Reklama

Tusk w Pułtusku, Stalin w Stalingradzie

Bardzo sobie cenię polityków, co to potrafią zajrzeć pod strzechy. Spotkać się z tzw. szarym człowiekiem, a nawet zjeść z nim obiad. Odwiedzić szkołę. Przyjąć kwiaty, rzucić parę bon motów i wyszczerzyć do fotoreporterów.
Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota

Foto: Fotorzepa/ Rafał Guz

Są przystępniejsi, całą gębą demokratyczni, bardziej ludzcy – rzec można. I pewnie dokładnie tak bym ocenił ostatni wypad do ludu premiera Tuska, gdyby nie drobny szczegół. Oto premier, zamiast wyskoczyć do Kutna, Płońska, czy Wejherowa wybrał się z całym dworem do Pułtuska...

Tu powinna nastąpić eksplozja śmiechu!!! Tusk do Pułtuska. W połowie kadencji rządu, więc Puł – Tusk uzasadnia się idealnie. Aż za bardzo. Nie wiem, kto mu ten pomysł podsunął, ale to nie tylko grafomania (grafomanią byłoby nawet w pierwszych miesiącach szefowania rządowi, kiedy Donald Tusk był liderem rankingów społecznego poparcia i zaufania). To coś więcej, dowód na to, że ludzie w otoczeniu premiera udanie żerują na jego miłości własnej. Trudno zresztą powiedzieć czego tu więcej? Wazeliniarstwa, czy szyderstwa, bo jedno i drugie pięknie się wpisuje w logikę kultu jednostki.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama