Polscy eksporterzy na zagranicznych kontraktach zarabiają, i to coraz więcej, zważywszy, że nasz eksport stale się zwiększa i bije kolejne rekordy włącznie z ostatnim za ubiegły rok, kiedy to sprzedaż za granicę przekroczyła 200 mld euro.

Rodzimi eksporterzy, szczególnie z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, powinni jednak zdawać sobie sprawę, że na eksporcie można też stracić, o ile nie zabezpieczy się przed najważniejszymi ryzykami w handlu zagranicznym.

Jak wynika z ankiet przeprowadzonych przez „Rzeczpospolitą" podczas cyklu konferencji pn. „Regionalne Orły Eksportu", we wszystkich województwach eksporterzy za jedną z największych bolączek uznają ryzyko walutowe. To nie dziwi, bo handlujemy głównie we wspólnej walucie europejskiej oraz – w drugiej kolejności – w dolarach amerykańskich. I jeśli eksporter „nie zarządzi" kursem walutowym, naraża się na straty, a chodzi przecież o zabezpieczenie rentowności eksportu.

Ryzyko objawia się szczególnie w sytuacji, gdy eksporter jest związany stałą ceną sprzedaży. Przy wahaniach kursowych to poważny problem, bo silnie uzależnia rentowność kontraktu od kursu walutowego, a jeżeli nie ma możliwości przeniesienia ryzyka walutowego na zagranicznego kontrahenta, pogarsza to tylko sytuację eksportera.

Można temu zaradzić

– Ostatnie zamieszanie na rynku walutowym jest naturalnym przyczynkiem do ponownego zastanowienia się nad tematyką ryzyka kursowego. Przedsiębiorcy zazwyczaj wybierają jeden z dwóch systemów zabezpieczenia – mówi Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). I jak wskazuje, pierwszy, zwany często naturalnym, polega na możliwie najpełniejszym spasowaniu przychodów i płatności wykonywanych w walucie.

– Oczywiście ze względu na specyfikę prowadzonej działalności zazwyczaj nie jest możliwe pełne zrekompensowanie owych strumieni. Zwykle chodzi bowiem o działalność eksportową z nadwyżką przychodów walutowych (gdzie często, owszem, jest potrzebny komponent importowy, ale w zdecydowanie mniejszych rozmiarach niż strumień eksportu) lub importową, gdzie nierównowaga może być jeszcze silniejsza – jednak mówiąc żartobliwie, działa w drugą stronę. Uzupełnieniem powyższego sposobu jest dzielenie strumieni przychodów lub płatności walutowych na drobne porcje, płacone w różnych okresach. Wtedy przeciętny uzyskiwany kurs okazuje się zdecydowanie bardziej stabilny niż w przypadku realizacji pojedynczych dużych płatności, gdzie łatwo o kurs bardzo korzystny, ale też i o kurs mocno niesprzyjający wynikowi przedsiębiorcy – tłumaczy Soroczyński.

Drugi rodzaj zabezpieczeń, również łatwo osiągalny dla przedsiębiorców, oferowany jest przez podmioty finansowe w postaci sprzedaży lub kupna waluty w transakcjach terminowych. – W jej ramach można, po znanym z góry kursie, zakupić lub sprzedać porcję waluty z dostawą i płatnością w przyszłości (np. za miesiąc, kwartał czy pół roku). Choć kurs zazwyczaj różni się od aktualnego (i jest w sposób zrozumiały komentowany jako mniej korzystny niż dziś), to pozwala na ustalenie z góry parametrów transakcji i wycenę, czy realizacja dostaw lub zakupy towarów i usług w przyszłości są dla przedsiębiorcy opłacalne – wyjaśnia ekspert KIG.

Aktualne wyzwanie

Przypomina też, że dla bardziej wymagających odbiorców istnieją na rynku również inne zabezpieczenia, jak choćby opcje. Przy ich stosowaniu warto jednak pamiętać, by wybierać jedynie te najprostsze, zabezpieczające przed ryzykiem.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

– Przedsiębiorcy powinni zdecydowanie unikać instrumentów, gdzie wkomponowany jest element ryzyka cedowanego na nich. Wystarczy przypomnieć nieodległy problem z opcjami, gdzie przedsiębiorcy ponieśli bardzo poważne koszty związane z przejęciem na siebie ryzyka zmiany kursu (tak zbudowane instrumenty były zachwalane jako istotnie tańsze od tych „zwykłych" zawierających jedynie zabezpieczenie) – przestrzega Piotr Soroczyński.

Kursy walut są zmienne, co nie znaczy, że zmienne muszą być również wyniki naszych eksporterów. Warto zabezpieczyć się przed ryzykiem walutowym, szczególne teraz, w dobie rozpoczynających się na dobre wojen handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz USA a Unią Europejską.

Arkadiusz Drzał dyrektor w pionie bankowości MŚP w Banku Pekao SA

Z zadowoleniem obserwujemy systematycznie rosnącą liczbę małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), które stają się aktywnymi uczestnikami handlu zagranicznego. Co istotne, zauważamy również rosnący trend w odniesieniu do wolumenu transakcji walutowych generowanych poza strefą euro, co wprost przekłada się na szerszy wachlarz wymienianych walut. Z drugiej strony sytuacja na rynkach finansowych ciągle jest dynamiczna, a zmienność kursów na rynku walutowym pozostaje na stosunkowo wysokim poziomie. Świadomość ryzyka związanego ze zmieniającym się kursem walutowym w MŚP wciąż jest mniejsza niż w przypadku dużych firm, niemniej odnotowujemy poprawę w tym aspekcie. Co więcej, małe i średnie firmy coraz chętniej stosują różnego rodzaju zabezpieczenia przed niekorzystnymi zmianami kursów danej waluty w przyszłości. Najpopularniejszym produktem zabezpieczającym pozostaje transakcja forward, w której w dniu zawarcia ustalany jest kurs kupna lub sprzedaży waluty w przyszłości. Ma zastosowanie jako instrument zabezpieczający konkretny poziom przyszłego kursu walutowego: zakup lub sprzedaż waluty na konkretny termin. Dostrzegamy, że zwłaszcza w MŚP właściciele coraz częściej wolą skupić się na prowadzeniu biznesu niż na codziennym i czasochłonnym śledzeniu kursów walutowych. Główną motywacją zabezpieczenia kursów walutowych wśród MŚP jest zapewnienie poziomu marży oraz możliwość eliminacji potencjalnych strat na kontraktach. Dlatego też w Banku Pekao SA zdecydowaliśmy o rozszerzeniu oferty produktowej dla MŚP o proste produkty zabezpieczające, a także utworzyliśmy zespół regionalnych specjalistów walutowych dedykowanych tylko tym klientom. Pierwsze efekty tych decyzji utwierdzają nas w słuszności obranego kierunku współpracy z sektorem MŚP.