Chciałbym porozmawiać o konkurencyjności Europy w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Czy my przegrywamy, czy wygrywamy ten wyścig, czy przynajmniej walczymy z nimi? I czy dysponujemy jakimiś przydatnymi narzędziami do rozwoju innowacji?
Mamy wszystko, czego potrzebujemy, aby stać się konkurencyjni w wyścigu ze Stanami Zjednoczonymi. Możemy stać się nie tylko kontynentem doskonałym w nauce, bo już jesteśmy, ale także liderem innowacji. Wierzę, że powinniśmy zacząć zmieniać narrację o Europie, i mówić o tym, co mamy i co osiągnęliśmy. Oczywiście powinniśmy zdawać sobie sprawę z wyzwań, ale też nie zapominać o tym, co mamy. Z 5 proc. światowej populacji mamy 25 proc. globalnych naukowców i badaczy. Mamy najlepszych na świecie naukowców i inżynierów. Jeśli spojrzeć na to z szerszej perspektywy, jesteśmy największym jednolitym rynkiem na świecie, liczącym 450 milionów ludzi. Wiemy, jak produkować, mamy silną bazę producentów i mamy pieniądze, jesteśmy bogatym kontynentem. Nasi obywatele mają trzy razy więcej pieniędzy na kontach bankowych w porównaniu z Amerykanami.
Czytaj więcej:
BigTechy w UE zapłacą krocie za niezgodne z regulacjami używanie sztucznej inteligencji. Z analiz udostępnionych „Rzeczpospolitej” wynika, że kary...
Pro
Dlaczego więc mamy tak mało jednorożców?
Mamy mniej „jednorożców” w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi, ponieważ nadal mamy znacznie mniejszą skalę kapitału. Mamy pieniądze na rachunkach bankowych, ale nie zarabiamy na nich, te pieniądze nie pracują. Mamy też inwestorów instytucjonalnych, którzy nie inwestują w nasz kapitał wysokiego ryzyka. Co jest kluczowe, to powinniśmy rozwiązać problem fragmentacji, który mamy. Jesteśmy największym jednolitym rynkiem, ale jeszcze nie prawdziwym jednolitym rynkiem. Pracujemy nad Unią rynku kapitałowego, nad Unią oszczędności i inwestycji. Nowa strategia jest czymś naprawdę ważnym, jeśli chcemy, aby firmy i startupy, które powstają w Europie, technologie, które są tutaj rozwijane, stały się światowymi liderami. A to jest ważne, by mieć takich światowych liderów. Nad tym pracuje obecnie Komisja wspólnie z państwami członkowskimi, ponieważ to propozycje Komisji są następnie przyjmowane przez Radę i Parlament. Wierzę, że to będzie gamechanger. Coś się zmienia w Europie. Mamy wiele obiecujących firm, także w Polsce, jak spółki Iceye czy ElevenLabs. To już nie to samo, co 10 lat temu, także w przypadku kapitału VC, bo nasze fundusze VC mają taki sam zwrot jak amerykańscy koledzy. Dlatego właśnie chcemy pomóc ambitnym scaleupom i startupom w rozwoju. Stworzyliśmy fundusz Scale Up Europe z sektorem prywatnym, Scale Up Europe Fund. Chcemy, aby ten fundusz pomógł tym scaleupom pozostać i rozwijać się w Europie.
Wspomniała pani o Unii rynku kapitałowego oraz o Unii oszczędności i inwestycji. We wrześniu Ursula von der Leyen wspomniała o tym nawet w orędziu o stanie państwa. Na jakim etapie są dziś te prace, co się wydarzyło w tym temacie?
To jest proces, ale całkiem sporo się już wydarzyło. Nie tylko została przyjęta strategia, ale jest też kilka propozycji projektów aktów. Większość z nich została zaproponowana przez Komisję w zeszłym roku.
Czytaj więcej
Rodzimy start-up, globalny lider w dziedzinie głosowej sztucznej inteligencji, prowadzi rozmowy o kolejnej transakcji, która podniosłaby jego wycen...
Wielu jednak uważa, że Unia Europejska jest świetna w tworzeniu strategii i biurokracji, a inwestorzy po prostu odpływają do Stanów Zjednoczonych. Nawet inwestorzy pracujący nad projektem spółki EU Inc, nowego projektu ogólnoeuropejskiej spółki, powiedzieli mi w wywiadzie, że „pytają firmy, w które chcą inwestować, czy mogą przenieść się do Delaware”. Co więc Unia Europejska może teraz zrobić, aby przekonać startupy, ambitne, ale małe firmy, które bardzo potrzebują pieniędzy, do pozostania tutaj?
Myślę, że wszyscy powinniśmy wykonać swoją pracę. Komisja, rządy i sektor prywatny również. Mamy dziś jasny plan, wszystkie wnioski legislacyjne niezbędne do konkurowania, do pogłębienia jednolitego rynku, do unii rynków kapitałowych są na stole. Ale procesy, nad którymi KE musi pracować z Radą i Parlamentem, trwają. Robimy wiele, aby wspierać nasze startupy. Oczywiście, widzimy inwestorów wybierających Delaware, dlatego proponuje się EU Inc., nasz własny system Delaware. Jest cyfrowy, szybki i tańszy. Umożliwi funkcjonowanie jednej rejestracji na jednolitym rynku.
Kiedy spodziewa się pani jego wejścia w życie?
Komisja ma nadzieję, że do końca roku. Ale to nie zależy w całości od Komisji Europejskiej, my już zaproponowaliśmy przepisy, a teraz Rada i Parlament powinny je rozpatrzyć i zatwierdzić. Jako Komisja chcemy zobaczyć je jak najszybciej, realnie oczekujemy tego pod koniec roku. Na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej europejscy przywódcy rozmawiali o ambitnym okresie następnych 20 lat. To pozytywne, że Rada również tego chce. Mam więc nadzieję, że do końca roku proces się zakończy.
Czytaj więcej
Polska „koperta narodowa” w nowym budżecie Unii Europejskiej to rekordowe 123,3 mld euro. Ale drastycznie zmieniają się zasady gry dotyczące wykorz...
Jak wygląda Pani zdaniem atrakcyjność inwestycyjna dla inwestorów spoza Europy?
Widzę coraz więcej inwestorów, którzy naprawdę chcą inwestować w Europie, także ze Stanów Zjednoczonych i Azji i spotykam takich inwestorów dosłownie non stop. To, jak mówimy, jest również bardzo ważne dla rynku. Bo jeśli ciągle powtarzamy, że wszystko w Europie jest takie złe, jak mamy uwierzyć, że inwestorzy będą inwestować w Europie? A to nieprawda, nie wszystko jest złe. Nie jesteśmy jednym krajem, mamy 27 rządów, 27 parlamentów narodowych, które muszą zebrać się i uzgodnić wspólne prawodawstwo. Dlatego od wniosku do Komisji, do faktycznego przyjęcia aktu, jak w przypadku UE Inc. może minąć sporo czasu, ludzie to czują, ale taka jest demokracja i taki jest proces. Może czasami działamy wolniej, ale dzięki temu jesteśmy przewidywalni. W przypadku UE Inc. widzę, że wszyscy, przynajmniej na razie, chcą, żeby to stało się jak najszybciej.
A więc co powiedziałby Pan firmie rozważającej wybór między Stanami Zjednoczonymi a Europą? Dlaczego lepiej inwestować w Unii Europejskiej?
Większość naszych założycieli, startupów i scaleupów szuka inwestorów w Stanach Zjednoczonych, ponieważ inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych znają swój system, a nie znają naszego. Sześćdziesiąt sześć proc. firm w UE przyznaje, że jednym z warunków pozyskania inwestora było, żeby się przeniosły do Delaware. Mówimy więc inwestorom z USA czy Azji, nie ma potrzeby rejestracji w Delaware, bo wprowadzimy jeden, ujednolicony system rejestracji spółek z o.o. w UE. Spotykam wielu założycieli, którzy ze względu na brak kapitału na skalowanie biznesu, szukają inwestorów w Stanach Zjednoczonych. Dziewięćdziesiąt cztery procent tych firm i tak potem działa w Europie, ich główna działalność odbywa się tutaj, tu mają swój proces decyzyjny, laboratoria i produkcję. Dlatego tak ważne jest zwiększenie skali inwestycji w startupy. Chodzi o pieniądze, które mamy u naszych inwestorów instytucjonalnych, w funduszach emerytalnych, firmach ubezpieczeniowych, bankach rozwoju i tak dalej, w tym w dużych korporacjach. Nasz fundusz Scale Up Europe Fund ma już 5 mld euro, to inwestycje z funduszy publiczno-prywatnych z Horyzontu Europa, stworzony z wielkimi europejskimi firmami, ma zainwestować w nawet 100 milionów ticketów dla naszych zaawansowanych technologicznie scale-upów, aby pomóc im utrzymać pozycję w Europie. To nie znaczy, że nie należy działać globalnie, przeciwnie, celem jest pomoc tym firmom w osiągnięciu globalizacji, ale z oparciem w Europie.
Na czym polega działalność Europejskiej Rady ds. Badań nad Sztuczną Inteligencją?
Inwestujemy dużo w sztuczną inteligencję poprzez Horyzont Europa, a także poprzez program cyfrowy, startupy zajmujące się sztuczną inteligencją dla nauki i nauką dla sztucznej inteligencji. Ale potrzebujemy połączenia zasobów, lepszej koordynacji. Nie da się tego zrobić w środowisku wirtualnym, trzeba to zrobić realnie, z uwzględnieniem funduszy, danych, talentów i mocy obliczeniowej, i zrobić to wspólnie, połączyć pracę Komisji Europejskiej, rządów i sektora prywatnego. Pierwsze spotkanie odbyło się podczas duńskiej prezydencji. Kluczowe jest, by zaangażował się sektor prywatny, ponieważ pieniędzy publicznych nigdy nie będzie wystarczająco dużo, bez względu na to, jak bardzo zostaną zwiększone. A następnie sektor prywatny powinien zwiększać inwestycje, a rządy i Komisja powinny stworzyć zachęty dla sektora prywatnego i współpracować z nim. Mamy przykłady w dziedzinie superkomputerów, rozwinęliśmy też fabryki AI, a teraz pracujemy nad gigafabrykami AI.
Jak wygląda dziś podejście KE do suwerenności technologicznej, zwłaszcza w świetle decyzji Anthropica? Czy chce pani, by UE miała swoją sztuczną inteligencję, czy EU będzie wzmacniała swoją niezależność od technologii USA?
Dyskusja nad suwerennością technologiczną i niezależnością Europy zaczęła się jeszcze długo przed decyzją Anthropica. Jednym z pierwszych momentów obudzenia było zdanie sobie sprawy z bardzo silnej zależności od importu surowców energetycznych z Rosji. W czasie pandemii zdaliśmy sobie sprawę, że nie produkujemy w UE nawet podstawowych lekarstw, a dziś technologie są coraz wyżej na liście priorytetów. W UE ponad 80 proc. naszych produktów, usług i infrastruktury cyfrowej pochodzi od dostawców spoza UE. Oznacza to, że nasze rządy, nasz sektor prywatny są w 80 proc. zależne od technologii spoza UE. Celem Komisji jest budowanie suwerenności, nie potrzebujemy protekcjonizmu, ponieważ wierzymy w umowy o wolnym handlu, nasz sektor prywatny czerpie duże korzyści z eksportu. Ale musimy mieć wybór i rozwijać technologie, musimy mieć wybór w kwestii innych dostawców. Co ciekawe, wiele krytyki wobec Europejskiego Aktu o Sztucznej Inteligencji pochodzi z Waszyngtonu. Tymczasem ten akt przede wszystkim daje pełną swobodę badań na etapie rozwoju. Dopiero potem, gdy model się rozwija, przeprowadzane są kontrole przejrzystości i kontrole zabezpieczeń. Ostatnie wydarzenia pokazują, że potrzebujemy globalnych zasad dotyczących sztucznej inteligencji. Mogą one czerpać inspirację z podejścia Unii Europejskiej, które zapewnia swobodę na etapie badań i rozwoju, a następnie – wraz z rozwojem rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji – poddaje je kontrolom w zakresie przejrzystości oraz obejmuje odpowiednimi zabezpieczeniami.
Coraz więcej krajów na świecie podąża w tym kierunku, w tym Azja. Wierzę, że w pewnym momencie pójdą w jego ślady również Stany Zjednoczone, podejmą kroki na szczeblu federalnym. To ważne, bo AI to wielka szansa dla ludzkości, może poprawić nasze życie, ale jednocześnie musimy mieć pewność, że jest godna zaufania i bezpieczna, że nie zagraża bezpieczeństwu narodowemu ani bezpieczeństwu obywateli.
Jak pani ocenia rolę Aktu o Chipach?
Ten zaproponowany przez Komisję w czerwcu akt to już drugi akt w sprawie czipów. Wprowadza nowe środki do zmniejszenia strategicznych zależności i wsparcia produkcji czipów w UE.
Jak powinniśmy wspierać innowacje jako gospodarka?
Kiedy klienci są zainteresowani technologią, sądzą, że kupno od Europejczyków będzie droższe, co często nie jest prawdą. Dlatego nie mówię tylko o protekcjonizmie, ale mówię również o wspieraniu naszych innowatorów, naszych startupów, naszych znakomitych firm. Europejska ustawa o innowacjach jest częścią pakietu zamówień publicznych, który zostanie zaprezentowany jesienią. Jest ona powiązana z zamówieniami publicznymi, które umożliwiają zakup technologii na etapie przedkomercyjnym, więc oznaczają wspieranie innowacji. Rząd powinien inwestować więcej w innowacje, tylko 10 proc. zamówień publicznych w Europie jest powiązanych z innowacjami, a z tych dziesięciu procent mniej niż jeden, czyli 0,6 proc., jest powiązany z zamówieniami przedkomercyjnymi, więc chcemy zmotywować kraje i ustalić jasne zasady, jak będziemy postępować w przypadku zamówień przedkomercyjnych. A one są ważną częścią popytu dla innowacji.