Znamy już prawie wszystkie dane makroekonomiczne za I półrocze i wiele wskazuje na to, że za polską gospodarką bardzo udany okres.

Zasadniczo tak, szczególnie biorąc pod uwagę, że w rok weszliśmy dość słabo ze względu na ostrą i przeciągającą się zimę, która znacząco ograniczyła aktywność sektora przemysłowego i budowlanego. Dodatkowo nieco gorzej niż przypuszczaliśmy radzi sobie nasz rynek pracy: pensje rosną wolniej niż jeszcze rok temu, stopniowo rośnie bezrobocie. Dlatego I kwartał okazał się nieco słabszy niż początkowo prognozowaliśmy – wzrost w tym okresie wyniósł 3,5 proc. r/r, podczas gdy oczekiwaliśmy wyniku zbliżonego do 4 proc. Niemniej w II kwartale te straty zostały częściowo odrobione i faktycznie możemy powiedzieć, że to było zupełnie udane półrocze dla naszej gospodarki. Szczególnie jeśli wyniki polskiej gospodarki odniesiemy do wyników innych krajów UE.

Rozwijamy się najszybciej ze wszystkich dużych i średnich gospodarek UE. Co zdecydowało o tym, że jesteśmy europejskim liderem wzrostu?

Na to składa się kilka czynników. Po pierwsze inwestycje publiczne – w dużej mierze infrastrukturalne, ale też zbrojeniowe – które są napędzane przez środki unijne. Jak ważny to impuls dla gospodarki, widzieliśmy w I kwartale, gdy napływ pieniędzy UE jeszcze się rozpędzał, a niekorzystne warunki pogodowe utrudniały realizację projektów. W II kwartale aktywność inwestycyjna wyraźnie się odbudowała i gospodarka przyspieszyła.

Ponadto utrzymujemy dość mocny, choć stopniowo zmniejszający się, wkład konsumpcji prywatnej, która była głównym filarem wzrostu naszego PKB przez kilka ostatnich kwartałów. Motor konsumpcyjny pracował na wysokich obrotach dzięki szybko rosnącym wynagrodzeniom i hojnym, powszechnym programom społecznym. Dobry wynik PKB to zatem częściowo efekt luźnej polityki fiskalnej i wzrostu deficytu. Z tego też powodu w ostatnich kwartałach wysoki wkład do PKB miała konsumpcja publiczna. W ostatnich kwartałach wyraźnym wsparciem wzrostu była konsumpcja publiczna. Warto wspomnieć też o eksporcie, który mimo spowolnienia w Europie Zachodniej, wciąż radzi sobie bardzo przyzwoicie.

Ubierzmy to w liczby: w I kwartale GUS raportował wzrost w ujęciu rocznym o 3,5 proc. W II kwartale – tu na dane GUS jeszcze czekamy – mówi się o wzroście sięgającym nawet 3,8 proc.

To dawałoby nam wzrost PKB w I półroczu na poziomie 3,7 proc., czyli wynik bardzo przyzwoity. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że początek roku był nieco słabszy, a także wydarzenia z początku II kwartału, gdy USA rozpoczęły ataki na Iran. To zdarzenie, którego na początku roku analitycy nie zakładali. Ponowne zaostrzenie sytuacji geopolitycznej na Bliskim Wschodzie spowodowało wzrost niepewności co do perspektyw globalnej gospodarki oraz wystrzał cen surowców energetycznych.

…na który nasza gospodarka okazała się dość odporna. Cały świat z przerażeniem patrzył na cenę baryłki ropy Brent przebijającej 100 dol., a polska gospodarka ten szok paliwowy jakby zignorowała.

Nie zignorowała, ponieważ inflacja wzrosła w kwietniu do 3,2 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy na początku roku powszechnie oczekiwało się utrzymania inflacji CPI w okolicach środka celu NBP, tj. 2,5 proc. Szok inflacyjny w Polsce był rzeczywiście sporo mniejszy, niż można było obawiać się na początkowym etapie konfliktu. To w dużej mierze efekt wdrożenia przez rząd programu osłonowego CPN. Przypomnę, że ten program kosztował podatników niemal 5 mld zł. W międzyczasie sytuacja na rynkach surowców energetycznych zaczęła się stopniowo normalizować, czemu pomogły napływające doniesienia o postępie rozmów w sprawie rozejmu, uruchomienie rezerw strategicznych przez część krajów, zmiany profilu produkcji przez rafinerie, czy znaczne zmniejszenie importu paliw przez Chiny. Dodatkowo Polska i Europa mają bardziej zróżnicowane źródła dostaw surowców energetycznych niż, część krajów azjatyckich, dla których surowce z Zatoki Perskiej to ważna część krajowego miksu energetycznego. Uniknęliśmy zatem scenariusza zaburzeń w dostawach i ograniczenia zużycia paliw.

Czytaj więcej

Tusk mówi o regulowaniu cen paliw na czas powrotów z wakacji. Stawia jeden warunek

Czyli tym razem zadziałaliśmy prewencyjnie?

Też, choć program CPN był kosztowny. Pamiętajmy, że zadziałały czynniki, na które nie mieliśmy wpływu: uwolnienie rezerw strategicznych przez część krajów rozwiniętych, spadek importu paliw przez Chiny. Szok na rynku paliw okazał się krótkotrwały – choć cena baryłki wystrzeliła powyżej 120 dol., to szybko zeszła poniżej 100 dol., a przejściowo powróciła do poziomów sprzed wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie. To pozwoliło firmom powstrzymać się z przerzucaniem przejściowo wyższych cen paliw na ceny konsumpcyjne. Sytuacja pozostaje jednak niestabilna, a ceny destylatów ropy naftowej i cen gazu pozostają znacznie wyższe niż przed wybuchem konfliktu.

Dlaczego ceny ropy mają aż tak duże znaczenie dla gospodarki? Chodzi o ceny paliw w detalu dla konsumentów?

Nie chodzi tylko o paliwo do samochodów, ale o wszystkie produkty ropopochodne, które znajdziemy w znacznej części towarów codziennego użytku. Udział paliw w koszyku inflacyjnym to ok. 5 proc., ale produkty rafinacji ropy naftowej wykorzystywane są w branży chemicznej, w budownictwie, w przemyśle farmaceutycznym, motoryzacyjnym. Dość wspomnieć o plastiku czy gumie, do produkcji których niezbędna jest ropa naftowa. Z kolei ceny gazu mają ogromny wpływ na koszt nawozów, a więc na koszty produkcji żywności. Stąd tak duże uzależnienie gospodarek od cen tych produktów i ich duży wpływ na inflację i koszty życia. O ile duże przedsiębiorstwa mogą się zabezpieczać odpowiednimi kontraktami na ceny ropy, o tyle konsumenci prywatni i małe firmy mocno mogą odczuwać wzrost cen paliw. Z tego też dla oceny skutków konfliktu na Bliskim Wschodzie kluczowe znaczenie ma to, jak długo będzie on trwał.

Skoro o paliwie mówimy – co będzie zasilało silniki polskiej gospodarki w dalszej części roku?

Nadal inwestycje publiczne i szerzej popyt krajowy. W najbliższych miesiącach doświadczymy kumulacji napływu środków z funduszy strukturalnych UE, z Krajowego Planu Odbudowy. To wesprze napływ środków SAFE. W efekcie w III kw. dynamika inwestycji może zbliżyć się do 10 proc. wzrostu, a w IV kw. nawet przekroczy ten poziom. Z kolei popyt konsumpcyjny będzie wspierany wciąż dobrą sytuacją finansową gospodarstw domowych. W tym zakresie oczekuję jednak stabilizacji dynamiki konsumpcji na poziomie ok. 3 proc. To efekt stopniowego wyhamowania wzrostu wynagrodzeń, czemu towarzyszy nieco wyższa ścieżka inflacji.

A gdzie widzi pan ryzyka dla naszej gospodarki?

W perspektywie końca tego roku patrzyłbym przede wszystkim na rozwój sytuacji geopolitycznej, która będzie wciąż miała ogromny wpływ na notowania surowców energetycznych. Dalsze wybicie inflacji osłabi apetyty Polaków do wydawania pieniędzy, więc ucierpi konsumpcja prywatna. Zawirowania geopolityczne przyhamują też chęć naszych firm do podejmowania inwestycji. Z kolei patrząc na nieco odleglejszą perspektywę – rok 2027 i 2028 – zwróciłbym uwagę na stan finansów publicznych.

Obok Rumunii przyrost naszego deficytu i długu publicznego w relacji do PKB jest najwyższy w całej UE. To będzie rzutować na gospodarkę w tej średniej perspektywie?

Szczególnie w tak niepewnym otoczeniu międzynarodowym i przy tak napiętej sytuacji geopolitycznej, jaką mamy i pewnie będziemy mieć, tak wysoki poziom zadłużenia będzie nam mocno ciążył. Możliwości skorzystania przez rząd z narzędzi fiskalnych czy wprowadzenia kolejnych programów osłonowych – jak np. program CPN – będą ograniczone. Tempo narastania długu może zaniepokoić inwestorów i agencje ratingowe, które już w ubiegłym roku obniżyły perspektywę polskiego ratingu. Zbliżamy się do momentu, kiedy będą musiały zostać podjęte działania w kierunku zacieśniania polityki fiskalnej. Może to prowadzić do ograniczenia części wydatków czy też podwyżki podatków, w tym kolejnych danin sektorowych, co z pewnością nie będzie wspierać wyników gospodarki.

Czytaj więcej

Rosyjskie porty przerywają pracę. Nie działają terminale naftowe i zbożowe

Czyli nadchodzi spowolnienie wzrostu?

W kolejnych kwartałach i latach spodziewam się, że gospodarka będzie rosła w tempie ok. 3 proc., a może nawet i poniżej 3 proc. Dziś gospodarka działa na kilku dopalaczach: kumulacji środków z funduszy unijnych i dużych projektów inwestycyjnych, a także wysokiego deficytu budżetowego. Niedługo te dopalacze osłabną, a będziemy się mierzyć z trudną rzeczywistością gospodarczą – wysokimi cenami energii elektrycznej i niską efektywnością energetyczną polskiej gospodarki, rosnącą konkurencją z Chin na rynku unijnym, wyzwaniami demograficznymi, które ograniczą podaż pracy czy bardzo wysokim zadłużeniem, które uniemożliwi dalsze programy stymulacyjne. Należy cieszyć się tym wzrostem, który mamy teraz, jednak niestety okres dobrej koniunktury, nie został wykorzystany do poprawy finansów publicznych. W kolejnych latach, przy spowolnieniu wzrostu PKB poniżej 3 proc. stabilizowanie sytuacji finansów publicznych będzie trudniejsze, szczególnie że kalendarz wyborczy nie będzie temu sprzyjał.

W 2024 r. wzrost PKB wyniósł 3,2 proc., w 2025 r. już 3,6 proc. Jakim wynikiem zamkniemy 2026 r.?

O ile nie nastąpi eskalacja napięcia geopolitycznego, to w tym roku wzrost PKB wyniesie według naszych prognoz 3,6 proc. To wynik potwierdzający odporność polskiej gospodarki na zawirowania w otoczeniu geopolitycznym. Wynik, który pozytywnie wyróżnia polską gospodarkę na tle pozostałych krajów UE. Do utrzymania odporności polskiej gospodarki w długim okresie konieczne są inwestycje w transformację energetyczną, poprawę efektywności energetycznej i surowcowej. To te obszary będą decydowały o konkurencyjności gospodarek w kolejnych latach. Konieczna jest poprawa ekoinnowacyjności. W tym obszarze wciąż jest wiele do zrobienia.