Nikt już nie ma wątpliwości, że prezydent i jego administracja
próbowali pozbyć się generała. By jednak nie denerwować opinii
publicznej – a generał Załużny jest bardzo popularny – chciano
zmusić go, by sam złożył dymisję. I pewnie się na to nie
zgodził. Nie wydaje się, by pierwotną przyczyną ataków na
dowodzącego armią była zazdrość prezydenta o popularność, jaką
generał się cieszy. Załużny nie przejawiał bowiem do tej pory
jakichkolwiek ambicji politycznych mogących zagrozić obecnemu
obozowi władzy. Inna rzecz, że gdyby przejawił, to „Bankowa”
(nazwa administracji prezydenta od ulicy w Kijowie, przy której ma
siedzibę) miałaby ogromny problem. Poza popularnością w
społeczeństwie, generał cieszy się poparciem armii, a tam z kolei
traci popularność prezydent Zełenski.