocznicę pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę odbyła się Rada Bezpieczeństwa Narodowego, na której prezydent Andrzej Duda miał zrelacjonować efekty swej rozmowy z Donaldem Trumpem, zaś premier Donald Tusk przedstawiał owoce swoich rozmów z przywódcami innych krajów.
Wystąpienie prezydenta: krytyka rządów Tuska i chwalenie osiągnięć własnej prezydentury
Choć sam Duda zapewniał, że sprawy bezpieczeństwa powinny być poza politycznym sporem, co chwilę wbijał szpilki w rząd. Krytykował na przykład brak podjęcia jego inicjatywy organizacji szczytu Unia–USA w Warszawie podczas polskiej prezydencji w UE, krytykował projekt wykluczający obecność przedstawicieli prezydenta z posiedzeń rządowych komitetów zajmujących się bezpieczeństwem. Chwalił się, że to podczas jego prezydentury zwiększono militarną obecność amerykańską w Polsce, jak również liczebność polskiej armii. Duda też podkreślał, że to on podczas rozmów rok temu w Waszyngtonie proponował podniesienie progu wydatków na obronność państw NATO do 3 proc. PKB.
Premier apeluje o zgodę i uderza w PiS
Na RBN Donald Tusk przedstawił pomysł narodowego konsensusu dotyczącego bezpieczeństwa. Chodzi o to, by w kluczowych sprawach – na przykład potencjalnej obecności polskich wojsk w Ukrainie albo właśnie ich braku – szukano konsensusu między prezydentem, rządem i Sejmem. Można to rozumieć dwojako: jako element kampanii prezydenckiej i apel do wyborców o to, by wybrali kandydata Koalicji Obywatelskiej – bo wtedy nie będzie politycznych różnic między prezydentem, premierem i większością w Sejmie.
Ale można to też próbować rozumieć jako apel o jedność w najważniejszych sprawach. „Potrzebę politycznej jedności Polaków wobec zagrożenia ze wschodu rozumieli wszyscy. Prezydent, Marszałkowie, liderzy klubów parlamentarnych. Tylko Mariusz Błaszczak nie zrozumiał” – napisał w serwisie X Tusk. I znów dla jednych będzie to słuszna krytyka wystąpienia szefa Klubu PiS, który – według relacji marszałka Sejmu Szymona Hołowni – skupił się w swoim wystąpieniu na ataku na Tuska. Ale dla innych będzie to tylko podsycanie konfliktu między koalicją rządzącą a opozycyjnym PiS.
Zamiast apeli o jedność potrzebujemy więcej samej jedności
Bo właśnie tak wygląda jedność polskiej klasy politycznej. Prezydent wzywa do jedności i uderza w rząd. Premier wzywa do konsensusu i nabija się z szefa Klubu PiS. Najlepiej by było, gdyby i prezydent, i premier nie tylko apelowali o wyłączenie spraw bezpieczeństwa z bieżących konfliktów politycznych, ale również wzięli sobie te apele do serca. Podobnie powinien zrobić PiS. Bo jednoczenie przez polityczny podział nie jest najlepszą odpowiedzią na naprawdę krytyczną sytuację geopolityczną, w jakiej się dziś, trzy lata po wybuchu wojny i miesiąc po inauguracji prezydentury Donalda Trumpa, znaleźliśmy. Nie potrzebujemy więc więcej apeli o jedność i konsensus. Potrzebujemy więcej samej jedności i samego konsensu.