Czytaj więcej
Amerykanie zakończyli głosowanie w wyborach, w których wybierają 47 prezydenta Stanów Zjednoczonych. O urząd walczyli obecna wiceprezydent USA, kan...
Wybiła czwarta nad ranem nad Wisłą, gdy atmosfera w sztabie wyborczym Donalda Trumpa w West Palm Beach na Florydzie wyraźnie się zmieniła. Miliarder jeszcze się nie pojawił, ale mimo to wielu zaczęło świętować jego zwycięstwo.
Latynosi za Donaldem Trumpem, zasadnicza zmiana charakteru trumpizmu
Powodem były doniesienia z samej Florydy. Spodziewano się, że przypadnie ona kandydatowi republikanów, ale nie aż tak znaczącą większością głosów. Zaskoczyła w szczególności skala poparcia dla Trumpa w hrabstwach zamieszkałych w dużym stopniu przez Latynosów. Jednocześnie z kretesem przepadło stanowe referendum o legalizacji marihuany i aborcji.
To samo zjawisko można było odnotować np. w Michigan. Szczególnie ciekawy jest jednak przykład innego wahającego się stanu, Georgii. I tu niespodziewanie dużo zwolenników Trumpa pochodzi ze wspólnoty latynoskiej, ale też, choć w zdecydowanie mniejszej skali, afroamerykańskiej.
Czytaj więcej
Reuters opublikował wyniki badania exit poll przeprowadzonego wśród wyborców uczestniczących w wyborach prezydenckich w USA przez ośrodek Edison Re...
To sygnał zasadniczej zmiany charakteru trumpizmu. W latach 2016 i 2020 to był przede wszystkim ruch obrony zagrożonej pauperyzacją białej klasy średniej. Teraz ogromnego znaczenia nabiera w nim walka o wartości konserwatywne. Trump co prawda zapowiada walkę z imigracją, ale stał się też orędownikiem jeśli nie zakazu aborcji, to prawa do wprowadzenia takiego zakazu. To przecież za jego sprawą konserwatyści zyskali zdecydowaną przewagę w Sądzie Najwyższym, który po 50 latach zniósł gwarancję na poziomie federalnym prawa do przerywania ciąży.
Wybory w USA: Kolejne złe sygnały dla demokratów i Kamali Harris
Tymczasem ogromna część świeżo przybyłych do USA Latynosów to osoby głęboko wierzące – katolicy czy członkowie kościołów ewangelikalnych. Z ich perspektywy nawet ataki Trumpa na kobiety w ostatnich dniach kampanii nie są aż tak szokujące. Czasem wręcz są postrzegane jako powrót do „dawnego”, nawet jeśli niesprawiedliwego, świata. W tym kontekście w sztabie demokratycznym rumieńców zaczyna nabierać debata o tym, czy postawienie na Kamalę Harris było dobrym ruchem. Pierwsze kobieta w Białym Domu to najwyraźniej zbyt dużo dla wielu wyborców.
O godzinie piątej rano „New York Times” dawał 87 proc. szans na zwycięstwo Trumpowi
Ale na tym etapie nocy wyborczej są też inne niepokojące sygnały dla Harris. Tak jak dane napływające ze Scranton w Pensylwanii, skąd pochodzi Joe Biden. Tu Donald Trump wydaje się zdobywać znacznie więcej głosów niż w 2020 roku. To sygnał, że starania odchodzącego prezydenta w kwestii poprawy poziomu życia klasy średniej nie zostały wystarczająco docenione.
I znów pytanie o personalia: czy nie lepiej było wybrać na kandydata na wiceprezydenta popularnego demokratycznego gubernatora Pensylwanii Josha Shapiro? Jeśli, jak wiele na to wskazuje, Trump zdobędzie Georgię i Północną Karolinę, trudno będzie sobie wyobrazić zwycięstwo Harris bez Pensylwanii.
O godzinie piątej rano „New York Times” dawał 87 proc. szans na zwycięstwo Trumpowi. Prognozował, że kandydat republikanów dostanie 299 głosów elektorskich, wyraźnie powyżej wymaganych 270. Gwałtownie (o 1,7 proc.) słabło euro do dolara. Tyle złych sygnałów dla kandydatki demokratów.