Strona chińska nie odniosła się jeszcze do wyników negocjacji w Londynie, które toczyły się od ostatniego poniedziałku. – Wszystkie dane pochodzą od Amerykanów – zastrzegła CNBC.
Zdaniem Donalda Trumpa „stosunki między Chinami a USA są doskonałe”. – My będziemy mieć stawkę celną na poziomie 55 proc., Chińczycy – 10 proc. – zapowiedział. Ostatecznie porozumienie ma zostać podpisane przez Donalda Trumpa i prezydenta Chin Xi Jinpinga.
Ropa Brent w dostawach sierpniowych podrożała o dolara – do 67,87 dol. za baryłkę.
Czytaj więcej
Prezydent USA Donald Trump poinformował, że w poniedziałek, 9 czerwca, dojdzie do kolejnych negocjacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami w s...
Ustępstwa po obu stronach
W przypadku tych 55 proc. kwota rozkłada się na 10 proc. cła podstawowego, 20 proc. – uzależnione od sytuacji z przemytem fentanylu, a pozostałe 25 proc. to cła wprowadzone na import z Chin jeszcze za pierwszej prezydentury Donalda Trumpa.
A jakie ustępstwa zrobiły Stany Zjednoczone wobec Chińczyków, aby ich motoryzacja i przemysł obronny nie musiały szukać metali ziem rzadkich po całym świecie? Otóż, między innymi, chińscy studenci i uczniowie będą mogli uczyć się w amerykańskich szkołach i na uniwersytetach.
Jak informowali przedstawiciele obu delegacji, którzy uczestniczyli w negocjacjach w Londynie, porozumienie udało się osiągnąć już drugiego dnia rozmów.
Przed rozpoczęciem rozmów, prowadzonych na wysokim szczeblu (ze strony USA negocjatorem był przedstawiciel handlowy Robert Lutnick), stosunki gospodarcze między USA i Chinami były bardzo napięte. Zaostrzyły się jeszcze bardziej, kiedy Chińczycy wstrzymali eksport metali ziem rzadkich do USA.
Czytaj więcej
Światowa gospodarka odnotuje najwolniejszą dekadę wzrostu gospodarczego od lat 60. XX wieku – przewiduje Bank Światowy. To efekt karnych ceł Donald...
Chiny są niekwestionowaną potęgą w wydobyciu tych cennych minerałów. Mają 60 proc. udziału w światowym rynku, a w przetwarzaniu ich ten udział rośnie nawet do 90 proc.
Chińczycy nie ogłosili jeszcze żadnego komunikatu. Wiadomo jedynie, że maraton negocjacyjny zakończył się późno w ostatni wtorek, uzgodnieniami w najbardziej delikatnych kwestiach – w tym właśnie dotyczących metali ziem rzadkich, na czym Amerykanom najbardziej zależało.
Londyńskie negocjacje poprzedziła ostra wymiana opinii między Pekinem a Waszyngtonem. Potem jednak uznano, że w interesie obu stron byłoby powrócić do majowych ustaleń z Genewy, gdzie – między innymi – uzgodniono 90-dniowe zawieszenie najwyższych ceł.
Cła pozostają na historycznie wysokim poziomie
Bloomberg zwraca jednak uwagę, że cła obowiązujące w handlu między oboma krajami nadal są na historycznie najwyższym poziomie. A Chińczycy wciąż nie mogą marzyć o sprzedaży swoich aut elektrycznych w USA. Nie ma też uzgodnień dotyczących handlu półprzewodnikami, a sam Trump przyznał, że „Chiny wcale nie traktują Stanów Zjednoczonych uczciwie”.
Czytaj więcej
Scott Bessent, amerykański sekretarz skarbu, stwierdził, że negocjacje handlowe z Chinami „lekko utknęły w miejscu” i że może być potrzebna interwe...
Niemniej jednak jakiekolwiek ważne porozumienie między Waszyngtonem a Pekinem było bardzo potrzebne. Wcześniejsze wprowadzenie 145-procentowych ceł na cały import z Chin uniemożliwiło normalne funkcjonowanie wielu firmom amerykańskim. Chińczycy nie pozostali dłużni – w praktyce oznaczało to, że Amerykanom nie opłacało się importować niczego z Chin, które wcześniej były drugim największym partnerem handlowym USA. Natomiast Chińczycy obrazili się i wstrzymali import z USA. Nawet Scott Bessent, amerykański sekretarz skarbu i główny negocjator, przyznał, że taki poziom ceł jest „nie do utrzymania”.
12 maja w Genewie obie strony ustaliły więc, że cła zostaną obniżone, co natychmiast spowodowało wycofanie się ekonomistów z prognozowania rychłej recesji w USA. Nastroje konsumentów znacząco się poprawiły.
Napięcia w handlu trwają od lat
Napięcia między Pekinem i Waszyngtonem trwają od lat. Zarówno administracja Trumpa, jak i Bidena wskazywały, że Chińczycy bardzo chętnie sprzedają w USA swoją tanią produkcję, a amerykański biznes cały czas napotyka restrykcje na rynku chińskim.
Władzom w Pekinie rząd amerykański zarzucał, że zachęcały chińskie firmy do nielegalnego korzystania z własności intelektualnej. Władze chińskie oczywiście kategorycznie zaprzeczały.
Donald Trump – jeszcze podczas swojej pierwszej prezydentury – podniósł cła na chiński import, tłumacząc to koniecznością obrony interesu narodowego.
Czytaj więcej
Decyzją Donalda Trumpa wstrzymany został eksport z USA do Chin kluczowych komponentów do budowy silników samolotowych i samych silników. To kolejna...
Ale podczas drugiej kadencji naprawdę poszedł na całość. Zaczęło się od nałożenia 10-procentowego cła na cały import do USA – i to ze wszystkich krajów. Potem dołożył Chińczykom jeszcze 20 proc., tłumacząc, że tylko w ten sposób może powstrzymać napływ fentanylu do USA.
Następnie zajął się ocleniem importu niewielkich przesyłek z Chin. Ostatecznie stawki wzrosły do 145 proc. Wcześniej, jeśli zawartość przesyłki nie przekraczała 800 dolarów, nie podlegała ocleniu. Ten wyjątek został zniesiony, co uderzyło w biznes takich chińskich gigantów jak Temu i Shein.
Szybko okazało się również, że w wyniku nowych stawek celnych gwałtownie podrożeją niektóre artykuły produkowane w Chinach przez amerykańskie firmy – jak chociażby iPhony. Dla Apple oznaczało to 900 mln dolarów dodatkowych kosztów. Natomiast Boeing został odcięty od chińskiego rynku – największego od 2019 roku.
W ostatnich dniach sytuacja zaczęła się jednak normalizować, chociaż w poniedziałek 9 czerwca – czyli już w czasie trwania negocjacji – Donald Trump zdecydował o wstrzymaniu dostaw silników samolotowych produkowanych wspólnie przez amerykańskie GE i francuskiego Safrana. Dla chińskiego producenta samolotów – COMAC – oznaczało to wstrzymanie produkcji.
Tak więc w porozumieniu pozostaje jeszcze wiele niewiadomych. Nie zmienia to faktu, że widmo wojny handlowej USA–Chiny zostało – przynajmniej na jakiś czas – oddalone.