Kiedy prezes PiS zapowiedział rezygnację z kierowania partią w 2025 roku, IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej” spytał Polaków, czy prezes nie powinien jednak usunąć się z polityki i zwolnić fotel przywódcy wcześniej, czyli do końca 2024 roku. Wyniki nie szokują. W tej sprawie Polacy są zadziwiająco zgodni. W zdecydowanej większości są za, a koronnym na to dowodem jest fakt, że poza dwoma grupami (praktykujących katolików i wyborców Prawa i Sprawiedliwości) w każdej części badanej populacji za wcześniejszą emeryturą prezesa jest ponad połowa uczestników sondażu.
Czy wyborcy PiS chcą by Jarosław Kaczyński nadal był liderem?
Szczególnie dziwi, że wśród wyborców PiS zwolennicy odsunięcia się lidera w cień stanowią aż niemal jedną trzecią. W tym przypadku można domniemywać, że to młodsze pokolenie, które oczekuje wymiany generacyjnej i sukcesji.
Czytaj więcej
Większość ankietowanych w badaniu IBRiS chce zmiany lidera PiS. Na miejscu Jarosława Kaczyńskiego widzą byłego premiera, wynika z sondażu.
W przypadku reszty badanych, bez większego umysłowego wysiłku można się domyślić, że postępująca delegitymizacja misji „naczelnika” ma związek z przegranymi wyborami i coraz powszechniejszym znużeniem, a nawet irytacją jego natręctwami (zagrożenia ze strony Niemiec, Donalda Tuska, migrantów i LGBT). Nie bez znaczenia jest też zapewne wyznawany przez niektórych (w tym piszącego te słowa) pogląd, że właściwa Kaczyńskiemu polityka permanentnej konfrontacji w dobie zagrożenia naszej części świata wojną jest antypaństwowa i szalona.
Kto będzie następcą prezesa Prawa i Sprawiedliwości?
Trzeba więc coraz intensywniej myśleć o sukcesji. Tyle że nie będzie ona łatwa. O tym z żelazną logiką przekonują wyniki kolejnego sondażu IBRiS, w który spytano: kto powinien zastąpić Jarosława Kaczyńskiego? I tu mamy prawdziwy ludzki dramat. Wyniki liderów z kręgu najbliższego prezesowi są mierne. Najlepiej wypada były premier Mateusz Morawiecki, ale poziom wskazań w jego przypadku jest dość kompromitujący, bo wynosi nieco ponad 14 proc. Dramat o wymiarze iście antycznym zaczyna się na dalszych miejscach rankingu potencjalnych następców. Nikt nie przekracza 10 procent. Najmocniejszy wydaje się Przemysław Czarnek z poparciem dwukrotnie niższym od Morawieckiego, ale resztę ważnych nazwisk przywódców polskiej prawicy trzeba niestety zaliczyć do kategorii politycznych płotek. Nieco inaczej jest wśród badanych wyborców PiS. Tu Mateusz Morawiecki jest wskazywany przez solidne 32 proc., ale na plecach, jako bezpośredni konkurent, siedzi mu Przemysław Czarnek z 28-proc. poparciem.
Brak następcy to także słaby prognostyk na kampanię prezydencką
Wnioski? Dominacja Kaczyńskiego jest powalająca. Za słabość partii trzeba zaś uznać brak ewidentnego numeru dwa, czyli oczywistego następcy. Tę niemiłą dla prawicy konstatację wypada powtórzyć także w kwestii zbliżającej się kampanii prezydenckiej; o naturalnym kandydacie ani widu, ani słychu.
Czytaj więcej
Sondaże dziś pokazują, że koalicja kierowana przez Donalda Tuska mogłaby liczyć na znacznie lepszy wynik niż 15 października. Mogłaby nawet odrzuca...
Na koniec jeszcze jedna konkluzja. Skoro następcy mogą śmiało powtórzyć za poetą z Czarnolasu: „Pełno nas, a jakoby nikogo nie było”, prezes tak łatwo nie ustąpi. Można go oczywiście winić za to, że zmonopolizował przywództwo i nie wychował delfina, ale trudno mieć wątpliwość, że i tym razem w jego politycznym sumieniu wygra odpowiedzialność za partię i nie ustąpi. Znamy to z dziejów państwa radzieckiego i opowieści o koreańskiej rodzinie Kimów; gdy przywódca i partia tworzą jedność, wodzem jest się do śmierci. I chyba to nas czeka.