Czarne złoto od lat stanowi bazę do wyliczeń budżetowych i planów rozwoju naszego wschodniego sąsiada. Ropa i gaz dostarczają tam prawie połowę dochodu państwa i pomimo deklaracji o dywersyfikacji źródeł sytuacja się nie zmienia.
W przyjętym przez rząd premiera Władimira Putina programie rozwoju na najbliższe trzy lata cena ropy za baryłkę została przyjęta na ostrożnym poziomie: 93 dol.; 95 dol. i 97 dol. w kolejnych latach.
Wychodząc z tego poziomu, rząd zakłada roczny przyrost gospodarki o 3,5 – 4,5 proc., czyli – jak to określił wicepremier Aleksiej Kudrin – założono „słaby i niestabilny wzrost". Taką ostrożność dyktuje nieprzewidywalność światowych rynków paliwowych związana z sytuacją w krajach będących producentami ropy i gazu.
W tym roku bazowa cena ropy, na której skonstruowany jest budżet Rosji, to 75 dol. Teraz surowiec marki Urals kosztuje 120 dol. i rząd już przygotowuje korekcję budżetu z uwzględnieniem średniej ceny w tym roku – 115 dol. – i dodatkowych 40 mld dol. wpływów z tego tytułu.
Ale sytuacja może się w przyszłych latach zmienić, ze wskazaniem na możliwą obniżkę cen, więc Rosjanie podchodzą do prognoz ostrożnie. Nie zakładają już propagandowo nośnego rozwoju o 7 – 8 proc., jak to było przed kryzysem z 2008 roku.
Stąd bierze się prognozowany równie niewysoki wzrost produkcji przemysłowej w najbliższych trzech latach: 3,5 – 4,2 procent. Najbardziej powinny przyrosnąć inwestycje w kapitał podstawowy (7,7, – 9,6 procent), choć akurat ten wskaźnik wydaje się zawyżony. Od trzech lat poziom inwestowania w kraju spada. Obroty w handlu detalicznym mają zyskać 4,5 – 6 procenta, a inflacja ma opaść do 4 – 5 procent.
W rządowym dokumencie są jeszcze dwa alternatywne scenariusze rozwoju.
Jeden z nich zakłada skokowy wzrost ceny ropy do 150 dol., a potem równie gwałtowny spadek do 70 dol. Podobnie skokowo zareaguje rosyjska gospodarka.
W ostatnim dominują brak „cenowego szoku" i stabilne ceny ropy nieco przekraczające 100 dol.