Obaj stracili stanowiska w związku ze sprawą ubiegłorocznej afery związanej z przeciekiem informacji o akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Ministerstwie Rolnictwa.

Z ujawnionych wtedy podsłuchów wynikało, że Jarosław Marzec przekazał ówczesnemu szefowi policji Konradowi Kornatowskiemu informację o tym, że pod gdyńskim domem jednego z najbogatszych Polaków Ryszarda Krauzego są funkcjonariusze CBA.

Marcowi miał o tym powiedzieć Sobczyk, który o sprawie rozmawiał też z Kornatowskim.

Policjantom dotychczas nie postawiono żadnych zarzutów. Nie wszczęto też postępowań dyscyplinarnych i oddelegowano ich do pracy do Gdańska. Obecnie pracują w Wydziale Kryminalnym tamtejszej Komendy Wojewódzkiej. – Siedzą nawet w jednym pokoju. Są raczej wstrzemięźliwi w kontaktach – mówi jeden z gdańskich policjantów. Dodaje, że obaj otrzymują pensje, jakie dostawali przed odejściem z pracy w Warszawie.

Potwierdza to rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski. – Takie są przepisy – mówi jedynie. Nie ujawnia wysokości ich wynagrodzeń, ale jak ustaliła „Rz”, może to być 7 – 8 tysięcy złotych netto. Marcowi i Sobczykowi termin delegacji kończy się za kilka miesięcy, a o tym, co będą robić dalej, zdecyduje komendant główny policji.

Nieoficjalnie w gdańskiej komendzie mówi się, że planują odejść na emeryturę, bo objęcia ważnych stanowisk nikt im na pewno nie zaproponuje. – Trudno mi powiedzieć, jaka będzie decyzja – odpowiada Sokołowski, pytany o ich dalsze losy.

Nie wiadomo na razie, czy w Gdańsku będzie chciało ich zatrzymać szefostwo tamtejszej Komendy Wojewódzkiej. – To zależy od wielu czynników, a przede wszystkim od decyzji komendanta głównego – mówi Jan Kościuk, rzecznik pomorskiej policji.

Dodaje, że ich praca oceniana jest pozytywnie, a doświadczenie wykorzystywane w działaniach Wydziału Kryminalnego KW.