Donald Tusk i Angela Merkel napisali wspólny list do Jose Barroso i Hermana Van Rompuya, szefów Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej.

Oba kraje przedstawiły listę punktów, które są kluczowe do zakończenia budowy wspólnego rynku energii, zapewnienia bezpiecznych dostaw i konkurencyjnych cen.

W liście mowa o konieczności takiego rozwoju infrastruktury gazowej, aby „każdy region miał fizyczny dostęp do przynajmniej dwóch źródeł dostaw”. To postulat, który Polska przedstawia na różnych forach. W ubiegłym tygodniu podobny apel wystosowali ministrowie gospodarki czterech państw Grupy Wyszehradzkiej (jako pierwsza o planowanej inicjatywie pisała „Rz”).

W tym mieści się korytarz północ-południe od Bałtyku po Adriatyk, czyli od gazoportu LNG w Świnoujściu, przez Polskę, Czechy, Słowację i Węgry po Chorwację. Część odcinków – gazociągów, łączników – jest już gotowa, kolejne w budowie lub trakcie planowania. Komisja Europejska popiera projekt, dziś w Brukseli odbędzie się spotkanie ekspertów ze wszystkich zainteresowanych krajów, a wieczorem kolacja „energetyczna”, w której na zaproszenie Jose Barroso będą uczestniczyć premierzy Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Bułgarii i Rumunii, co oznacza chęć budowanie dalszych łączników, po Morze Czarne. Piątkowy szczyt ma potwierdzić ważność korytarza północ-południe.

Tusk i Merkel piszą w liście także o wymiarze zewnętrznych polityki energetycznej UE. Podkreślają, że kraje zachowują suwerenność w tej dziedzinie, ale jednocześnie wszelkie nowe umowy energetyczne muszą respektować wymogi unijnego wspólnego rynku oraz Karty Energetycznej. Ten drugi dokument wyznacza światowe standardy dla rynku energii, Rosja nigdy go nie podpisała.

W części poświęconej unijnym inicjatywom budowy infrastruktury dostawczej list wspomina, że „szczególny nacisk powinno się położyć na korytarz południowy, zwłaszcza Nabucco”. To nie jest ulubiony projekt Rosjan, bo ma dostarczać gaz do UE z alternatywnych źródeł, jak Iran, czy Azerbejdżan.

Szefowie rządów Polski i Niemiec podkreślają, że decyzje o inwestycjach w UE muszą mieć charakter rynkowy. Przyznają jednak, że są takie projekty „konieczne do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego, innowacji, czy solidarności, które mogą nie być w stanie przyciągnąć wystarczającego finansowania rynkowego”. Dla nich Komisja Europejska ma wymyślić zmianę przepisów ułatwiających finansowanie, nowe instrumenty finansowe, a nawet środki publiczne z funduszy polityki spójności. To nowość, bo do tej pory Unia Europejska nie finansowała wprost (poza czasami kryzysy) projektów energetycznych. Stare państwa członkowskie, w tym Niemcy, uważały, że powinny mieć one charakter czysto biznesowy.