Maksymalne ceny na stacjach benzynowych, które ustala pan i pana ministerstwo, są coraz niższe. To dobry znak.

Tak, to dobry znak. Jest to też odzwierciedlenie pewnego nastroju spokoju w relacjach geopolitycznych pomiędzy głównymi aktorami działań na Bliskim Wschodzie. Podchodzimy do tego bardzo ostrożnie. Wprowadziliśmy mechanizm ceny maksymalnej, który ma gwarantować, że obniżka podatków z jednej strony wpłynie na obniżki cen na stacjach, a z drugiej strony będzie bezpośrednio powiązana z tym, jak ustalana jest cena hurtowa na rynku, będąc tym samym pochodną sytuacji geopolitycznej.

Mamy tego efekty – nikt na tej sytuacji nie zarabia, nikt nie spekuluje i nie naraża na szwank naszych portfeli. Wobec tego obecna sytuacja na rynkach światowych ma bezpośrednie odzwierciedlenie w spadku cen na stacjach. Jednocześnie pamiętamy zabiegi polityczne opozycji: że mechanizm CPN nie zadziała, że paliwa braknie, że ceny nie spadną, a jak spadną, to bardzo późno.

Zależało nam, żeby program „Ceny paliwa niżej” był możliwie mocno powiązany z rynkiem, a przede wszystkim, żeby nikt na nim nadmiernie nie zarobił. To mechanizm, który według naszych analiz w ciągu miesiąca obowiązywania sprawił, że Polacy zaoszczędzili 3 mld zł. O tyle więcej polscy kierowcy zapłaciliby na stacjach, gdybyśmy go nie wprowadzili. Dzięki CPN mamy najniższe w Unii Europejskiej ceny diesla i benzyny. Docelowo, po uspokojeniu sytuacji, będziemy dążyli do tego, żeby rynkowe ceny na stacjach w Polsce były jak najbardziej konkurencyjne.

Jak długo potrwa ta nadzwyczajna sytuacja obniżki podatków i ustalania maksymalnych cen paliw?

Dzisiaj nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Nie wiemy, jak będą się kształtowały zdarzenia geopolityczne ani czy dojdzie do szybkiego i pełnego odblokowania cieśniny Ormuz. To zagwarantowałoby powrót podaży surowca na rynku do poziomów sprzed wybuchu konfliktu. Myślę, że będziemy mogli powiedzieć więcej w ciągu najbliższych tygodni. Na pewno podczas majówki i w pierwszych tygodniach maja program CPN będzie nadal obowiązywał.

A patrząc szerzej, co wojna w Zatoce Perskiej powiedziała o polskiej energetyce i surowcach energetycznych?

Pokazała, że Polska jest mocno zdywersyfikowana i dobrze przygotowana na takie kryzysy. Mamy też własną strukturę zużycia surowców. Trzeba pamiętać, że w naszym rejonie globu to rzecz absolutnie naturalna, że benzyna i diesel są wykorzystywane w transporcie. Każde z państw jest na innym etapie transformacji, różny jest oczywiście także poziom rozwoju elektromobilności i o tym w przyszłości będziemy rozmawiali.

Powinniśmy docenić to, że nasza gospodarka stała się bardziej odporna w stosunku do innych gospodarek regionu i że zakończenie importu surowca bezpośrednio z kierunku wschodniego nie zachwiało naszym popytem i podażą. Bardzo szybko zdywersyfikowaliśmy te dostawy do zera, uniezależniając się, a jednocześnie dzieląc ten portfel. Ale oczywiście potrzebne są kolejne działania dywersyfikujące.

W obecnej sytuacji mniej mówi się o gazie, natomiast wiele krajów ma również problem z gazem. A Polska?

To będzie zależało od tego, jak w ciągu najbliższych miesięcy będzie się kształtowała cena. Na dzisiaj diagnozujemy, że pewne zwyżki, jeżeli chodzi o ceny zakupu surowca dla Polski, mogą być widoczne także w kolejnych miesiącach. Natomiast nie jest to tak istotny wzrost jak przy cenie zakupu gotowych paliw czy ropy. Na pewno nie mamy problemu, jeżeli chodzi o podaż surowca. Dostawy, które byłyby realizowane z Kataru do Polski, zostaną szybko zastąpione.

A jeżeli chodzi o cenę, to na rynkach może się pojawić czynnik wzrostu. To po pierwsze. Po drugie, wiadomo jednak, że będzie potrzebne długoletnie zastąpienie tego kierunku. Jak już zakomunikowano, kompleks produkcyjny w Katarze nie wróci do pełnej sprawności przez co najmniej rok. To wskazuje, że dojdzie także do spadku podaży surowca na rynku, choć z drugiej strony jest oczywiście dość wysoka dynamika związana z oddawaniem kolejnych źródeł w innych regionach, np. w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych.

Czy nie grozi nam kryzys podażowy w momencie np. ciężkiej zimy i zwiększonego zużycia gazu?

Analizujemy to. Jeżeli chodzi o Polskę, na ten moment nie prognozujemy takiej sytuacji. Już zaczynamy proces napełniania magazynów na zimę i, ponownie, sytuacja jest inna niż w innych państwach europejskich. Przed ostatnim okresem jesienno-zimowym wypełniliśmy magazyny do 100 proc., co, patrząc na ostatnią zimę, okazało się bardzo skuteczne.

Zawsze przygotowujemy się na najgorszy scenariusz. Jeżeli się sprawdza – jesteśmy odpowiednio przygotowani. Jeżeli się nie sprawdza – sytuacja jest spokojna, także pod względem cen. Nasze dostawy są bardzo zdywersyfikowane. Dostawy z Kataru to niespełna 10 proc. naszego zapotrzebowania. Szybko jesteśmy w stanie je zastąpić innymi kierunkami i nie przewidujemy ryzyk. Natomiast widzimy też tendencję wzrostu eksportu z innych kierunków na świecie, więc na pewno kryzys, jeżeli nastąpi, będzie bardziej skutkował wzrostem cen, niż zaburzał podaż na rynku światowym.