Stanisław Wyspiański zapewne czułby się dziś u nas swojsko. Tak jak w Krakowie w okresie Młodej Polski oto nagle po ogłoszeniu wyników wyborów europejskich w kraju zapanowała chłopomania. Po początkowym szoku politycy opozycji i wielu wspierających ich komentatorów nagle nabrali głębokiego szacunku do tych, których jeszcze niedawno nazywano januszami i grażynami.
Rozległo się cmokanie nad ich konserwatyzmem i przywiązaniem do religii, choć jeszcze kilka dni temu były one przejawem wstecznictwa i ciemnogrodu. Oczy, które jeszcze niedawno zwrócone były na Berlin, Paryż i Londyn, dziś tęsknie wpatrują się w podkarpackie i podhalańskie wioski. Ci, którzy wczoraj tropili pedofilię w Kościele, nagle zaczęli się oburzać na to, że jakiś pan, który obwołał się rzecznikiem osób wykorzystywanych przez księży, okazał się być naciągaczem.