Obraz współczesnej Austrii – mocno zdeformowany – uformowały w ostatniej dekadzie filmy Ulricha Seidla. Konsekwentnie i bez litości rozprawia się on z własnymi rodakami, ukazując ich drobnomieszczańską obłudę, małostkowość, skłonność do zawiści. Brutalnie demaskuje to, co starannie ukryte za obrazem dobrobytu i powierzchownego zadowolenia.
Anja Salomonowiitz, debiutująca w fabule „Drogą do Hiszpanii", a przed laty asystująca Seidlowi przy „Imporcie/Exporcie", myśli o swych rodakach mniej więcej to samo co mistrz. Nie jest jednak aż tak okrutna, by nie dać im odrobiny nadziei.
Dla filmu wybrała mozaikową formę, w której precyzyjnie prowadzi kilka wątków na przemian splatających się i rozchodzących. Może tylko jako współscenarzystka powierzyła zbyt dużą rolę seriom przypadków i zbiegów okoliczności. Ułatwiło jej to ukazanie wzajemnych powiązań bohaterów, ale osłabiło fabularną wiarygodność. Polski tytuł sugeruje, wbrew fabule, kino drogi, w oryginale to po prostu „Spanien" („Hiszpania").
Bohaterowie filmu są ludźmi, których los zmusił do konfrontacji z własnymi złudzeniami. I próbują walczyć, przełamać złą passę, odmienić życie. Cena, jaką przyjdzie im zapłacić, okaże się jednak zbyt wysoka.
Największym przegranym wydaje się początkowo Mołdawianin Sava (Grégoire Colin), który zamiast w Madrycie (za co sowicie zapłacił przemytnikowi) znalazł się w okolicach Wiednia. To najbardziej tajemniczy z bohaterów. Stale milczący, choć świetnie zna niemiecki, tak samo doskonale radzi sobie z konserwacją starych rzeźb, jak i z gangsterami.
To on jeden, który mimo obcości szybko adaptuje się do nowej rzeczywistości, nie rezygnuje z realizacji wystawionego sobie wcześniej celu – wymarzonej Hiszpanii. Kraju, w którym „ludzie wciąż boją się Boga".
Magdalena (Tatjana Alexander), konserwatorka zabytków, próbuje się uwolnić od prześladującego ją byłego męża nieumiejącego pogodzić się z rozwodem. On, Albert (Cornelius Obonya), to ogarnięty paranoją zazdrości policjant inwigilujący imigrantów i byłą żonę. Najmniej skomplikowanym przypadkiem jest operator dźwigu Gabriel (Lukas Miko), kochający mąż i ojciec obsesyjnie uzależniony od hazardu.
Konstruując wyraziste portrety bohaterów, Salomonowitz nie zapomniała o korzeniach dokumentalistki. Stąd chwilami nadmiernie eksponuje zaangażowanie ideologiczne, potępiając nazbyt publicystycznie restrykcyjną politykę imigracyjną, handel ludźmi czy przemoc wobec kobiet.