Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Narodowy Bank Polski znacząco zrewidował w górę prognozę inflacji na 2027 rok.
  • Które kategorie produktów i usług będą głównymi motorami nadchodzącego wzrostu cen.
  • Jaki unijny system handlu emisjami stanowi poważne ryzyko dla przyszłego poziomu inflacji.
  • Jak wysoka inflacja wpłynie na tempo wzrostu gospodarczego i oczekiwaną dynamikę inwestycji.

Najnowsza projekcja inflacyjna NBP zakłada, że średnioroczna inflacja w przyszłym roku wyniesie w centralnym scenariuszu prognoz 4,2 proc. r./r., a więc sporo ponad górną granicę pasma odchyleń wokół celu inflacyjnego NBP (2,5 proc. +/- 1 pkt proc.). Prognoza została istotnie zrewidowana w górę względem poprzedniej, lipcowej projekcji: wówczas centralna ścieżka zakładała, że w 2027 r. średnioroczna inflacja wyniesie 2,7 proc. r./r. Różnica to więc aż 1,5 pkt proc.

Średniokwartalnie inflacja do przedziału celu, czyli do 3,5 proc. r./r. lub poniżej, ma spaść dopiero w pierwszym kwartale 2028 r. (dzięki normalizacji sytuacji surowcowej oraz niższemu wzrostowi gospodarczemu przekładającemu się na osłabienie presji popytowej). W 2027 r. ma sięgać 4,6 proc. r./r. w pierwszej połowie oraz 3,8–4 proc. w drugiej.

Czytaj więcej

Ceny paliw znów w dół. Tyle zapłacimy za benzynę i diesla od soboty

Prognoza inflacji w górę

Projekcja zakłada m.in. brak CPN od stycznia 2027 r., zgodnie z aktualnym stanem prawnym. – Gdyby CPN został utrzymany, może to obniżyć inflację o 0,9 pkt proc. – wyjaśniał natomiast w piątek dr hab. Jacek Kotłowski, dyrektor Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP. Dodawał, że CPN nie tylko obniża bieżącą inflację, ale rzutuje też na oczekiwania inflacyjne konsumentów.

Zarówno podczas czwartkowej konferencji prasowej prezes NBP prof. Adam Glapiński, jak i Kotłowski w piątek, zauważali, że założeń projekcji jest oczywiście dużo więcej, a kluczowy będzie m.in. rozwój wydarzeń geopolitycznych i związane z tym ceny surowców. – Im dłużej będą się utrzymywać wysokie ceny surowców, tym większe jest ryzyko, że zaczną przenikać do innych cen i trwale zwiększać presję inflacyjną – ostrzegał prezes banku centralnego.

Na razie inflacja bazowa nie daje sygnałów do obaw w tym zakresie, a najnowsza projekcja NBP również nie zakłada zagrożenia z tego obszaru. – Na razie przenikanie cen energii do pozostałej części koszyka inflacyjnego jest relatywnie niewielkie – mówił Kotłowski. Inflacja bazowa – czyli bez cen żywności oraz nośników energii (w tym paliw) – ma urosnąć maksymalnie do 3,4 proc. r./r. w pierwszej połowie roku (w ostatnich miesiącach wynosiła 3–3,3 proc., w październiku najpewniej wręcz spadła poniżej 3 proc.).

– Są komponenty, które bardzo szybko reagują na wzrost energii, np. bilety lotnicze czy turystyka zorganizowana. Ale w gospodarce są też siły dezinflacyjne, w tym m.in. presja konkurencyjna ze strony Chin. Mimo zaburzeń w handlu światowym to być może cały czas trwa – wyjaśniał Kotłowski.

Prognozy banku centralnego zostały wprawdzie zrewidowane w górę względem lipca, ale nie bardzo istotnie, maksymalnie o 0,5 pkt proc. na przełomie 2027 i 2028 r. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że ekonomiści NBP zrewidowali w górę wobec lipca prognozy dynamiki przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce – nawet o 1 pkt proc. w drugiej połowie 2027 r. i pierwszej 2028 r. Z drugiej strony, wciąż będzie ona raczej umiarkowana, w przedziale 6–6,6 proc. r./r. w ciągu najbliższych dwóch lat.

Inflacja w górę przez żywność i energię

Zdecydowanie bardziej o poziomie inflacji w 2027 r. decydować będą ceny żywności i paliw. NBP w centralnej ścieżce projekcji zakłada, że lokalne maksimum inflacji żywności zobaczymy w Polsce w trzecim kwartale 2027 r., na poziomie 4,6 proc. r./r. Dla porównania, w III kw. 2026 r. mieliśmy w tym obszarze deflację 0,6 proc. NBP zrewidował ścieżkę inflacji cen żywności sporo w górę względem lipca: wówczas oczekiwał lokalnego maksimum poniżej 3 proc. To m.in. efekt większego wpływu drożejących nawozów czy transportu.

Jeszcze mocniej ekonomiści NBP zrewidowali ścieżkę inflacji cen nośników energii (w tym paliw) w 2027 r.: średniorocznie aż o 6 pkt proc. względem lipcowej projekcji, z 2,3 proc. r./r. do 8,3 proc. Maksimum w tej kategorii zobaczymy w pierwszym kwartale 2027 r. – blisko 13 proc. r./r. – acz oczywiście wiele będzie zależało od decyzji ws. programu CPN czy taryf energetycznych i gazowych.

Wśród ryzyk w górę dla inflacji w 2028 r., nieuwzględnionych w scenariuszu centralnym, NBP wymienia m.in. planowane wdrożenie unijnego systemu handlu emisjami ETS2 dla transportu i budownictwa. Gdyby ten system wszedł w życie, mógłby pośrednio i bezpośrednio podbić wskaźnik inflacji nawet o 2 pkt proc.

Czytaj więcej

Adam Pickett z Citi: EBC wywiera presję na finanse publiczne w całej Europie

Niewielkie rewizje prognoz PKB

Kryzys energetyczny zdecydowanie bardziej wpływa na perspektywy inflacji niż wzrostu gospodarczego. W tym zakresie NBP poczynił daleko mniejsze korekty względem lipca: obniżył w centralnej ścieżce tempo wzrostu PKB w tym roku o 0,1 pkt proc., do 3,6 proc., prognozę na 2027 r. pozostawił bez zmian (2,8 proc.), zaś tę na 2030 r. obniżył o 0,2 pkt proc. (też do 2,8 proc.).

Korekty wynikają w głównej mierze z lekko niższej prognozy konsumpcji prywatnej: 2,8 proc. r./r. w 2027 r. i 2,6 proc. w 2028 r. (w obu przypadkach o 0,3 pkt proc. poniżej centralnej prognozy z lipca). Na to z kolei główny wpływ ma mieć niższa od oczekiwań realna dynamika płac: NBP zrewidował w górę prognozy inflacji mocniej niż prognozy wzrostu wynagrodzeń. – Widać, że wzrost inflacji w jakimś stopniu ograniczył wydatki gospodarstw domowych – komentował Kotłowski. Ekonomiści banku centralnego zakładają przy tym, że buforem dla spożycia prywatnego będzie dążenie do wygładzania wydatków w czasie kosztem oszczędności.

Stabilizatorem dla konsumpcji powinna być wciąż przyzwoita sytuacja na rynku pracy: NBP spodziewa się stopy bezrobocia (według terminologii unijnej) na poziomie 3,3–3,4 proc. przynajmniej do końca 2028 r. Jednocześnie prognozy zakładają wciąż tylko umiarkowany popyt na pracę.

Czytaj więcej

Rząd szykuje zmianę w związku z PPK. Rekomendacja trafiła do ministerstwa

Mocne wyhamowanie inwestycji w 2027 r.

Podobnie jak wszystkie ośrodki analityczne, NBP spodziewa się wyraźnego przyhamowania dynamiki inwestycji w 2027 r. – do 1,5 proc. r./r. z 7,2 proc. w 2026 r. – po przejściu „fali” kulminacji absorpcji funduszy unijnych z Krajowego Planu Odbudowy. Obecnie wykorzystanie środków z części dotacyjnej KPO NBP szacuje na około 75 proc.

– Według naszych wyliczeń dynamika inwestycji w sektorze przedsiębiorstw sięgnęła ponad 17 proc. r./r., to bardzo dużo. Łyżką dziegciu jest jednak to, że są to w dużym stopniu inwestycje w sektorze transportowym (dynamika ponad 60 proc. r./r.), w środki transportu i realizowane przez firmy samorządowe – mówił Kotłowski. – W dużym stopniu to zakup wagonów, lokomotyw, częściowo to też autobusy i tramwaje. To pozytywne, że tabor jest odnawiany, ale pytanie jest, na ile będzie to podtrzymywało wzrost w całej gospodarce, jeżeli te inwestycje się zakończą. Inwestycje, które trwale podnoszą poziom PKB, też są, ale nie jest to gros tych dokonujących się. Stąd też obniżenie dynamiki wzrostu inwestycji po wyczerpaniu środków z KPO – wyjaśniał.

NBP ocenia, że negatywnie na nakłady na środki trwałe przedsiębiorstw będzie w najbliższych kwartałach dodatkowo wpływać też wzrost cen surowców energetycznych zwiększający koszty działalności firm. „Realizacja projektów wieloletnich, częściowo finansowanych środkami UE, przyczyni się jednak do utrzymania stopy inwestycji w latach 2026–2028 powyżej poziomu z okresu 2024–2025” – czytamy w analizie. Jak wyjaśnia bank centralny, w szczególności w horyzoncie do 2028 r. planowany jest wzrost wydatków związanych z transformacją energetyczną polskiej gospodarki, budową nowego lotniska oraz infrastruktury kolejowej. Kolejne lata przyniosą również wzrost inwestycji napędzany pokaźnymi wydatkami na obronność i sprzęt wojskowy.