Reklama

Festiwal w Gdyni: Życie seksualne w PRL

Wymierzona w homoseksualistów akcja Hiacynt, osiedla z wielkiej płyty i Kalina Jędrusik to tematy filmów przypominających PRL.

Publikacja: 22.09.2021 18:20

Festiwal w Gdyni: Życie seksualne w PRL

Foto: materiały prasowe / Bartosz Mrozowski

— Zawsze jest dobry czas, żeby zrobić film o tym, że jakaś grupa obywateli Polski jest przez system prześladowana — powiedział na konferencji prasowej w Gdyni Piotr Domalewski.

Autor znakomitych filmów o współczesnych polskich emigrantach „Cicha noc” i „Jak najdalej stąd” tym razem zaproponował rasowy kryminał. I to jaki! Trzymający w napięciu, świetnie  skonstruowany, a przede wszystkim niegłupi. W „Hiacyncie” chodzi o coś więcej niż rozwikłanie zagadki „Kto zabił?”, choć jak w każdej historii sensacyjnej to też jest ważne.

Akcja toczy się w latach 80. XX wieku. Robert, młody milicjant, ma ojca pułkownika, który czasem bardziej, a czasem mniej dyskretnie czuwa nad jego karierą. Prywatne życie Robertowi też się układa – właśnie planuje ślub z seksowną i charakterną dziewczyną, która pracuje w milicyjnym archiwum. No i dostaje się do szkoły oficerskiej.

Młody-zdolny, po złapaniu złodzieja okradającego PEWEX-y, zostaje włączony do śledztwa w sprawie morderstwa wysoko postawionej osoby. Zabójca potrzebny jest „na wczoraj”. Więc się znajduje, o dowody nie jest w końcu tak trudno. „Ugryzł mnie, jebany, ale się przyznał” – mówi starszy milicjant po przesłuchaniu dość przypadkowego faceta. I dalej: „Dostał taki wycisk, że przyznałby się, że strzelał do papieża”. Sprawa zamknięta, można przypinać ordery za szybką akcję.

A wszystko wpisuje się w akcję „Hiacynt”, która w latach 1985-87 prowadzona była przez Milicję Obywatelską. Spisano wówczas około 11 tysięcy homoseksualistów. Domalewski pokazuje przesłuchania. Płacz mężczyzn, żeby nie ujawniać ich tożsamości seksualnej, bo: rodzina, żona, dzieci, bo wyrzucą z pracy. Brutalność milicjantów, wykorzystujących argumenty nie do odparcia: „Ruchali cię kiedyś pałką milicyjną? W dupę? Wtedy ci, kurwa, łzy będą szły”, „Mam ci, kurwa, połamać kulasy?”. Po takich pogróżkach można podpisać wszystko.

Reklama
Reklama

Robert jest jeszcze idealistą. Pasuje mu świat, w którym jest – innego nie zna. Ale wciąż ma zasady. I chce znaleźć prawdziwego zabójcę. Prowadząc własne śledztwo wchodzi w środowisko LGBT. Tu od Arka, chłopaka, którego początkowo traktuje jak informatora, a który nagle staje się w jego życiu kimś ważnym, usłyszy: „Nie można się bać wszystkiego. Na pewno nie wolności”. Przy nim Robert zacznie odkrywać swoją tożsamość seksualną. Przede wszystkim jednak zacznie sobie zdawać sprawę, kim jest i w jakim świecie żyje. A nie jest to łatwe, bo musi zakwestionować wartości, w których się wychował, inaczej spojrzeć na najbliższe osoby, zrewidować własne cele i marzenia.

— Bardzo wierzę w siłę tego bohatera. To nie jest człowiek, który na starcie ma jakieś konkretne poglądy czy przekonania. On wchodzi dopiero w życie. I nie jest to biografia, lecz postać wymyślona. Nikt. Tylko wtedy film może stać się filmem o każdym — twierdzi Domalewski, a scenarzysta Marcin Ciastoń dodaje:

— Szukałem ludzi, którzy mogli ucierpieć w czasie akcji „Hiacynt”. To było trudne, bo oni  wówczas doświadczyli ogromnej opresji  i często nadal z trudem funkcjonują. Ale nawet w trakcie zdjęć okazało się, że Jacek Poniedziałek sam był zatrzymywany, jeden z aktorów grających w „Hiacyncie” też był spisywany, przesłuchiwany. Swoje przejścia zaczęły też wspominać inne osoby, które czytały scenariusz.

Czytaj więcej

Blaski i cienie wojennej historii

Tylko dlaczego dzisiaj ten obraz, mimo fantastycznie odtworzonego świata schyłku PRL-u, brzmi tak współcześnie?

„Hiacynt” wpisuje się w całą falę filmów, których twórcy cofają się do lat 70. czy 80. Z dystansu patrzą na tamten czas, chcą go poznać, zrozumieć, odszukać w nim korzenie naszej dzisiejszej mentalności. Jak Jan P. Matuszyński, który na podstawie książki Cezarego Łazarewicza „Żeby nie było śladów” zrobił film pod tym samym tytułem. Zrekonstruował na ekranie „sprawę Przemyka” – od jego zatrzymania i skatowania na komisariacie aż do procesu, w którym zapada kompromitujący organy sądownictwa wyrok uniewinniający milicjantów, a skazujący na więzienie sanitariuszy. Pokazuje reżimową machinę, która nagina fakty do „jedynej słusznej tezy”. Manipulacje, budowanie piramidy kłamstw, odsuwanie od śledztwa ludzi, którzy dążą do uczciwego wyjaśnienia sprawy. Pisaliśmy o tym filmie z okazji jego premiery na festiwalu w Wenecji. Tu, w kraju, brzmi on jeszcze mocniej. Jak opowieść o bezradności jednostki wobec systemu, ale też i o tym, że każdy może wybrać swoją drogę, że może walczyć o prawdę i własną wolność.

Reklama
Reklama

Obaj świetni reżyserzy z roczników 1983-84 w przeszłości PRL-owskiej szukają odpowiedzi: kim jesteśmy. A warto dodać, że ich filmy łączy też aktor grający główne role – Roberta i Popiela – znakomity Tomasz Ziętek.

Inaczej tamten czas traktuje Kinga Dębska, która wraca do swojej młodości, próbując na nią spojrzeć z przymrużeniem oka. W „Zupie nic” portretuje ludzi zamkniętych w socjalistycznych blokach z wielkiej płyty, którzy mają swoje ambicje i aspiracje, ale ogranicza ich socjalistyczna rzeczywistość. I tylko chciałoby się nie wierzyć w te obrazki inteligentów, którzy obwiązują dzieci futerkami z lisów, żeby za granicą pohandlować, a w kraju spełnić marzenie o małym Fiacie.

Jeszcze inaczej podeszła do historii PRL-u Katarzyna Klimkiewicz proponując opowieść o jednej z największych seksbomb tamtego czasu – Kalinie Jędrusik. Akcja jej „Bo we mnie jest seks” toczy się w latach 60. Na ekranie ożywają wielkie postacie jak Stanisław Dygat, Tadeusz Konwicki, Jeremi Przybora, Xymena Zaniewska, ale przede wszystkim ona: Kalina. Obiekt pożądania mężczyzn, aktorka i piosenkarka, która za noszenie na piersiach krzyża podczas Barbórki dostaje zakaz występów w telewizji. Są też piosenki Jędrusik wykonywane przez odtwórczynię głównej roli - zmysłową Marię Dębską. Ten film będzie miał swoją premierę na festiwalu w piątek.

Polska drugiej połowy XX wieku intryguje artystów. Jedni dostrzegają śmieszność tego świata, inni – siłę ukrytą w niezłomności ludzi, jeszcze inni – grozę. Ale najważniejsze jest zawsze pytanie: w jakim miejscu jesteśmy dzisiaj? I dlaczego tak niewiele nas tamten czas nauczył? Dlaczego pozwalamy, by mechanizmy totalitarnego systemu wracały do naszej rzeczywistości?

Film
Nie żyje wybitny reżyser Béla Tarr. Twórca „Szatańskiego tanga” miał 70 lat
Film
Jaki Paryż przetrwa dzisiejsze zmiany
Film
Zarząd filmowców o zawiadomieniu do prokuratury, gdy odwołano dyrektora Stutthof
Film
Resort kultury zawiadomił o przestępstwie w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich
Film
Nie żyje Brigitte Bardot, gwiazda filmu i symbol wyzwolenia kobiet
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama