Jędrzej Bielecki: Macron przedkłada Katar nad Unię

W planach francuskiego prezydenta europarlament miał być sercem nowej, wzmocnionej Wspólnoty. Ale w środku skandalu korupcyjnego, który z powodu katarskich pieniędzy podcina jego autorytet, Francuz rzuca się w ramiona emira Kataru.

Publikacja: 15.12.2022 11:51

W środę wieczorem, już po pokonaniu przez Francuzów drużyny Maroka, Emmanuel Macron zamiast wrócić d

W środę wieczorem, już po pokonaniu przez Francuzów drużyny Maroka, Emmanuel Macron zamiast wrócić do hotelu spotkał się na stadionie Al Bayt z emirem Kataru

Foto: AFP

Choć Francuzi idą w tym mundialu jak burza, tylko 53 proc. ankietowanych nad Sekwaną uważa, że prezydent powinien osobiście przyglądać się finałowym rozgrywkom w Katarze. I to wyłącznie z uwagi na sport. Jednak w środę wieczorem, już po pokonaniu przez Francuzów drużyny Maroka, Emmanuel Macron zamiast wrócić do hotelu spotkał się na stadionie Al Bayt z emirem Kataru. Gratulował mu znakomitej organizacji mundialu, a także – jak donoszą oficjalne katarskie media – „rozmawiał o strategicznych interesach łączących oba kraje”. I zapowiedział, że rzecz jasna będzie w Katarze 18 grudnia, w dniu, gdy Francja i Argentyna zawalczą w finale.

Wcześniej, na pytanie dziennikarzy, czy z uwagi na łamanie praw człowieka przez Katar mistrzostwa świata w piłce nożnej nie powinny odbywać się w innym kraju, Macron powtarzał jak mantrę: o tym trzeba było mówić, gdy podejmowano w tej sprawie decyzję (czyli 10 lat temu). Teraz liczy się sport. Tyle że nie o sport tu chodzi, a o pieniądze. Wielkie pieniądze. One przyćmiewają wszystko.

Czytaj więcej

Katar. Bardzo ambitny mały emirat

W znanym wystąpieniu na Sorbonie, niedługo po przejęciu najwyższej funkcji w państwie w 2017 roku, Emmanuel Macron przedstawił ambitną wizję budowy nowej, mocniejszej Unii. Jej sercem miał być Parlament Europejski o wzmocnionych kompetencjach, jedyna instytucja pochodząca z bezpośredniego wyboru w Brukseli. Dziś, wstrząsana największym skandalem korupcyjnym, w którym pieniądze płynęły właśnie z Kataru, europarlament ma mniej ambitny cel: utrzymać choć część swojego autorytetu. Zamiast spieszyć mu ze wsparciem, Macron woli jednak biznes z Katarczykami.

Na razie francuscy eurodeputowani są wolni od zarzutów przyjmowania katarskich łapówek. Ale śledztwo dopiero się rozkręca

A biznes ten ma ogromną skalę. W 2007 roku Nicolas Sarkozy przyjmował emira Kataru jako pierwszego zagranicznego gościa po wyborze na prezydenta. To zapoczątkowało zażyłe współdziałanie między oboma krajami. Dzięki zwolnieniom podatkowym i uprzywilejowanemu dojściu do francuskich władz katarskie petrofundusze przejęły strategiczne udziały w kluczowych francuskich firmach. Ich lista jest długa, od Vinci, EADS, Lagardere, Vivendi i Total po LVMH czy Balmain. Francuzi, będąc w kieszeni Katarczyków, nie mają więc dużego pola manewru, nawet gdy w przeszłości pojawiały się zarzuty o powiązaniach kraju z islamskim terroryzmem.

Na razie francuscy eurodeputowani są wolni od zarzutów przyjmowania katarskich łapówek. Ale śledztwo dopiero się rozkręca. W Zgromadzeniu Narodowym w Paryżu okazuje się natomiast, że Katar był czwartym celem po Izraelu, Chinach i USA, jeśli chodzi o najczęściej odwiedzane przez deputowanych kraje. Oczywiście, za pieniądze emira.

Komentarze
Artur Bartkiewicz: Dlaczego Donald Tusk otwarcie atakuje Donalda Trumpa?
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Migracja w UE, czyli pyrrusowe zwycięstwo Kaczyńskiego nad Tuskiem
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Jak zostać memem? Podbój internetu w stylu Jacka Protasiewicza zawsze kończy się tak samo
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Po ataku Iranu na Izrael. Zachód musi być i policjantem, i strażakiem
Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Prawo do aborcji nie równa się obowiązkowi jej przeprowadzenia