Reklama

Złe miejsce:dokument o mieszkańcach Banishanty

"Złe miejsce" to dokument pokazujący życie mieszkańców na wyspie Banishanta stanowiącej terytorium Bangladeszu. Jest dalekie od bajkowej rzeczywistości. Premiera dziś w TVP 1 o 22.10 – pisze Małgorzata Piwowar

Aktualizacja: 01.10.2012 12:40 Publikacja: 01.10.2012 12:32

"Złe miejsce" w Czas na Dokumet

"Złe miejsce" w Czas na Dokumet

Foto: materiały prasowe

W języku bengalskim Banishanta oznacza spokojne miejsce. Rzeczywiście - położona jest z daleka od głośnej cywilizacji, zatopiona w niezwykłych pejzażach wody i nieba, przez chwilę może stwarzać wrażenie oazy. Ale nie jest nią - jak pokazuje film Giovanniego Giommi.

Niepokojący, intensywny klimat filmu tworzą zdjęcia mrocznej, nie ulegającej człowiekowi natury z trybem życia miejscowych. Wyspa to w tym przypadku ląd mało stabilny - ulepiony z błota, gliny bezustannie wystawiany na niszczące działanie powodzi i cyklonów. Prowizoryczne chaty zajmujące niemal całą powierzchnię wysepki przypominają bardziej obozowe baraki niż miejsca, w których podtrzymuje się domowe ogniska. Wyspę zamieszkuje społeczność złożona z kobiet lekkich obyczajów, ich rodzin, imama oraz samozwańczego proroka Ishmaela. Najwięcej do powiedzenia mają tu kobiety, które zarabiają i gospodarują finansami, podczas gdy ich partnerzy odpowiadają za transport klientów na wyspę. Przywożą ich łodziami. Na nabrzeżu czekają kobiety. Same przejmują inicjatywę, biorąc pod ręce nowoprzybylych i zaciągając ich do swoich domów.

- Kiedy widzę, jak bierze klienta, czuję niewypowiedziany ból - mówi jeden z mężów. - Ale gdybym przez cały dzień zastanawiał się, czy Khadi jest z kimś, marnowałbym tylko czas bez sensu. Trzeba sobie ufać i iść na ustępstwa.

- Budzi we mnie czułość - mówi o nim żona. - Gdy robię źle z innymi mężczyznami, gryzie mnie sumienie. Nie mogę podnosić wysoko głowy. Jesteśmy ofiarami mieszkającymi w burdelu.

Jednak kobiety twardo negocjują warunki.

Reklama
Reklama

- Dwóm nie daję zniżki - wyjaśnia klientom jedna z nich. - Dopiero jeśli przyjdzie czterech czy pięciu mężczyzn.

Mieszkanki Banishanty chcą walczyć o swoje prawa, mają delegatkę w Organizacji Emancypacji Kobiet. Domagają się pięciu podstawowych - jak twierdzą - praw: jedzenia, ubrania, dachu nad głową, wykształcenia i opieki zdrowotnej.

- Bez wahania mówię, że jestem kobietą świadczącą usługi seksualne - mówi Razia, delegatka kobiet z wyspy. - Oferuję część swojego ciała klientowi, który szuka rozkoszy, i tak mu ją zapewniam. Płaci mi za to, a ja utrzymuję rodzinę. Nie ma czego się wstydzić. Nikogo nie krzywdzę. Sprzedaję seks w określonym miejscu. Kobiety wszędzie są wykorzystywane seksualnie. Gdybym pracowała w fabryce albo w domu jako pokojówka, też mogłabym paść ofiarą takiego wykorzystywania. Lepiej pracować tutaj legalnie i zarabiać na utrzymanie rodziny.

Prawdziwy problem zaczyna się, gdy zaczynają dorastać córki miejscowych kobiet...

Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama