- Celem misji jest przede wszystkim udzielenie greckiemu rządowi wsparcia technicznego w toczących się pracach - oświadczył w komunikacie unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn.

Po ekspertach Ateny mają znów nawiedzić kredytodawców Grecji, czyli przedstawiciele Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego), którzy wyjechali z Grecji na początku tego miesiąca ze względu na brak postępów ze strony rządu greckiego w dochowaniu zobowiązań do zmniejszenia deficytu.

W niedzielę grecki rząd ogłosił nowe środki mające na celu zmniejszenie deficytu. W uzdrowieniu finansów pomóc mają m.in. dodatkowe wpływy pochodzące z podatku od nieruchomości - sięgające, jak wyliczono 2 mld euro.

Grecki minister finansów Ewangelos Wenizelos zapowiedzial, że w zmniejszeniu deficytu budżetowego, ocenianego na około 8,1 proc., trzeba zastosować rozwiązania, które szybko dadzą rezultaty. Podatek ma być pobierany przy opłatach rachunków za elektryczność od lutego przyszłego roku. Nowy podatek ma wynieść od pół do 10 euro od metra kwadratowego budynku i ma obowiązywać dwa lata.

Premier Jeorjos Papandreu, który przewodniczył w niedzielę nieformalnemu posiedzeniu gabinetu w Salonikach, w sobotnim przemówieniu powiedział, że postanowił zrobić wszystko, co niezbędne, aby uratować Grecję przed bankructwem i utrzymać ją w strefie euro.

M temu służyć pilne przyspieszenie prywatyzacji, zmniejszenie organizacji państwowych i redukcje w sektorze publicznym.

Nie wszyscy jednak wierzą, że Grekom się uda, niemieckie media już spekulują na temat plajty, która polegałaby na przeprowadzeniu kontrolowanego bankructwa Grecji. Z kolei przed podobnymi przypadkami miałyby strefę euro bronić kary - np. wstrzymywanie wypłat środków z unijnych funduszy dla kraju, który nie pracuje nad poprawą sytuacji finansowej, a nawet przejściowe pozbawienie prawa głosu w Radzie UE.

Według najnowszych danych grecka gospodarka skurczy się w tym roku o około 5,3 proc.