System transferów do rodzin z dziećmi okazuje się w Polsce jednym z najbardziej hojnych w Unii Europejskiej – wynika z analizy danych przedstawianych przez Eurostat. W 2020 r. Polska rodzina z dwójką dzieci, gdzie oboje rodzice mają zarobki na poziomie przeciętnego wynagrodzenia, mogła otrzymać 2,83 tys. euro. Pod względem nominalnej kwoty to siódmy wynik w całej UE!

Większą pomoc taka statystycznie przeciętna rodzina otrzymuje np. w Luksemburgu (7,6 tys. euro rocznie), Austrii (5,9 tys. euro) czy Belgii (ok. 4 tys. euro). Za to mniejszą m.in. w Wielkiej Brytanii (2 tys. euro), we Francji (1,6 tys. euro) czy we Włoszech (0,6 tys. euro).

Czytaj także: Młodzi coraz częściej myślą o emigracji zarobkowej

Zdecydowana większość tych transferów to program 500+ i to jego rozszerzenie na wszystkie dzieci (co w 2020 r. obejmowało już pełny rok) dało nam „awans" na siódme miejsce w UE. W 2017 r. plasowaliśmy się w środku stawki (13. pozycja).

Nieco gorzej na tle innych krajów wygląda sytuacja osób w trudniejszej sytuacji życiowej – rodzica samotnie wychowującego dwójkę dzieci, z wynagrodzeniem na poziomie 67 proc. tego przeciętnego. Tu łączne transfery wyniosły w 2020 r. 3,4 tys. euro, ale istotnie zmniejszyły się w porównaniu z 2019 r. (prawdopodobnie ze względu na brak waloryzacji progów dochodowych uprawniających do innych świadczeń niż 500+). W efekcie w tym zestawieniu Polska spadła na dziesiąte miejsce z ósmego rok wcześniej.

– Wysokie wydatki na politykę prorodzinną w ujęciu nominalnym mogą cieszyć, bo Polska nie należy jednak do grona najbogatszych państw w UE – komentuje Iga Magda, ekspertka Instytutu Badań Strukturalnych. – Z drugiej strony każe się to zastanowić nad priorytetami tej polityki i efektywnością wydatków. Czy na pewno odpowiadają na najważniejsze potrzeby rodzin – podkreśla.

Pytania o priorytety każe też stawiać analiza think tanku CenEA przygotowana z okazji pięciolecia uruchomienia programu 500+ w Polsce. Wynika z niej między innymi, że z całej puli 40 mld zł rocznie (to pełny koszt programu) aż 25 proc. (9,9 mld zł) trafia do 20 proc. gospodarstw domowych o najwyższych dochodach, a do 20 proc. gospodarstw o najniższych dochodach – 11,7 proc. (około 4,7 mld zł).

Jak wyjaśnia Michał Myck, prezes CenEA, wynika to z faktu, że w grupie najzamożniejszych gospodarstw domowych stosunkowo dużo jest rodzin z dziećmi. I odwrotnie, w grupie najsłabiej uposażonych więcej jest rodzin bez dzieci (to np. emeryci, renciści czy osoby młode).

– Dyskusja o przyszłości polityki prorodzinnej jest konieczna – zaznacza Michał Myck. – A powinna rozpocząć się od określenia jasnych celów, jakie chcemy osiągnąć. Dotychczasowe efekty programu 500+ nie są oczywiste. Okazało się, że bezpośrednie transfery do domowego budżetu nie ratują sytuacji demograficznej, bo dzietność nie wzrosła. Udało się ograniczyć ubóstwo, ale o to będzie coraz trudniej – wytyka Myck.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

I podkreśla, że mając tak dużo pieniędzy do dyspozycji, rząd może stworzyć system, który w najbardziej wydajny sposób odpowiadałby na potrzeby rodzin z dziećmi. Zarówno jeśli chodzi o potrzeby finansowe (co można osiągnąć, zwiększając transfery bezpośrednie dla grup mniej zamożnych), jak i poprawę usług opiekuńczych, edukacyjnych, zdrowotnych czy ułatwiających łączenie wychowywania dzieci z aktywnością zawodową.