Kiedy patrzymy na wzrost chińskiego eksportu (o 11,7 proc.), wydaje się, że wszystko jest w porządku. Import zwiększył się o 6 proc. To w takim razie skąd ten deficyt?
– Dane dotyczące eksportu wydawały się przez wiele miesięcy się zbyt wysokie – uważa Zhu Haibin, główny chiński ekonomista chińskim w JP Morgan. W podobnym tonie wypowiadają się również inni analitycy.
Według oficjalnych danych w lutym eksport zwiększył się o 21,8 proc., a o 25 proc. w styczniu. To wszystko nastąpiło mimo ewidentnych kłopotów na rynku Unii Europejskiej i nadal niezbyt wybujałym popycie w Stanach Zjednoczonych. Zresztą Chińczycy już przyzwyczaili analityków, że zazwyczaj wzrost eksportu jest większy o średnio 7,5 pkt proc. od tego, co przewidywali.
Tym razem jednak nie wyklucza się, że dane eksportowe były „napompowane" i pozwalały Chińczykom przekazywać pieniądze na krajowy rynek nieruchomości.
Cała praktyka wyglądała następująco: eksporter zawyżał wartość dóbr wysyłanych za granicę i razem z towarem przekazywał partnerowi biznesowemu pieniądze. Nadwyżka ponad rzeczywistą wartość towarów lądowała na zamorskim rachunku eksportera, który sprowadzał ją do kraju.
Zdaniem analityków takie zawyżanie eksportu i zaniżanie importu jest bardzo prawdopodobne. Podkreślają oni, że nie ma takiej możliwości, aby Chińczycy nieustannie notowali tak wysoki wzrost eksportu w sytuacji, kiedy i Tajwańczycy, i Koreańczycy nieustannie walczą ze spadkiem.
Jaki jest powód takich zabiegów? Ano prosty: dla eksporterów chiński rząd ma cały zestaw najróżniejszych nagród.
Skąd więc wziął się marcowy deficyt ? Otóż eksporterzy obawiając się konsekwencji ograniczyli nielegalne transakcje, a marcowy bilans handlowy pokazuje także płatności importowe za zakupy przed Chińskim Nowym Rokiem, który w tym roku wypadł w styczniu.
Wielkim sprawdzianem będzie więc wynik kwietnia, kiedy wiadomo, że popyt w USA i w krajach Unii Europejskiej nadal nie zaczął rosnąć, a noworocznego boomu importowanego nie było.
Chińczycy od wielu miesięcy już obiecują pobudzenie krajowego popytu i stopniowe uniezależnianie rozwoju gospodarki od sprzedaży zagranicznej, tak aby wzrost był oparty na kilku czynnikach.
Zdaniem Zhu Haibina, głównego ekonomisty JP Morgan w Hongkongu, właśnie zbliżamy się do takiego momentu, kiedy popyt wewnętrzny staje się ważnym czynnikiem wzrostu gospodarczego.
– To bardzo pozytywne zjawisko – uważa Zhu Haibin.
Natomiast rozbieżność w danych eksportowych uznaje za dowód, że eksporterzy przestali „pompować" dane, bo wraz ze zmianą władzy zmniejszyła się presja na sukcesy eksportowe.
Na razie wiadomo, że w ubiegłym roku doszło w Chinach do wyraźnego spowolnienia wzrostu, który był najniższy od 13 lat i wyniósł 7,6 proc. PKB.
W tej sytuacja agencja Fitch Ratings poinformowała wczoraj, że w ciągu najbliższych dwóch lat może dojść do obniżenia wiarygodności kredytowej tego kraju. Powód to złe kredyty banków, które na siłę pompowały pieniądze w gospodarkę podczas kryzysu w 2008 roku.
Fitch jednocześnie obniżył perspektywę dla chińskiego długu długoterminowego w walucie lokalnej. W tej chwili dług długoterminowy w juanach jest wyceniony na AAminus, czyli cztery stopnie od najwyższej oceny. To znaczy, że kraj ten jest tak samo wiarygodny, jak dzisiaj Włochy i o jedno „oczko" mniej niż Hiszpania.
Fitch bił na alarm,kiedy banki bez umiaru pożyczały pieniądze w 2008 roku. Zadłużenie państwa wycenione zostało na koniec 2010 r. (ostatnie dostępne oficjalne dane) na 1,67 bln dol.
Jednocześnie jednak władze zapewniają, że czyszczenie bilansów bankowych przebiega bez żadnych zakłóceń.