Z wyliczeniami tymi można byłoby się rozprawić już tylko konstatacją, że wynika z nich, iż jednym z głównych nieszczęść, jakie spadło na nasz kraj wraz z wejściem do Unii jest fakt, że na nasz rynek weszli krwawi kapitaliści z Europy. Wszak „bilans finansowy spółek z UE transferujących zyski z Polski oraz zyski polskich spółek z UE” wynosi w tych wyliczeniach aż minus 981 mld zł. Innymi słowy uniknęlibyśmy tego straszliwego drenowania naszej biednej ojczyzny przez Unię, gdybyśmy postawili na gospodarkę autarkiczną. Ot taką np. jak w pełni samowystarczalnej Korei Północnej, która raczej nie zna problemu zagranicznych firm transferujących z niej miliardy dolarów, w związku z czym jej mieszkańcy mogą bez ograniczeń cieszyć się swoim bogactwem. Z jakiegoś jednak powodu ścieżki Korei Północnej nikt nie wybiera – przed kolejnymi podobnymi wyliczeniami warto zadać sobie pytanie: dlaczego.

Jednak z wyliczeniami tymi można się rozprawić również sięgając po inne liczby. Otóż z danych Banku Światowego wynika, że w 2004 roku PKB na osobę wynosił w Polsce 13 342 dolary, a na Ukrainie – 6 521 dolarów. Wtedy jednak nieszczęsna Polska zdecydowała się na akcesję do UE, a Ukraina nie oddała nikomu ani grama swojej suwerenności. Minęło 16 lat brukselskiego jarzma i finansowego ucisku (tak przynajmniej wynika z wyliczeń Jakiego) i co się okazało? W 2020 roku polski PKB na osobę wyniósł 34 264 dolarów, a na Ukrainie – 13 056 dolarów. Innymi słowy różnica z dwukrotnej na korzyść Polski zmieniła się w niemal trzykrotną. Jak zdołaliśmy to osiągnąć utrzymując przy okazji naszymi ciężko zarobionymi pieniędzmi całą Unię?

Czytaj więcej

Europoseł PiS Patryk Jaki
Patryk Jaki: Musimy się nauczyć, że Unia nie jest dobrym wujkiem

No dobrze, może po prostu jesteśmy zaradni, a Ukraińcy nie. To zobaczmy jak te miliardy złotych, które straciła przez ostatnie lata na obecności Polski w Unii Europejskiej, wykorzystali Niemcy. Bo przecież środowisko polityczne Patryka Jakiego wiele razy otwarcie wskazywało na Berlin jako źródło wszelkiego zła. Może więc Polska się trochę wzbogaciła, ale wszystko to było elementem chytrego planu Berlina, który pozwolił ukryć, że Niemcy wzbogacili się jeszcze bardziej!

No to znów popatrzmy na liczby. W 2004 roku PKB Niemiec na osobę wyniósł 31 307 dolarów – polski PKB stanowił więc 42,6 proc. niemieckiego. Co wydarzyło się 16 lat później? PKB Niemiec na osobę wzrósł do 53 694 dolarów, ale PKB Polski rósł szybciej i stanowił w tym roku 63,8 proc. niemieckiego. I co z tym fantem zrobić?

Oczywiście można w tym momencie stwierdzić, że gdyby nie obecność Polski w UE to owe Niemcy już dawno dogonilibyśmy, a nawet wyprzedzilibyśmy, a tylko ciężary narzucane na nasze barki przez Brukselę sprawiają, iż doganiamy Niemcy tylko trochę.

Można jednak również uznać, że w swoich wyliczeniach Patryk Jaki – choć dane podawane przez niego, każda z osobna, są prawdziwe – dość oszczędnie gospodaruje prawdą.