Estonia, Litwa i Łotwa płacą za rosyjski gaz najdrożej w Europie. W I kwartale 2010 r. było to np. w Estonii 318 dol/1000 m# sześc., podczas gdy średnia cena dla odbiorców europejskich wynosiła 265 – 270 dol. Republiki nadbałtyckie chcą więc wpuścić na swój rynek konkurencję, by obniżyć ceny, a Gazprom pozbawić wpływu na krajowe gazociągi.
Powołują się na przyjęty w 2009 r. trzeci pakiet energetyczny UE, który zobowiązuje kraje do podziału koncernów energetycznych według rodzajów działalności. Tak więc np. producent gazu nie może być w spółce transportującej to paliwo.
W Estonii rząd pracuje nad projektem ustawy o podziale narodowego operatora gazowego Eesti Gaas na część transportową i handlową. We wrześniu, jak dowiedział się "Kommiersant", ustawa ma trafić do parlamentu. Eesti Gaas należy w 37 proc. do Gazpromu, prawie 34 proc. ma niemiecki E.ON, prawie 18 proc. fińskie Fortum, a ok. 10 proc. Itera Latvija.
– Nie chcę nacjonalizacji gazociągu. Gdyby rury zostały sprzedane innej rosyjskiej firmie, toby nam wystarczyło. Najważniejsze, by na rynku gazu w końcu pojawiła się konkurencja. Można też powołać niezależnego operatora do zarządzania gazociągami lub odstąpić estońskiemu rządowi tzw. złotą akcję Eesti Gaas z prawem weta – tłumaczy Igor Griazin, estoński deputowany. Gazowy system Estonii jest wyceniany różnie. Rząd szacuje go na 38 – 45 mln euro, podczas gdy gazowa spółka na 260 – 320 mln euro.
Rząd Litwy ma już gotową podobną ustawę o rozdziale Lietuvos Dujos na dwie oddzielne spółki. Ma to nastąpić najpóźniej do marca 2012 r. Główni udziałowcy: E.ON. (prawie 39 proc.) i Gazprom (37 proc.), prawdopodobnie zostaną wykupieni przez trzeciego – Skarb Państwa (teraz ma prawie 18 proc.).