Chodzi o środki z unijnej polityki spójności. Polska jest największym odbiorcą tej pomocy, zarówno w latach 2007-2013 kiedy to dysponowaliśmy pulą prawie 68 mld euro, jak i w bieżącym okresie 2014-2020 kiedy to Polsce przypada 82,5 mld euro. Kontrole „europejskiej Najwyższej Izby Kontroli" dotyczą na razie wciąż poprzedniej perspektywy finansowej. Teraz Europejski Trybunał Obrachunkowy (ETO) przedstawił wyniki kontroli za rok 2014 r.

- Polska jest najczęściej kontrolowanym krajem Unii Europejskiej – podkreśla Augustyn Kubik, członek ETO. W 2014 r. na 687 kontroli zrealizowanych przez ETO, aż 87 odbyło się w Polsce. W kolejnym kraju (Włochy) było ich o jedną trzecią mniej. Mimo tak wielu sprawdzeń polskie wyniki są na tle całej Unii bardzo dobre. W Polsce tzw. błędy kwantyfikowalne stwierdzone w obszarach polityki spójności oraz rolnictwa stanowiły niecałe 15 proc. Plasuje to Polskę na 3. miejscu w całej UE z wynikiem znacząco lepszym niż średnia unijna wynosząca 26,3 proc. Wyprzedziły nas tylko Łotwa i Bułgaria, a więc kraje z nieporównywalnie mniejszymi budżetami do wydania.

- To pokazuje, że system kontroli w Polsce działa bardzo sprawnie – podkreśla Jerzy Kwieciński, pierwszy wiceminister rozwoju. – To co podoba mi się w działaniach ETO, to fakt, że jego kontrolerzy badają nie tylko ilościowe, ale i jakościowe aspekty korzystania z tych pieniędzy – dodaje Kwieciński. Podkreśla on, że Polska jest aktywnym członkiem ETO, a współpraca Najwyższej Izby Kontroli z ETO jest bardzo dobra.

Jak informuje Kwieciński kraje Grupy Wyszehradzkiej rozmawiają już o przyszłości polityki spójności po 2020 r.

– Ostatnio spotkaliśmy się z Coriną Crecu, unijną komisarz ds. polityki regionalnej i miejskiej. Apelowaliśmy o elastyczność w wydawaniu środków z polityki spójności, bo prawda jest taka, że na początku każdej perspektywy finansowej UE nakreślany jest plan, ramy wydawania tych pieniędzy i potem system ten funkcjonuje bez zmian przez 7 lat niezależnie od tego co się dzieje w UE czy na świecie – tłumaczy Kwieciński.

– Rzeczywiście potrzeba elastyczności, a przede wszystkim trzeba uprościć procedury, aby błędów przy wykorzystaniu funduszy europejskich było mniej – zgadza się Kubik. Reprezentowana przez niego instytucja wzywa zresztą do przyjęcia „całkiem nowego podejścia" do wykorzystania środków UE.