Rz: W „Cudzych listach" znów portretuje pan PRL. Skąd pomysł na opowiadanie o tamtych czasach za pomocą korespondencji zatrzymanej przez cenzurę?

Maciej Drygas

: Kiedy pracowałem nad „Jednym dniem w PRL", wielokrotnie natykałem się na materiały dotyczące kontroli korespondencji. Poraziła mnie skala zjawiska - miliony listów rocznie czytane przez służby perlustracyjne.

Czytaj również - Uwięzieni w beznadziei

Ile ich przeszło przez pańskie ręce?

Nie potrafię dokładnie powiedzieć. Przejrzałem pewnie kilka tysięcy różnych teczek. Przystępując do montażu rozpatrywałem około 300 listów, w filmie zostało 30. Interesowały mnie te pisane przez zwykłych obywateli o codziennych sprawach. Świadomie omijałem korespondencję związaną z naszymi przełomowymi datami.

Telewizja - czytaj więcej

Wyjątkiem jest list napisany przez wojskowego do rodziny przed interwencją w Czechosłowacji. Znalazł się w filmie tylko z powodu adnotacji: „spalcie ten list, bo mogę wisieć". Zastanowiła mnie naiwność piszącego.

Jednak jeden list zdecydowanie się wyróżnia. 13-letni chłopiec prosi w nim prezydenta o ułaskawienie swojego ojca skazanego na karę śmierci. Śledził pan dalszy ciąg tej historii?

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Z założenia - nie.

Zwróciła moją uwagę szczegółowa relacja z przyjazdu do Sosnowca w 1967 r. prymasa Wyszyńskiego.

Teczka z cytowanym w filmie listem zakonnicy, miała około 400 stron. Były w niej dokumenty, notatki służbowe, sprawozdania służb, które miały zapobiec obecności obywateli na spotkaniu z hierarchą. Powołano nawet sztab antykryzysowy. Opracował szczegółowy scenariusz odciągnięcia ludzi od tej wizyty: mecz piłki nożnej Polska-Belgia dla dorosłych, a dla dzieci spotkanie z bohaterami „Czterech Pancernych".

Z jakich powodów listy zwyczajnych obywateli znalazły się w teczkach?

Czasem nawet trudno je sobie wyobrazić. Oprócz konkretnych zaleceń wiele zależało od wrażliwości i wyczucia czytających perlustratorów.

Spośród dokumentów, które zrealizował pan o PRL-u, „Cudze listy" są najsmutniejsze.

Profesor Jerzy Eisler, historyk, powiedział, że tego filmu nie da się oglądać. Że trzeba go odpokutować. Ale kiedy pokazywałem go młodym ludziom na Planet Doc Review, wcale nie odebrali go jako skrajnie smutnego. To chyba sprawa różnych doświadczeń pokoleniowych.

Kiedy zaczynałem realizować „Cudze listy" wydawało mi się, że będzie to słodko-gorzka opowieść, zwłaszcza, że dysponowałem także materiałami lirycznymi i zabawnymi. W trakcie montażu okazało się jednak, że rozbijają dramaturgię. Ten film nie jest ani historyczny, ani publicystyczny. Zrealizowałem moją bardzo autorską wizję PRL-u, choć wykreowany przeze mnie świat powstał w większości z materiałów archiwalnych. Zabieram widzów na wycieczkę w przeszłość. Chcę, by weszli w emocjonalną relację z tamtą rzeczywistością.

Skąd pochodzą materiały filmowe ilustrujące listy?

Z licznych archiwów. Odkryciem były dla mnie zasoby Szkoły Filmowej w Łodzi. Studenckie etiudy miały nie tylko wielką siłę, ale też profesjonalną realizację. Cenne są również materiały amatorskie. Różnicę między nimi, a oficjalną propagandą najlepiej widać w pierwszomajowej relacji. W połowie lat 50., w Bydgoszczy, amator zarejestrował kamerą dojmujący smutek zarówno uczestników pochodu jak i zgromadzonych na trybunie honorowej. W pierwszym momencie miałem wrażenie, że to relacja z pogrzebu jakiegoś notabla. W materiałach z kroniki filmowej jest oczywiście odwrotnie.

Muszę dodać, że niezwykłą przygodą okazało się dla mnie udźwiękawianie niemych materiałów filmowych. Brałem w tym czynny udział odtwarzając, na przykład, kroki poszczególnych osób z tłumu. Nieoczekiwanie poczułem, jakbym znalazł się w środku tamtych zdarzeń. Niezwykle intymne doznanie.

Czy będzie kolejny film o PRL-u?

„Cudze listy" to moje pożegnanie z tematyką PRL. Wraz z wcześniej zrealizowanymi dokumentami  -  „Usłyszcie mój krzyk", „Głos nadziei", „Jeden dzień w PRL", tworzą pewną całość. Teraz jestem już w innym miejscu.

Maciej  Drygas

dokumentalista, autor słuchowisk radiowych

Urodził się w 1956 roku w Łodzi. Jest absolwentem reżyserii moskiewskiej szkoły filmowej (WGiK). Nakręcił m.in. „Usłyszcie mój krzyk" (1991), „Stan nieważkości" (1994), „Głos nadziei" (2002).