Michał Szułdrzyński: Dlaczego Andrzej Duda zaprosił opozycję na konsultacje polityczne?

Prezydent Andrzej Duda pozornie wykazał się dobrą wolą. Pytanie jednak, do czego miał prowadzić ten gest? Czy był jedynie zmyłką, bo prezydent i tak zamierza powierzyć misję tworzenia rządu przedstawicielowi PiS-u? A może Andrzej Duda wystąpił przeciwko interesom własnego obozu i uznał, że najlepiej będzie, jak nowy rząd stworzy jednak kandydat opozycji?

Aktualizacja: 25.10.2023 09:42 Publikacja: 25.10.2023 03:00

Prezydent Andrzej Duda wita się z przewodniczącym PO Donaldem Tuskiem

Prezydent Andrzej Duda wita się z przewodniczącym PO Donaldem Tuskiem

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Zapraszając liderów partii, które dostały się do Sejmu na polityczne konsultacje, prezydent Andrzej Duda pozornie wykazał się dobrą wolą. No bo cóż jest niby sednem demokracji po wyborach, jak nie rozmawianie z przedstawicielami nowych sił, które będą przez najbliższe lata tworzyć polityczną konstelację.

Konsultacje czy polityczna zmyłka?

Pytanie jednak, do czego miał prowadzić ten gest? Czy był jedynie zmyłką, bo prezydent i tak zamierza powierzyć misję tworzenia rządu przedstawicielowi PiS-u? A może Andrzej Duda wystąpił przeciwko interesom własnego obozu i uznał, że najlepiej będzie, jak nowy rząd stworzy jednak kandydat opozycji? Jeśli to pierwsze – mamy do czynienia wyłącznie z polityczną maskaradą.

Duda wie, że i tak będzie na wojennej ścieżce z nowym rządem, a przy tym to na nim skupi się uwaga całego obozu prawicy. Duda nie jest ulubieńcem opozycji i nigdy nim nie będzie. Dlatego też nawet nie będzie się starał o utrzymanie pozornie dobrych relacji z opozycją. Zresztą szczerze Donalda Tuska nie cierpi. Do tego stopnia, że nie tylko nie zapraszał go na posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, lecz także jeszcze publicznie uzasadniał to słowami: „to człowiek, do którego nie mam zaufania”.

Jaka przyszłość czeka prezydenta Andrzeja Dudę?

A dla PiS-u każdy tydzień jest na wagę złota. Zawsze można próbować ukryć ślady afer i nieprawidłowości, tak by uniemożliwić ich rozliczenie w przyszłości. Zawsze można rozdać jeszcze trochę publicznych pieniędzy życzliwym sobie instytucjom. Zawsze można ulec pokusie nadużywania służb specjalnych do tego, by prowadzić działania dekompozycyjne opozycji zgodnie z playbookiem bezpieki jeszcze z czasów komuny. Można też przy użyciu upartyjnionych mediów publicznych tworzyć wrażenie chaosu po stronie opozycji, nadymając negocjacje koalicyjne do ogromnej awantury. W dodatku Duda wie, że nie ma nic do stracenia. Nie ma szans na międzynarodową karierę, na żadne stanowisko w UE, NATO czy ONZ, maluje się więc przed nim widok przejścia na wcześniejszą emeryturę, ewentualnie może się wcielić w rolę komentatora politycznego. Nie ma wszak takiego temperamentu, aby wejść do partyjnej polityki i próbować przejąć władzę w PiS-ie po odejściu Jarosława Kaczyńskiego.

Czytaj więcej

Koalicjanci stawiają Donalda Tuska pod ścianą. Najpierw rozmowy o marszałkach, potem o rządzie

Zwłoka na wagę miliardów z KPO

Dokładnie z tych samych powodów szybsze przejęcie władzy jest na rękę Platformie Obywatelskiej. Gdyby Tusk został premierem w okolicach Bożego Narodzenia, miałby znacznie bardziej ograniczone możliwości spełniania obietnic wyborczych, np. podwyżek dla nauczycieli od 1 stycznia przyszłego roku. Ale – jak piszemy w „Rzeczpospolitej” – stawką sporu są też miliardy z KPO. Donald Tusk miałby szansę wynegocjować nowe warunki uruchomienia pieniędzy z UE, gdyby został premierem przed końcem listopada. Jeśli tak się nie stanie, podjęcie tych środków będzie trudniejsze i jeszcze się opóźni. Ale patrząc na to całkowicie cynicznie, jaki interes ma Duda w pomaganiu opozycji? W dawaniu Tuskowi szansy, by od razu na początku rządów osiągnął sukces?

Jedyne, na co możemy liczyć, to na założenie, że prezydent kierować się będzie nie tylko interesem swojego macierzystego środowiska politycznego, lecz także racją stanu. Pozostaje mieć nadzieję, że nowo powołany szef gabinetu prezydenta Marcin Mastalerek nie przyszedł jedynie Dudzie schlebiać, ale też pomóc mu prowadzić realną politykę. Bo do tego, żeby utrudniać za wszelką cenę pracę nowej koalicji i robić jej na złość, wcale nie trzeba szczególnego politycznego sprytu.

Zapraszając liderów partii, które dostały się do Sejmu na polityczne konsultacje, prezydent Andrzej Duda pozornie wykazał się dobrą wolą. No bo cóż jest niby sednem demokracji po wyborach, jak nie rozmawianie z przedstawicielami nowych sił, które będą przez najbliższe lata tworzyć polityczną konstelację.

Konsultacje czy polityczna zmyłka?

Pozostało 92% artykułu
Komentarze
Jerzy Haszczyński: USA szkodzą obozowi wolności, na którego czele chcą stać
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Czy operacja „wspólny kandydat koalicji w 2025 r.” skończy się tak samo, jak „wspólna lista opozycji w 2023”?
Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Umarł HiT, niech żyje HiT! Czyli wychowanie patriotyczne według PSL
Komentarze
Paweł Łepkowski: Wymuszona rezygnacja Joe Bidena to profanacja demokracji
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Komentarze
Michał Płociński: Rezygnacja Bidena jest tak zaskakująca, że przegrałbym dom i auto, gdybym się założył