Reklama

Nie żyje Jan Hryniak, reżyser "Zenka" i "Trzeciego"

Reżyser „Przystani”, „Trzeciego”, „Zenka” miał 52 lata.

Publikacja: 21.02.2022 14:24

Jan Hryniak

Jan Hryniak

Foto: PAP, Wojciech Olkuśnik

Był absolwentem Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej i Wydziału Reżyserii Łódzkiej Szkoły Filmowej. Zadebiutował wyciszoną, skromną „Przystanią”, opowieścią o zawiedzionym uczuciu, o szukaniu w życiu swojego miejsca, określenia własnej hierarchii wartości. Delikatna szarość tego obrazu może nie była specjalnie efektowna, ale niosła w sobie prawdę.

- Zrobiłem film, jaki sam chciałbym zobaczyć, przy realizacji pracowali niemal wyłącznie moi rówieśnicy, ludzie, którym jeszcze zależy i film był efektem zaangażowania nas wszystkich, naszej pasji. Historia jest współczesna, a właśnie takie interesują mnie i ludzi w moim wieku. Nie siliłem się na komercyjne kino akcji ani kino artystyczne - zrealizowałem uczciwy film o tym, co mnie obchodzi – mówił wówczas młody reżyser.

Czytaj więcej

Zmarła Janina Traczykówna

Jego następny obraz, chyba najbardziej znany - „Trzeci” przypominał współczesny „Nóż w wodzie”. Jacht w okolicach Helu, dwóch mężczyzn, młoda kobieta. Gra, którą ze sobą prowadzą. Tamten film, który powstał po okresie socrealizmu, w dobie gomułkowskiej małej stabilizacji szokował i niepokoił. Polański pokazywał konflikt pokoleń: czterdziestoletniego konformisty-karierowicza i młodego zbuntowanego chłopaka. Ale robił to w przewrotny sposób, bo „Nóż w wodzie” w gruncie rzeczy opowieść o upadku idei. Starszy mężczyzna okazuje się moralnym bankrutem, młodszy - obłudnikiem. Obu chodzi o to samo: o zdobycie kobiety, dominację, władzę. Hryniak szukając współczesnego odpowiednika tego trójkąta, odwrócił sytuację. Bo to młodzi złapali wiatr w żagle, to ich stać na luksusowe wakacje, domy pod miastem. I to oni gubią po drodze poczucie sensu istnienia. Pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna, który przypadkiem pojawiał się na drodze prących do sukcesu yuppies, wydawał się smakoszem potrafiącym kontemplować piękno świata.

Jan Hryniak prywatnie był mężem Marty Kieślowskiej, córki Krzysztofa Kieślowskiego

Reklama
Reklama

Potem Jan Hryniak pokazał następne filmy - „Trick” o ucieczce z więzienia dwóch inteligentów, dwa lata temu „Zenka” - półbiograficzną historię gwiazdora disco polo Zenka Martyniuka. Reżyserował też seriale telewizyjne, m.in. „Sama słodycz”, „Czas honoru. Powstanie”, „Tatuśkowie”.

Ale swój najważniejszy film przygotowywał wiele lat. „Kantor. Nigdy tu już nie powrócę” miał wejść na ekrany w 2016 roku. To było jego wielkie marzenie. W roli głównej wystąpił Borys Szyc, za kamerą stanął Piotr Śliskowski, ale produkcja została przerwana z powodu braku funduszy. Podobno niewiele brakowało, by film został skończony. Ekipa wciąż miała nadzieję, że zrobi brakujące zdjęcia, planowano, że włoskie wnętrza zostaną odtworzone w hali. Jednak pracy nad „Kantorem” nie udało się wznowić.

Jan Hryniak żył zawsze trochę z boku filmowego środowiska. Był człowiekiem skromnym, nie fotografował się na ściankach, zostawił po sobie wiele ciepłych wspomnień. Prywatnie był mężem Marty Kieślowskiej, córki Krzysztofa Kieślowskiego, fotografki i scenarzystki, ojcem ich trzech córek. Zmarł 19 lutego, po ciężkiej chorobie.

Film
Parszywi hippisi kontra naziole w „Mrokach Tulsy". Wojna dwóch konspiracji
Film
Serial „Niebo”: żyjemy w świecie manipulacji. Policjant po stronie szaleńców
Film
Cztery Złote Globy dla „Jedna bitwa po drugiej" o ekstremizmach rozsadzających świat
Film
„Hamnet” z dwoma Złotymi Globami w kinach 23 stycznia. Film o śmierci syna Szekspira
Film
Złote Globy rozdane. „Jedna bitwa po drugiej” i „Hamnet” najlepszymi filmami roku
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama