Gdy fala powodziowa niszczy kolejne wsie i miasta, zbliża się do dużych aglomeracji, doskonale widzimy, jakie są luki w zarządzaniu sytuacją trudną. Na terenach powodziowych nie ma czystej wody, prądu, gazu, internetu, nie działa łączność, ograniczony jest dostęp do żywności, zniszczone są drogi. Samorządowcy załamują ręce, bo są świadomi, że mają ograniczone możliwości, a służby mundurowe martwią się o to, czy ludzi będą chcieli się ewakuować. Poszkodowani w pierwszym etapie walki z żywiołem mogą liczyć na władze lokalne, strażaków, policjantów i wojsko, którzy prowadzą działania ratunkowe.