W Rembertowie kierowca zjechał na przeciwny pas ruchu, mimo podwójnej linii ciągłej, przed przejściem dla pieszych, i potrącił prawidłowo przechodzącą przez pasy pieszą. Część internautów komentuje: piesi powinni bardziej uważać. I to jest równie poważny problem, co zachowanie samego kierowcy.

Oczywiście możemy zacząć wymagać od pieszych, by zbliżając się do pasów, przyjęli postawę żołnierza wkraczającego do strefy działań wojennych. Możemy oczekiwać, że przemkną chyłkiem przez jezdnię, nieustannie rozglądając się dookoła, czy aby z dowolnego kierunku nie zbliża się właśnie ktoś, kto ma ważniejsze sprawy na głowie, niż przestrzeganie przepisów ruchu drogowego. Ba, możemy nawet oczekiwać, że pieszy profilaktycznie sprawdzi przed wejściem na drogę, czy akurat jakiś helikopter nie próbuje wylądować na pasach. Ale chyba nie o to w tym chodzi.

Czytaj więcej

Bezpieczniej na przejściach dla pieszych tylko w 6. województwach

Kierowcy popełniają błędy, piesi też je popełniają. Problem w tym, że błędy kierowców mają poważniejsze konsekwencje – stąd nikt nie zdaje egzaminu po to, by zostać pełnoprawnym pieszym, ale już kierowca musi zdać egzamin, by zostać kierowcą. I dlatego to od kierowców – a nie od pieszych – musimy wymagać więcej.

Tymczasem, gdy przejrzy się komentarze w sieci na temat wypadku w Rembertowie, widać jak na dłoni, że część komentujących postępuje zupełnie odwrotnie. Piesza była wprawdzie na pasach, upewniła się czy nikt nie zbliża się do nich ze strony, z której – zgodnie z regułami ruchu drogowego – może się zbliżać; z tej strony, z której została potrącona, nie miała prawa spodziewać się samochodu. Ale jednak – jak czytamy w komentarzach – nic jej nie szkodziłoby się upewnić, czy ktoś akurat nie ma fantazji wyprzedzać pod prąd na pasach. No, bo przecież to ona ucierpi bardziej niż kierowca, więc niech nie rumakuje, tylko przyjmie postawę sapera na polu minowym i pamięta, że – pasy nie pasy – stopa postawiona na polskiej drodze wiąże się z ryzykiem kalectwa lub śmierci. Takie są odwieczne prawa natury.

Wiele atramentu wylano w ostatnich latach, by rozpowszechnić hasło: „Pijani kierowcy wiozą śmierć”. Słusznie. Warto jednak pamiętać, że trzeźwi kierowcy też potrafią to robić

A może jednak nie? Może problemem jest to, że tak łatwo się godzimy na to, że układ kierowca-pieszy to relacja podobna do tej, jaka łączy lwa z antylopą – jak pieszy mu nie wchodzi w drogę, to może zachowa życie, ale jeśli – nie daj Boże – da się zwieść temu, że przepisy drogowe gwarantują mu jakieś bezpieczeństwo, to marny jego los. I za chwilę kolejny kierowca będzie wyprzedzał na pasach, ignorując przechodzących przez nie pieszych, bo przecież „powinni uważać”, a nie bezczelnie zakładać, że pasy namalowano tam dla nich.

Wiele atramentu wylano w ostatnich latach, by rozpowszechnić hasło: „Pijani kierowcy wiozą śmierć”. Słusznie. Warto jednak pamiętać, że trzeźwi kierowcy też potrafią to robić – zwłaszcza gdy wykazują się brawurą graniczącą z szaleństwem. I jeśli takich zachowań nie będziemy piętnować, tylko im pobłażać, następnym razem na tych pasach możemy się znaleźć my.