Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie wyzwania finansowe stoją przed Polską w kontekście potrzeb obronnych?
  • Które alternatywne metody finansowania modernizacji armii analizowali uczestnicy debaty?
  • Jakie są argumenty za sięgnięciem do rezerw w Narodowym Banku Polskim?
  • Jakie potencjalne korzyści oraz obawy wiążą się z perspektywą wejścia Polski do strefy euro?

Piątkowa konferencja „Niedomknięte sejfy. Od sporu politycznego do systemowych rozwiązań dla bezpieczeństwa Polski” zorganizowana przez prof. Grzegorza Kołodkę na Akademii Koźmińskiego w Warszawie poświęcona była poszukiwaniu sposobów na sfinansowanie wydatków obronnych na modernizację i unowocześnienie armii. Uczestniczyli w niej ekonomiści, finansiści, przedstawiciele biznesu, politycy i studenci. Na liście prelegentów znaleźli się m.in. Artur Soboń, członek Zarządu Narodowego Banku Polskiego, dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, Maciej Witucki, przewodniczący Rady Głównej Konfederacji Lewiatan, prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, Marek Belka, były szef NBP, wicepremier i minister finansów, Leszek Skiba, społeczny doradca Prezydenta RP, były wiceminister finansów, prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC Polska, Dariusz Rosati, były minister spraw zagranicznych i były członek RPP, Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych, Dom Inwestycyjny Xelion i dr Jakub Borowski, główny ekonomista banku Credit Agricole. 

Sposoby na sfinansowanie wydatków obronnych

– Jestem bardzo zaniepokojony sytuacją polskich finansów publicznych, nad którą rząd nie panuje, ale nie panował też poprzedni rząd i nie będzie panował następny, ktokolwiek by go nie tworzył – zaczął prof. Grzegorz Kołodko. Wskazywał, że finanse publiczne są w głębokiej nierównowadze, niebezpiecznie rośnie dług publiczny, trzeci rok jesteśmy w unijnej procedurze nadmiernego deficytu.  Jego zdaniem w tej sytuacji należy dbać o wpływy podatkowe i ograniczać szarą strefę, ale to nie rozwiąże problemu. Należałoby ściąć wydatki, które są nadmierne, zwłaszcza w sferze źle zaadresowanych transferów socjalnych. Rządy tego jednak nie robią, bo boją się gniewu ludzi i protestów przedsiębiorców. Inny sposób ratowania sytuacji to podwyżki podatków, ale tego rządy boją się jak diabeł święconej wody, zwłaszcza przed wyborami. Zdaniem prof. Kołodki po wyborach trzeba głęboko przeorać strukturę naszego systemu podatkowego, która jest zła.

Czytaj więcej

Euro w Polsce w ciągu dziesięciu lat? Polacy są przeciwni

Gdzie w tej sytuacji znaleźć pieniądze na sfinansowanie wydatków na modernizację i unowocześnienie armii? – Proste i szkodliwe rozwiązanie to zwiększenie zadłużenia – odpowiedział Grzegorz Kołodko. Tu pojawia się unijny SAFE, program w ramach którego Polska może otrzymać nisko oprocentowaną pożyczkę na cele obronne w wysokości niemal 44 mld euro. Jest też forsowany do niedawna przez prezydenta i prezesa NBP tzw. SAFE zero procent który miałby być zasilany zyskiem banku centralnego z operacji na posiadanym przezeń złocie. Teraz ten pomysł w nieco zmienionej formie zgłasza PSL.

– Nie ma gwarancji wpłat kwot z zysków NBP – zauważył Jakub Borowski.

– Handlowanie złotem nie poprawi reputacji NBP – dodał Piotr Kuczyński.

Grzegorz Kołodko ma inny pomysł. Proponuje sięgnięcie do rezerw zarządzanych przez NBP, które na dziś przekraczają 1 bln zł, i ścięcie ich o 1/4. – Te rezerwy są nadmierne, nie mam co do tego żadnych wątpliwości – mówił Grzegorz Kołodko. – Zmniejszone rezerwy nadal będą bezpieczne – przekonywał. I tłumaczył, że dzięki forsowanemu przezeń pomysłowi nie będziemy musieli dodatkowo się zadłużać.

Grzegorz Kołodko przekonywał też, że opinia publiczna w Polsce została zmanipulowana przez lobby przemysłowe i militarne. Jego zdaniem nie grozi nam rosyjska napaść. – Rosja nie ma interesu w napaści na Polskę, nie mamy niczego takiego, czego oni nie mają. W napaści na Polskę Rosjanie nie mają żadnego interesu ekonomicznego. Nie mają też możliwości, bo ich wielka armia nie może sobie poradzić z Ukrainą – mówił Kołodko. Dodał, że wielką wiarę pokłada w dyplomacji.

Uczestnicy debaty polemizowali z tymi stwierdzeniami. Przekonywali, że do ataków na inny kraj wystarczają też ambicje przywódcy, co pokazuje m.in. napaść na Ukrainę. – Jest zagrożenie ze strony Rosji – mówił Maciej Witucki.

Z poglądami Grzegorza Kołodki polemizował też Marek Belka. – Bezpieczeństwo to kwestia kilku czynników – mówił. I wyliczał, że potrzebna jest silna armia, aby odstraszać. I silna gospodarka, bo słabe są nieodporne na szoki. – Trzeci czynnik to sojusze. Są tak samo ważne jak silna armia i gospodarka – mówił prof. Marek Belka.

Sojusz z euro dla bezpieczeństwa

Sojuszem, który znakomicie poprawiałby bezpieczeństwo Polski, byłoby jego zdaniem przyjęcie euro. – Z faktu nieprzystępowania do euro nie płyną dla nas żadne korzyści, jedynie ryzyka – przekonywał były szef NBP.

Odrzucał twierdzenie, że posiadanie własnej waluty daje nam możliwość prowadzenia suwerennej polityki pieniężnej. I przypominał, że przejawem takiej polityki było dość beztroskie obniżanie przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych przed wyborami w 2023 r. mimo podwyższonej inflacji. – To był błąd, który przedłużył okres wyższej inflacji. Jego skutki odczuwamy do dziś – mówił Marek Belka. – Taką suwerenną politykę chcemy mieć – pytał.

Wskazywał też, że wojna na Bliskim Wschodzie pokazała nam koszt braku euro. Rentowność polskich obligacji wzrosła w jej efekcie znacznie mocniej niż rentowności obligacji w strefie euro. Oznacza to, że ich nabywcy żądają wyższego wynagrodzenia. – To pokazuje, co nam grozi Sentyment do polskiego długu zmienia się w resentyment – mówił były szef NBP.

Dodał, że z tego powodu coraz poważniej o przystąpieniu do strefy euro dyskutują Szwedzi. – Ze względów bezpieczeństwa przystąpienie do unii walutowej, do strefy euro, staje się wręcz oczywistością – przekonywał Mark Belka. – Oczywiście euro nie zapewni szczęśliwości, od tego jest polityka gospodarcza i społeczna – dodał.

Zwrócił też uwagę, że kraje, które niedawno przystępowały do strefy euro uniknęły wzrostu cen związanego z przyjęciem unijnej waluty. – Tak było w Chorwacji czy ostatnio w Bułgarii. Nie było tzw. efektu cappuccino. Po prostu nauczyliśmy się już z tym walczyć – mówił Marek Belka. Tłumaczył, że to ważne, bo ze wzrostem cen związane są największe obawy obywateli państw, które zmierzają do przyjęcia unijnej waluty. – Jestem za wejściem do strefy euro także dlatego, że uciszy to bełkot o polexicie. Jego koszty byłyby bardzo wysokie – mówił Marek Belka.

- Wejście do strefy euro niewątpliwie byłoby rozwiązaniem części naszych problemów – przyznał Piotr Kuczyński. - Uwolniłoby zdecydowaną większość naszych obecnych rezerw. Nie rozmawialibyśmy takich propozycjach jak SAFE prezydencki – dodał.

Jego zdaniem czeka nas globalny kryzys zadłużeniowy, bo świat zadłuża się w ogromnym tempie, a politycy nie są skłonni nic z tym robić. W tej sytuacji, skoro nie jesteśmy w strefie euro, nie powinniśmy sięgać do rezerw. – Jeśli zrobi to jedna ekipa, zrobią też kolejne. Szybko zostaniemy z połową rezerw i gdy przyjdzie kryzys zadłużeniowy będzie katastrofa – przekonywał Piotr Kuczyński. – Zostawmy w spokoju rezerwy walutowe. Szykujmy się na kryzys – apelował.

Także Jakub Borowski, główny ekonomista Banku Credit Agricole Polska przekonywał, że obecny czas poważnych zawirowań geopolitycznych, to nie jest moment na zmniejszanie rezerw. Tłumaczył, że tak poważne zmniejszenie rezerw, jakie proponuje prof. Kołodko, zepchnęłoby nas do grupy krajów charakteryzujących się wyższym ryzykiem. Jego zdaniem już samo odblokowanie się na wejście do strefy euro byłoby natomiast elementem zwiększającym nasze bezpieczeństwo i odstraszającym.

– Do euro należy przystąpić – stwierdził też Grzegorz Kołodko. Jego zdaniem nie nastąpi to jednak w tej dekadzie i raczej nie w pierwszej połowie kolejnej dekady. Zapewne nastąpi jednak w drugiej połowie kolejnej dekady.