Jak ten facet potrafi obserwować świat celebrytów! Jak dostrzega to, co kryje się pod pokazywanymi publicznie uśmiechami. Po znakomitej, politycznej „Jackie” o Jacqueline Kennedy, która po zabójstwie męża, prezydenta Johna F. Kennedy’ego stara się zachować w narodzie jego pamięć, teraz opowiedział o Lady Dianie. Ale nie pokazał jej jako „królowej ludzkich serc”. W filmie „Spencer” Diana spędza Boże Narodzenie w posiadłości Sandringham. Jest tam cała rodzina królewska i chmara służby - kamerdyner, pokojówki, kucharze. I ona. Zdradzana przez męża, ignorowana przez resztę rodziny, pozbawiona jakiejkolwiek pomocy. Rozdygotana, nieszczęśliwa. I potwornie samotna.
Ten film jest właśnie opowieścią o samotności. O depresji, która wciąga człowieka coraz głębiej. O życiu w świecie, który stawia warunki, nie dając w zamian odrobiny ciepła potrzebnego do istnienia. O próbach znalezienia chwili szczęścia przy dzieciach, ale przecież tak naprawdę i one są poddane twardym regułom królewskiego dworu.
Larrain znów zrobił film o tym, jak daleko odbiega obraz publiczny od prawdy. - Każdy z nas ma dwie twarze. Tę prawdziwą i tę ze zdjęć - mówi w pewnym momencie książę Karol. Jego żona starała się być przyszłą monarchinią, potrafiła zjednywać sobie ludzi. Ale gdy przestawały połyskiwać flesze – były już tylko rozpacz, niedopasowanie do świata, bulimia.
Im dłużej się Dianie przyglądałem, tym dobitniej czułem, jak wielką jest ona tajemnicą
Tak, oczywiście można powiedzieć, że Diana dostała dużo i nie potrafiła dopasować się do roli, jaką zgodziła się przyjąć. Jednak dziewiętnastoletnia dziewczyna marzyła o miłości, której nie zaznała. Miała być królewną z bajki, stała się niemal więźniem i „problemem” rodziny. Pełnej pretensji, obojętnej na jej cierpienie i coraz głębsze zapadanie w chorobę.
Czytaj więcej
Wśród ostrej festiwalowej konkurencji jest w tym roku również polski film.
- Im dłużej się Dianie przyglądałem, tym dobitniej czułem, jak wielką jest ona tajemnicą - stwierdził na weneckiej konferencji prasowej reżyser Pablo Larrain, a przejmująca w roli Diany Kristen Stewart opowiadała, jak „studiowała” artykuły i materiały filmowe o księżnej Dianie, jak wpatrywała się jej zdjęcia. Nazwała ją osobą „z sercem na dłoni”, a wcielając się w nią w filmie pokazała, jaka tragedia kryła się za jej promiennym uśmiechem.
Diana miała być królewną z bajki, stała się niemal więźniem i „problemem” rodziny
Reżyser starał się odtworzyć atmosferę zamku w Sandringham. Podczas weneckiej konferencji prasowej Lorrain i Stewart opowiadali, że w ekipie byli doradcy – związani z dworem królewskim, które instruowały aktorów, jak mają się zachowywać i mówiły o tym, czego „nikt nie może wiedzieć będąc outsiderem”.
- Poznałam różne zasady zachowania w królewskich rezydencjach, jak choćby zakaz wchodzenia do kuchni – mówiła aktorka. - Już tego wszystkiego nie pamiętam. Ale na planie zawsze był ktoś, kto pilnował szczegółów - dodała.
Tak powstał zawieszony między realizmem i autorską wyobraźnią film o tym, jak wrażliwość może zabić w niewrażliwym świecie.