Nadal wskazywał jednak na wzrost w gospodarce. Indeks okazał się niższy niż oczekiwali analitycy, którzy w ankiecie parkietu średnio przewidywali spadek indeksu, ale tylko do poziomu 53,3 pkt.

Wartość indeksu wyższa niż 50 punktów oznacza rozwój, a poniżej tego poziomu regres.

- Wskaźnik PMI spadł, zbliżając się do poziomu 50 pkt, który oddziela wzrost od spowolnienia - zaznacza Jakub Jaworowski, ekonomista banku BPH. - Oznacza to, że wzrost w sektorze przetwórczym spowolnił.

W jego ocenie to niepokojąca prognoza na kolejne miesiące. Dane o PMI wpisują się bowiem w obraz spowolnienia wzrostu gospodarczego na świecie, a w szczególności w Niemczech - kraju, który jest największym pojedynczym odbiorcą polskiego eksportu (ok. 26 proc.). Indeks PMI dla niemieckiego przetwórstwa również w ostatnich dwóch miesiącach spadał, choć ze znacznie wyższego poziomu.

- Ponieważ jednak głównym motorem wzrostu gospodarczego jest w Polsce obecnie popyt wewnętrzny, wpływ spowolnienia w Niemczech choć dotkliwy dla przetwórstwa (ok. 50 proc. jego produkcji idzie na eksport) raczej nie spowoduje załamania - uważa ekonomista. - Nie należy jednak oczekiwać przyspieszenia dynamiki produkcji w kolejnych miesiącach i powrotu do dwucyfrowych wzrostów z początku roku. Ekonomiści oczekują, że średnioroczny wzrost produkcji w 2011 roku osiągnie poziom 7,7 proc. Zagrożeniem dla tej prognozy jest możliwość przedłużenia i pogłębienia się spowolnienia w Unii Europejskiej, która jest odbiorcą ok. 80 proc. polskiego eksportu.

Z kolei Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan podkreśla, że ciągle rośnie w przemyśle zatrudnienie. - Dzieje się tak mimo, że ponad 70 proc. firm przemysłowych informuje, iż nie zatrudniało w czerwcu nowych pracowników, a tylko w 17 proc. firm zatrudnienie wzrosło w stosunku do maja 2011 roku - dodaje Krzysztoszek.

Problem jest szerszy – także chiński indeks produkcji przemysłowej spadł w czerwcu 2011 r., do najniższego poziomu od lutego 2009 r. To wyraźny sygnał ochłodzenia chińskiej gospodarki. A na nią – sądząc po niedawnej wizycie chińskiego premiera w Europie – liczy wiele europejskich gospodarek eksportujących swoje produktu na chiński rynek.