[b][link=http://blog.rp.pl/semka/2008/12/04/polityczna-agresja-zaszkodzi-kaczynskiemu/]skomentuj na blogu[/link][/b]
Ale można też zaryzykować tezę, że Tusk zrozumiał, iż wyborcy karzą w sondażach polityków za okazywanie jawnej wrogości rywalom. Wyborcy tego nie lubią i już. Żadne argumenty tego nie zmienią.
O tej prawdzie zapomniał Jarosław Kaczyński w trakcie środowego nocnego posiedzenia Sejmu. Prezes PiS podczas debaty zajął się oceną zachowania Stefana Niesiołowskiego w trakcie przesłuchań SB na początku lat 70. To bardzo śliska materia – raczej dla historyków niż sejmowych szermierzy. Trybuna sejmowa – szczególnie w trakcie kipiących od emocji posiedzeń – jest ostatnim miejscem do tego typu rozważań.
Na łamach "Rzeczpospolitej" wielokrotnie surowo ocenialiśmy wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego. Krytykowaliśmy go za obraźliwe i nieuczciwe porównania, których używał wobec politycznych adwersarzy. Dziś nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego typu argumentów Jarosława Kaczyńskiego.
Prezes PiS powinien pamiętać, że sam był kiedyś adresatem mających go boleśnie ugodzić pytań posłów Platformy, z jakiego powodu nie został internowany 13 grudnia.
Warto też dodać, że dotychczas, gdy oceniano czyjąś postawę w czasach PRL, za naganne uznawano zostanie tajnym współpracownikiem bezpieki, a nie takie czy inne zachowania w czasie przesłuchań. Czyżby Jarosław Kaczyński chciał otworzyć nową kombatancką puszkę Pandory?
Zwolennicy byłego premiera mogą oczywiście powiedzieć, że Donald Tusk do brudnej roboty ma Janusza Palikota, a Jarosław Kaczyński atakuje osobiście – więc jest bardziej szczery i uczciwy. Ale to konstatacja absurdalna. Polityczna wymiana zdań powinna być prowadzona na przyzwoitym poziomie niezależnie od tego, czy dyskusję prowadzi lider czy polityk z drugiej linii.
Ktoś inny może zapytać, czy Kaczyński powinien mieć nerwy ze stali, skoro wciąż jest obrażany i kopany po kostkach. Odpowiedź brzmi: – Tak, powinien mieć nerwy ze stali. Jeśli nie chce być porównywany z Palikotem.