W języku bengalskim Banishanta oznacza spokojne miejsce. Rzeczywiście - położona jest z daleka od głośnej cywilizacji, zatopiona w niezwykłych pejzażach wody i nieba, przez chwilę może stwarzać wrażenie oazy. Ale nie jest nią - jak pokazuje film Giovanniego Giommi.
Niepokojący, intensywny klimat filmu tworzą zdjęcia mrocznej, nie ulegającej człowiekowi natury z trybem życia miejscowych. Wyspa to w tym przypadku ląd mało stabilny - ulepiony z błota, gliny bezustannie wystawiany na niszczące działanie powodzi i cyklonów. Prowizoryczne chaty zajmujące niemal całą powierzchnię wysepki przypominają bardziej obozowe baraki niż miejsca, w których podtrzymuje się domowe ogniska. Wyspę zamieszkuje społeczność złożona z kobiet lekkich obyczajów, ich rodzin, imama oraz samozwańczego proroka Ishmaela. Najwięcej do powiedzenia mają tu kobiety, które zarabiają i gospodarują finansami, podczas gdy ich partnerzy odpowiadają za transport klientów na wyspę. Przywożą ich łodziami. Na nabrzeżu czekają kobiety. Same przejmują inicjatywę, biorąc pod ręce nowoprzybylych i zaciągając ich do swoich domów.
- Kiedy widzę, jak bierze klienta, czuję niewypowiedziany ból - mówi jeden z mężów. - Ale gdybym przez cały dzień zastanawiał się, czy Khadi jest z kimś, marnowałbym tylko czas bez sensu. Trzeba sobie ufać i iść na ustępstwa.
- Budzi we mnie czułość - mówi o nim żona. - Gdy robię źle z innymi mężczyznami, gryzie mnie sumienie. Nie mogę podnosić wysoko głowy. Jesteśmy ofiarami mieszkającymi w burdelu.
Jednak kobiety twardo negocjują warunki.
- Dwóm nie daję zniżki - wyjaśnia klientom jedna z nich. - Dopiero jeśli przyjdzie czterech czy pięciu mężczyzn.
Mieszkanki Banishanty chcą walczyć o swoje prawa, mają delegatkę w Organizacji Emancypacji Kobiet. Domagają się pięciu podstawowych - jak twierdzą - praw: jedzenia, ubrania, dachu nad głową, wykształcenia i opieki zdrowotnej.
- Bez wahania mówię, że jestem kobietą świadczącą usługi seksualne - mówi Razia, delegatka kobiet z wyspy. - Oferuję część swojego ciała klientowi, który szuka rozkoszy, i tak mu ją zapewniam. Płaci mi za to, a ja utrzymuję rodzinę. Nie ma czego się wstydzić. Nikogo nie krzywdzę. Sprzedaję seks w określonym miejscu. Kobiety wszędzie są wykorzystywane seksualnie. Gdybym pracowała w fabryce albo w domu jako pokojówka, też mogłabym paść ofiarą takiego wykorzystywania. Lepiej pracować tutaj legalnie i zarabiać na utrzymanie rodziny.
Prawdziwy problem zaczyna się, gdy zaczynają dorastać córki miejscowych kobiet...