Reklama

Łapicki zaprasza nas na Zaduszki

Które filmy z Andrzejem Łapickim będą niedługo niezrozumiałe dla publiczności? Jestem tu pesymistą

Publikacja: 29.07.2012 16:00

Śmierć aktora TVP Kultura uczciła filmem „Jak daleko stąd, jak blisko". Tadeusz Konwicki nakręcił na początku lat 70. trudną, rozedrganą, symboliczną opowieść, mającą naturę zaduszkowych obrzędów.

Łapicki gra mężczyznę w średnim wieku, dawnego bojowca, z pewnością tak jak Konwicki (a i sam aktor) Armii Krajowej, który błąkając się, spotyka różne postaci, głównie zmarłe. Co prawda w plenerach z ówczesnej teraźniejszości – wokół rozgrywa się pochód pierwszomajowy – ale ze stałym poczuciem, że trzeba wrócić do czasów NAPRAWDĘ WAŻNYCH. Na przykład przygotować się do zamachu na zdrajcę.

Oglądając po latach ten film, doznajemy zaskoczenia. Nawiązując, nawet krytycznie, do tradycji Armii Krajowej, nie można było nie powiedzieć, co stało się dalej. Co spotkało pokolenie Kolumbów po wojnie. A jednak trzeba było nie mówić z powodów cenzuralnych. Film jest więc dziwnie niedopowiedziany, ułomny.

A zarazem naszpikowany aluzjami. Gdy dowiadywaliśmy się, że łączniczka Musia, grana przez Maję Komorowską, umarła za kręgiem polarnym, jak mogliśmy to rozumieć? W jeden sposób.  Aż jesteśmy zaskoczeni, że cenzor dopuścił. Co więcej, PRL-owska rzeczywistość, na przykład tłum uczestniczący w pochodzie, jest traktowana jako zbiór rekwizytów, dekoracji. To także wymowne. Niedopowiedzenia tego filmu są tyleż jego słabością, co symboliczną siłą. Zwłaszcza że – na ile pamiętam tamte czasy – ci, którzy chcieli, rozumieli.

Pytanie tylko, kto to jest w stanie dziś zrozumieć? To wymaga wysiłku, jak opisywane przeze mnie dwa tygodnie temu „Wesele". A nasza epoka wręcz zachęca do umysłowego lenistwa.

Reklama
Reklama

Co więcej, uderza nas klimat zaczadzenia dawno zakończoną wojną. Permanentnych Zaduszek. To cecha wielu innych dzieł tamtej epoki, nie tylko stricte historycznych. Przypomina się choćby „Salto" tegoż Konwickiego. I wiele innych obrazów. Na ile był to skutek  poturbowania całego pokolenia, a na ile pojawiały się, jak w „Salcie", motywy kreacji, uników, szukania w dawno zamkniętych wojennych zdarzeniach usprawiedliwień miałkiej współczesności? Pewnie i jedno, i drugie. Ale przeszłość była ważna, pomimo politycznych wędzideł.

Łapicki był jako aktor jednym z symboli tych poszukiwań i już z tego względu skłonny jestem mu zapomnieć stalinowską kronikę filmową oraz wdzięczenie się do Gierka. Są i inne powody – to on zabierał nas w podróż do świata naszej literatury.

A zarazem jak w tym kontekście odnieść się do współczesnych narzekań: na martyrologię,  kult śmierci? Choćby biadań Kazimierza Kutza nad koniecznością obchodzenia kolejnej rocznicy (ostatnio powstania styczniowego). Każdy czas ma swoje symbole i fascynacje. Ale czy nie za łatwo przeszliśmy do wyśmiewania tego, co niedawno było dla nas ważne?

Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Film
Berlinale 2026: represje dla niepokornych i listy proskrypcyjne
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama