Siła wczorajszego kolejnego tąpnięcia w USA (indeksy S&P 500 i Nasdaq runęły o prawie 7 proc.) sprawiła, że mocno traciły również rynki azjatyckie.
Japoński indeks Nikkei spadał dzisiaj w pewnym momencie o 4 proc., by na zamknięciu zamknąć się ze stratą 1,68 proc. Dużo gorzej radziła sobie giełda w Hong Kongu. Indeks Hang Seng dołował nawet o 7 proc. Zamykał się ze stratą 5,66 proc. Koreańscy inwestorzy podobnie jak ich chińscy i japońscy koledzy również skupili się na sprzedawaniu. W efekcie notowania w Seulu zostały na pewien czas wstrzymane. Powód? Strata indeksu Kospi na poziomie 9,7 proc. Po wznowieniu notowań giełdzie skończyła dzień z wynikiem 3,6 proc. na minusie.
Na dalekim wschodzie odznaczyli się tylko gracze z dalekich antypodów. Australijski parkiet zamknął dzień z wynikiem 0,99 proc. na plusie.
Inwestorom w Azji udało się pod koniec notowań odbić od dna i odrobić przynajmniej część strat wraz z pojawieniem się sporych plusów w notowaniach kontraktów futures na amerykańskim S&P 500. W efekcie optymizm zawitał też na GPW. WIG20 otworzył się ponad 1 proc. na plusie, powracając powyżej 2400 pkt.
Dzisiejsza sesja przypomina jazdę na kolejce górskiej. Po niezłym otwarciu (wbrew fatalnej sesji poniedziałkowej za oceanem) nastąpiło załamanie i indeksy gwałtownie zapikowały w dół. WIG 20 tracił przejściowo nawet 5 proc. Niemiecki DAX spadał o prawie 7 proc. Jedyną dużą spółką z GPW, która była na plusie (ale przez chwilę również była notowana na czerwono), była Telekomunikacja Polska, która uważana jest za wybitnie defensywną firmę a jej notowania często zachowują się odwrotnie niż rynek.