Reklama

Krakowski Festiwal Filmowy. Magowie bywają i wielcy, i okrutni

Krakowski Festiwal Filmowy potrwa do 4 czerwca, w programie ma ponad 190 filmów z całego świata, w tym ponad 100 premier.
Krakowski Festiwal Filmowy. Magowie bywają i wielcy, i okrutni

Foto: Materiały Prasowe

To najstarszy polski festiwal filmowy. Jest na ekskluzywnej liście wydarzeń filmowych kwalifikujących do Oscara w kategoriach film krótkometrażowy (fabuła, animacja, dokument) oraz pełnometrażowy film dokumentalny, a także rekomenduje do Europejskiej Nagrody Filmowej.

Podczas 63. edycji będzie można oglądać krótkometrażowe fabuły, animacje i stanowiące esencję imprezy – dokumenty. W tym roku zaprezentowane zostaną filmy wzbogacające archiwa postaci i miejsc rodzimej kultury. Nie są to jednak zakurzone opowieści o minionym czasie, ale przyczynki do refleksji nad przemianami społeczno-obyczajowymi, próby zmierzenia się z pomnikowymi legendami.

Takim filmem jest „Stary” (reż. Magda Hueckel, Tomasz Śliwiński), słodko-gorzki, prowokujący do dyskusji, portret Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Wprowadzająca do jego wnętrza animowano-kolażowa opowieść o początkach, której narratorką jest Anna Polony, przypomina historię – od dwóch starych kamienic, poprzez czasy, kiedy na scenie królowała Helena Modrzejewska, i o kolejnych zmianach w rytm historii, także o spektaklach niemieckich w czasie II wojny i socrealistycznych w powojennej rzeczywistości.

Potęga teatralnej mocy rosła wraz z mitycznymi dziś przedstawieniami reżyserowanymi przez takich gigantów jak Konrad Swinarski (m.in. „Dziady” 1973), Jerzy Jarocki („Matka” 1972, „Ślub” 1991), Jerzy Grzegorzewski („Tak zwana ludzkość w obłędzie” 1992). Te spektakle żyją we wspomnieniach widzów i członków zespołu, dla których stały się najważniejszym punktem odniesienia. – To byli naprawdę artyści, coś tworzyli, wiedzieli, czego ja nie wiedziałam – uważa Teresa Budzisz-Krzyżanowska, a Anna Dymna dopowiada: – Było czymś niezwykłym być na planecie „Grzegorzewski”, „Jarocki” czy „Wajda”, a ja na nich bywałam. To moje międzyplanetarne podróże.

Czytaj więcej

Mastercard OFF CAMERA. Znamy laureatów festiwalu w Krakowie
Reklama
Reklama

Ale takie niebotyczne efekty kosztowały. Jerzy Stuhr wspomina, że pewnego razu Jerzy Jarocki powiedział, żeby skreślić mówiony przez niego monolog: „Pan go nigdy nie powie, nie ma pan tej wrażliwości”. Zabolało.

Wychowani w etosie katorżniczej pracy w teatrze aktorzy wspominają, że „praca bywała nieprawdopodobnie męcząca, wymagająca poświęcenia, po której człowiek się zalewał łzami”, a magowie potrafili być równie okrutni jak wielcy, gdy ktoś nie potrafił sprostać ich wymaganiom. Krzysztof Garbaczewski wspomina zaś, że kiedy reżyserował „Wyzwolenie” w Teatrze Studio i zobaczył realizację Swinarskiego, zrozumiał, że nie da się lepiej. – Był dla mnie punktem odniesienia przez całą moją drogę twórczą – wyznaje.

– W moim gabinecie pojawiają się wspominający legendarne przedstawienia z dawnych lat i pytają, co nowego legendarnego się tutaj pojawi – przyznaje Waldemar Raźniak, obecny dyrektor Starego.

Mityczni twórcy wciąż bowiem stanowią punkt odniesienia. Tak jak w przypadku mistrza poetyckiego kina Wojciecha Jerzego Hasa, którego bogaty „Rysopis znaleziony po latach” zrealizowali Sławomir Rogowski i Stanisław Zawiśliński. Film powstawał długo, o bohaterze opowiadają także nieżyjący od kilku lat Kazimierz Kutz i Gustaw Holoubek.

Twórcy dokumentu ujawniają nie tylko atuty Hasa, ale i ułomności: przemożną słabość do kobiet, owocującą kolejnymi małżeństwami, rezygnację z wychowywania syna na rzecz realizowania filmów, apodyktyczność, skłonność do tyranizowania współpracowników.

Małgorzata Szumowska, przyznaje się do wielkiego sentymentu do Hasa. Pamięta, jak w łódzkiej Filmówce uczył ich, że w tym zawodzie nie ma sprawiedliwości. Kazał studentom palić papierosy i oglądał z nimi Fashion TV, komentując modelki. – Nie ma już etosu robienia wielkiego kina – żałuje reżyserka.

Reklama
Reklama

Istnieje wciąż na szczęście „Łódź Kaliska: klasycy absurdu” (reż. Sławomir Grunberg). Członkowie zawiązanej w latach 70. awangardowej grupy artystycznej (Adam Rzepecki, Marek Janiak i trzech Andrzejów: Świetlik, Kwietniewski i Wielogórski) poznali się jako młodzi fotografowie. Ich performance’y, fotograficzne inscenizowane pastisze arcydzieł światowego malarstwa i wielce ważne dla nich piękne muzy w stroju Ewy tworzyły i wciąż tworzą zabawne, inteligentne, acz prowokacyjne artystyczne zdarzenia. I choć nie wszyscy krytycy ich lubią za manifestowaną niezależność, to też przyznają, że po ponad 40 latach istnienia Łódź Kaliska to już klasycy.

Tegoroczna „Panorama polskiego dokumentu” prezentująca artystów jest w całości bardzo ciekawa. Te spotkania z legendarnymi postaciami to prawdziwa gratka.

Filmy walczyć będą w trzech międzynarodowych konkursach (dokumentalnym, krótkometrażowym i DocFilmMusic) i w konkursie polskim. Przyznane zostaną cztery równorzędne Złote Lajkoniki: dla najlepszego średnio- lub pełnometrażowego filmu dokumentalnego, a wśród filmów krótkich dla najlepszej animacji, najlepszej fabuły i najlepszego dokumentu.

Do 4 czerwca festiwal odbędzie się w krakowskich kinach, a 2–18 czerwca w internecie na platformie KFF vod.

Film
Nie żyje Magdalena Majtyka. Aktorka miała 41 lat
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Film
Thierry Klifa: Bogaci Francuzi nie chwalą się majątkiem
Film
Krystyna Janda laureatką Orła
Film
„Pan Nikt kontra Putin”: narastająca propaganda reżimu obejmuje nawet dzieci
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama