Potwierdziły to informacje, które dziś przeciekły do mediów: Tusk planuje jednak złamać złożoną wcześniej obietnicę, czyli zapowiedź tego, że nie wystartuje na kolejnym zjeździe Platformy na przewodniczącego partii. By owo nie dotrzymanie słowa wypadło mniej kompromitująco postanowił zmienić sposób wyłaniania lidera ugrupowania. W prawyborach prezydenckich kandydata PO wyłaniali wszyscy członkowie partii – tak ma być i w tym wypadku. W efekcie opinia publiczna będzie żyła wyborami w Platformie, a sam Tusk z mandatem nie od delegatów, lecz pochodzącym z wyboru kilkudziesięciu tysięcy członków partii, wystąpi jako wielki lider, który będzie miał niemal historyczny obowiązek, by po raz trzeci poprowadzić PO w kolejnych wyborach parlamentarnych.