Z badania Webcon wynika, że Polacy nie boją się reklamować zakupów. W ciągu ostatnich 12 miesięcy takie zastrzeżenia miało 47 proc. konsumentów, kolejne 27 proc. złożyło reklamację na opłacone usługi.

Przełom roku to intensywny czas dla sprzedawców. W efekcie oprócz ogromnego zainteresowania zakupami – czy to online czy stacjonarnymi – przybywa również wniosków o reklamację lub zwrot środków.

Najczęściej zwracamy lub reklamujemy zakupy dokonane podczas wyprzedaży sezonowych, z 10 proc. udziałem. Za 4 proc. odpowiadają zakupy w obniżonych cenach w okresie świątecznym, taki sam udział mają te na promocjach związanych z Black Friday. 43 proc. zgłasza reklamacje lub zwroty mailowo, a 40 proc. przez system on-line.

Czytaj więcej

Ceny w sklepach wciąż wysokie i dalej będą rosły w 2023

Z badania Webcon wynika, że za najbardziej irytujące elementy w procedurze reklamacji lub zwrotu klienci i klientki uznają długi czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy, na co zwraca uwagę co trzeci. 27 proc. skarży się także na koszty związane z wysyłką zwracanych zakupów, a więcej niż co piąty na liczbę etapów w procesie reklamacji lub zwrotu, które muszą wykonać. 12 proc. ankietowanych zwróciło również uwagę na potrzebę drukowania etykiet i formularzy zwrotu.

Aż 64 proc. Polaków rezygnuje z zakupu, jeśli warunki reklamacji lub zwrotów pozostają niekorzystne. Ten aspekt pojawia się zwłaszcza w kontekście zakupów zagranicznych.

Decydując się na zamówienie w Chinach, trzeba się liczyć z dłuższym okresem oczekiwania niż w przypadku zakupów u sprzedawców z Polski bądź innych krajów Europy. W zależności od wybranej metody i firmy dostawczej zajmuje to z reguły ok. 2-4 tygodni. Co ważne, sprzedawca określa maksymalny termin dostarczenia produktu. Jeśli się z niego nie wywiązuje, konsument może łatwo odzyskać pieniądze. Ważna cecha transakcji dokonywanych na chińskich platformach polega bowiem na tym, że portal przetrzymuje pieniądze aż do chwili, gdy dostanie potwierdzenie od klienta, że zamówienie dotarło na miejsce. Dopiero po tym zapłatę otrzymuje sprzedawca.

Warto wiedzieć, że np. sprzęt elektroniczny, w przypadku którego można liczyć na największe przebitki cenowe (a na Aliexpress kupić go nawet o ponad połowę taniej niż w Europie), sprowadzony spoza obszaru UE może zostać zatrzymany przez Urząd Celny i obłożony dodatkową opłatą. W praktyce zdarza się to jednak dość rzadko.