Kilka dni temu Główny Urząd Statystyczny zaprezentował informacje o wynikach budownictwa w maju. Okazało się, że produkcja budowlano-montażowa była o 10,2 proc. wyższa niż w kwietniu i jednocześnie wyższa niż przed rokiem o 4,7 proc. A miesiąc wcześniej roczna dynamika produkcji była ujemna i wyniosła -4,2 proc.
Jak podał GUS, w okresie od stycznia do maja dynamika produkcji budowlano-montażowej była niższa o 6,7 proc. niż przed rokiem.
Dane GUS okazały się lepsze od oczekiwań rynkowych, bo według statystyk produkcja budowlano-montażowa okazała się wyższa o 3 proc. w porównaniu z analogicznym miesiącem 2020 roku i o 3,9 proc. w porównaniu z kwietniem 2021 roku.
W maju produkcja budowlano-montażowa zazwyczaj jest wyższa od notowanej w kwietniu.
W stosunku do maja 2020 roku zwiększenie produkcji budowlano-montażowej odnotowano dla jednostek wykonujących roboty budowlane specjalistyczne (o 19 proc.) oraz wznoszących obiekty inżynierii lądowej i wodnej (o 4,7 proc.)
Zmniejszenie produkcji budowlano-montażowej nastąpiło dla jednostek zajmujących się stawianiem budynków (o 5,7 proc).
Rynek bał się pandemii
Te wyniki wywołują entuzjazm, bo gdy w 2020 roku wybuchła pandemia, to pojawiły się też obawy nie tylko o realizację planów i umów, ale przede wszystkim o zdrowie i życie pracowników z branży.
Jednak czas pokazał, że rynek budowlany i firmy budowlane poradziły sobie z koronawirusem lepiej niż inne branże czy sektory gospodarki.
Nie zamykano masowo budów, a dzięki strumieniowi publicznych pieniędzy na inwestycje infrastruktury transportu deweloperzy i inwestorzy indywidualni budowali na potęgę.
Tylko inwestycje samorządów spowolniły, bo przeznaczały ogrom funduszy na walkę z pandemią i na inwestycje niewiele zostało.
Zdaniem ekspertów spowolnienie na rynku infrastruktury transportowej wynikało z naturalnych wahań cyklicznych budownictwa. Swoje dołożyła też surowa zima w styczniu i lutym.
– Z trzech głównych części budownictwa najmocniej w wyniku epidemii koronawirusa ucierpi rynek niemieszkaniowy. Epidemia jednak tylko przyspieszyła i pogłębiła spadki, które już w 2019 roku zapowiadały dane mówiące o 19-proc. spadku pozwoleń budowlanych. Co więcej, także rok 2020 przyniósł 10-procentową korektę. To nie świadczy zbyt dobrze o perspektywach budownictwa niemieszkaniowego – uważa Bartłomiej Sosna, ekspert rynku budowlanego w Spectis.
Ale jak wynika z analiz PZPB, kondycja finansowa branży jest względnie stabilna. W 2020 r. budownictwo odnotowało tylko umiarkowany spadek aktywności budowlanej.
Budownictwo mieszkaniowe ma się dobrze
Lepiej wygląda sytuacja w budownictwie mieszkaniowym, choć ubiegły rok zakończył się 6-proc. spadkiem liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto, a sprzedaż mieszkań deweloperskich w największych aglomeracjach skurczyła się o blisko 20 proc.
Teraz budownictwo mieszkaniowe ma się dobrze. Padają rekordy (w porównaniu z rokiem 2020) pod kątem mieszkań przekazanych do użytkowania, uzyskanych pozwoleń na budowę i zgłoszeń oraz rozpoczętych budów.
A dzięki podjętym działaniom antykryzysowym – takim jak zastrzyk środków dla sektora przedsiębiorstw w ramach tarczy finansowej, obniżka stóp procentowych oraz ochrona miejsc pracy – popyt na mieszkania powrócił do wysokiego poziomu z lat 2018–2019.
Środki unijne motorem napędowym
Cały czas utrzymują się pozytywne prognozy co do klimatu inwestycyjnego w segmencie infrastruktury transportowej i energetycznej.
Rynek budowalny wiąże bardzo duże nadzieje z nową pulą środków unijnych (dotyczy to zarówno nowej perspektywy unijnej na lata 2021–2027, jak i Funduszu Odbudowy), jeśli chodzi o budownictwo inżynieryjne,
– Wpływ tego na wolumen inwestycji zauważalny będzie najwcześniej w przyszłym roku. W przypadku efektywnego wykorzystania środków z obu mechanizmów w latach 2022–2023 rynek budowlany w Polsce powinien powrócić do trendu wzrostowego – podkreślał w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Bartłomiej Sosna.
Prognozuje on, że w najbliższych dwóch, trzech latach inwestycje GDDKiA i PKP PLK mogą być istotnym elementem stabilizującym koniunkturę w branży inżynieryjnej.
W przypadku sektora samorządowego jest ryzyko spowolnienia inwestycyjnego, choć samorządy robią co mogą, by tak nie było. Bo nowe inwestycje to też konkretne miejsca pracy na lokalnym rynku.