Rozpatrywana przez TSUE sprawa dotyczyła sporu między spółką Sanoma, wydawcą miesięcznika „Playboy", a GS Media, właścicielem plotkarskiego portalu GeenStijl. Poszło o zdjęcia urodziwej holenderskiej prezenterki telewizyjnej Britt Dekker, które miały być w „Playboyu", ale wyciekły do kilku pirackich portali. Zostały tam umieszczone bez zgody wydawcy. GeenStilj zamieszczał u siebie hiperłącza (linki) odsyłające do tych stron mimo wielokrotnych wezwań wydawcy „Playboya" o zaprzestanie takich praktyk.

Holenderski sąd, który badał naruszenie praw autorskich, zapytał TSUE, jak w świetle unijnej dyrektywy o harmonizacji praw autorskich (2001/29/WE) należy rozumieć takie linkowanie. W szczególności: czy wklejanie hiperłączy do pirackich stron jest „udostępnieniem utworu publiczności", na które potrzebna jest zgoda właściciela praw do utworu.

Trybunał uznał, że w takiej sytuacji zasadnicze znaczenie ma zarobkowy lub niezarobkowy charakter prowadzenia witryny internetowej, na której zamieszcza się hiperłącza. Sędziowie zauważyli, że ich umieszczanie w celach komercyjnych (a to był przypadek GeenStijl) rodzi oczekiwanie wobec wydawcy, że przeprowadzi niezbędne weryfikacje, aby upewnić się, że dany utwór nie został opublikowany bezprawnie. Nie można tego natomiast wymagać od osób, które takie linki – nawet do pirackich stron – umieszczają w celach niezarobkowych.

– Wyrok TSUE broni interesów twórców, których prawa nie zawsze łatwo dostrzec w cyfrowej rzeczywistości – komentuje Karol Laskowski, adwokat w kancelarii Dentons. Podkreśla, że TSUE po raz pierwszy tak wyraźnie oddzielił kryterium zarobkowe od niezarobkowego w kontekście dzielenia się treściami w internecie.

– Z dotychczasowego orzecznictwa Trybunału część prawników wysnuwała bardzo daleko idący wniosek, że dowolne wklejenie linku do stron, na których umieszczono cudze treści, np. teksty, obrazy czy inne utwory, nie jest naruszeniem prawa – zauważa ekspert.

sygnatura akt: C-160/15